Megasensacja! Japonia pogromcą gigantów. Hiszpania znokautowana w trzy minuty

Niesamowite emocje w meczu Japonia - Hiszpania! Waleczni "Samurajowie" ponownie w tym turnieju odwrócili losy meczu i zwyciężyli 2:1, mimo że do przerwy przegrywali. Dzięki temu sensacyjnie wygrali grupę E i w 1/8 finału zagrają z Chorwacją. Ten wynik daje awans również Hiszpanom i oznacza, że w drugim mundialu z rzędu Niemcy odpadają już po fazie grupowej.

Trener Luis Enrique, mimo iż jego reprezentacja Hiszpanii nie miała zapewnionego awansu do następnej fazy, zdecydował się na pięć zmian w porównaniu do remisowego starcia z Niemcami. Hiszpanie wydawali się faworytem tego spotkania - Japończycy w pierwszym meczu sensacyjnie pokonali Niemców 2:1, ale potem ulegli 0:1 Kostaryce. W czwartek musieli przynajmniej zremisować, żeby mieć szanse na awans z grupy.

Zobacz wideo Michniewicz i jego sztab wybrali się "na miasto". To wiele obrazuje

Szybki gol i uśpienie publiki

Pierwsza połowa nie przyniosła nam większych emocji. Kibice wręcz mogli urządzić sobie drzemkę. Korekty personalne nie zaburzyły swobody rozegrania akcji reprezentacji Hiszpanii, choć pierwszą niezłą sytuację mieli Japończycy. Piłkę we własnym polu karnym stracił Sergio Busquets, lecz strzał Ito wylądował tylko na bocznej siatce. W japońskiej bramce wylądowało za to uderzenie Alvaro Moraty z 11. minuty. Świetnym dośrodkowaniem popisał się Cesar Azpilicueta, a napastnik Atletico Madryt znalazł się między obrońcami i zdobył bramkę głową.

To jego trzecie trafienie na tym turnieju - wcześniejsze dwa zanotował wchodząc z ławki. Morata jako drugi zawodnik w historii reprezentacji Hiszpanii zdobył bramki w trzech pierwszych meczach grupowych. Wcześniej w 1950 roku zrobił to legendarny Telmo Zarra. Po bramce Moraty Japonia znalazła się w bardzo trudnej sytuacji, zwłaszcza że niemal w tym samym momencie prowadzenie objęli również Niemcy.

Hiszpania w pierwszych dwóch kwadransach utrzymywała się przy piłce na poziomie 85 proc. Jedyne emocje kibice mogli odczuwać przy ryzykownych podaniach Busquetsa na własnej połowie, lecz żadne z nich nie skutkowało zagrożeniem pod bramką Unaia Simona. Na dowód tego, jaki to był mecz, niiech świadczy to, że komentatorzy raczyli nas wyszukanymi ciekawostkami statystycznymi. Mogliśmy dowiedzieć się, że od 27 czerwca 2016 i porażki z Włochami 0:2, Hiszpanie rozegrali 77 meczów, z czego przegrali pięć. Każdy z nich maksymalnie jedną bramką.

W pierwszej połowie piłkarze Enrique nie forsowali tempa. Obaj z dwójki stoperów - Rodri i Pau Torres - wykonali w tym czasie więcej celnych podań niż cała japońska drużyna razem wzięta.

Niesamowita metamorfoza Japonii

Wydawało się, że druga połowa może przebiegać w podobnej temperaturze, przypominającej letni sparing. Selekcjoner reprezentacji Japonii, wzorem spotkanie z Niemcami, w którym również przegrywali do przerwy, przeprowadził dwie zmiany - na murawie pojawili się Ritsu Doan i Kaoru Mitoma. I obaj ponownie odmienili losy meczu! Druga część tego pojedynku wynagrodziła nam nudę w pierwszej odsłonie.

Najpierw bramkę zdobył Doan. Podopieczni Hajime Moriyasu skorzystali z kolejnej straty Hiszpanów na własnej połowie i wyrównali po strzale zawodnika Freiburga. Drugie trafienie, dające prowadzenie, miało niesamowitą historię. Mitoma wygarniał piłkę w pobliżu linii końcowej po zagraniu w pole karne. Piłka trafiła do Ao Tanaki, który umieścił piłkę w siatce. Zdaniem pierwotnej decyzji sędziego futbolówka opuściła boisko, lecz do gry wkroczył VAR. Długa analiza powtórek pozwoliła ocenić, że tak nie było i gol został uznany. Japonia wyszła na prowadzenie 2:1!

Struktura gry Hiszpanii została bardzo naruszona. Podopieczni Enrique długo nie mogli się otrząsnąć po stracie dwóch bramek, a "Samurajowie" imponowali intensywnością oraz wysokim pressingiem, coraz odważniej atakowi rywali. W pewnym momencie mistrzowie świata z 2010 roku byli poza turniejem, gdyż Kostaryka prowadziła z Niemcami. Sytuacja zrobiła się gorąca, ale trwała raptem kilka minut, bo wynik w tamtym meczu wyrównał Kai Havertz. Tak czy inaczej - Hiszpanie dostali kolejny sygnał ostrzegawczy, że musi się wziąć do roboty.

Balansowanie na krawędzi Hiszpanów

Enrique wprowadził podstawowych graczy, Ferrana Torresa czy Marco Asensio, ale nie wpłynęło to na pozytywnie na zespół. - Przypomina to mecz piłki ręcznej - mówił komentujący mecz w TVP Robert Podoliński. Hiszpanie grali po obwodzie i szukali dziury w defensywie rywali, ale nie wyglądali na drużynę, która za wszelką cenę chce zdobyć bramkę. Od razu przypomniały się spekulacje przedmeczowe, w których hiszpańskim mediom bardziej pasowała drabinka przy wyjściu z grupy z drugiego miejsca, gdyż wtedy najprawdopodobniej ominą Brazylię w 1/4 finału. Groźne strzały oddali Asensio oraz Olmo, ale pewnie bronił bramkarz.

Hiszpanie balansowali na krawędzi ryzyka, ale po chwili zachwiania utrzymali równowagę. Głównie dzięki reprezentacji Niemiec, która ostatecznie ograła Kostarykę. "La Furia Roja", dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu, zajęła ostatecznie drugie miejsce w grupie E i w 1/8 zagra z Maroko, ale wielkie uznanie należy oddać Japończykom. Ponownie wrócili ze stanu 0:1 i wygrali to spotkanie 2:1. W nagrodę w pierwszym meczu fazy pucharowej zagrają z Chorwacją.

Ostateczna tabela grupy E:

1. Japonia - 6 punktów, 4:3

2. Hiszpania - 4 punkty, 9:3

3. Niemcy - 4 punkty, 6:5

4. Kostaryka - 3 punkty, 3:11

Więcej o: