Brazylijczycy błagają Lewandowskiego i kłócą się o Neymara. "Ten kraj na niego nie zasługuje"

Dawid Szymczak
Neymar jest żaglem, sterem i okrętem, ale i bez niego Brazylia płynie dalej - do fazy pucharowej. Ma już awans, ale ma też do rozwiązania problem, bo największą gwiazdę trudniej zastąpić na boisku niż na papierze. Mimo to, nie wszyscy życzą mu zdrowia. Wsparcie dla Neymara jest bowiem sprawą polityczną.

- Messi ciao! - śpiewają brazylijscy kibice na melodię rozsławioną przez „Dom z papieru". Ich scenariusz idealny? W poniedziałek Brazylia pewnym krokiem do fazy grupowej, a dwa dni później, na tym samym stadionie, Robert Lewandowski wyprasza z imprezy Leo Messiego. Zdążyli to powiedzieć i znów zaczęli śpiewać. Tym razem o Polaku. - Jest wielki! - mówią. - Większy od Messiego! - przekonują i tanecznym krokiem zmierzają ku 974.

Zobacz wideo Kapitalne wieści dla Polski przed Argentyną! Kto obok Lewandowskiego?

Ale już na boisku zamiast tańca były co najwyżej podrygi. Zanim w 82. minucie Casemiro strzelił zwycięskiego gola, największy aplauz wywołało pokazanie na stadionowych telebimach Ronaldo, bohatera z 2002 r., który poprowadził Brazylię po ostatnie mistrzostwo świata. Teraz z uśmiechem oglądał mecz w loży VIP. Od kilku miesięcy, gdziekolwiek się pojawiał, pytali go o szanse na szósty mundialowy triumf. Powtarzał, że są duże, bo Neymar jest zdrowy i w życiowej formie, a wokół siebie ma lepszych kompanów niż kiedykolwiek. Ale to już nieaktualne - Neymara nie ma, a bez niego Brazylia nie jest już tak nieprzewidywalna. Ze Szwajcarią wygrała solidnością - po przeciętnym meczu. U Tite to już tradycja - najpierw dyscyplina, później dobry wynik i dopiero zabawa. W ostatnich minutach znów obrodziło w podania piętami, podcinki i dryblingi, które fetowali kibice.  

Neymar delikatny? To największy mit 

Stopa Neymara wyglądała, jakby należała do hobbita. Świat zobaczył ją kilkanaście minut po faulu Nikoli Milenkovicia w pierwszym meczu mundialu, gdy wspierany przez lekarza i fizjoterapeutę kuśtykał w stronę szatni. Był nawet problem z wyłapaniem momentu, w którym został trafiony. Dopiero Tite powiedział na konferencji prasowej, że jego najlepszy piłkarz przez 11 minut grał z kontuzją. Zacisnął zęby, a krok miał na tyle pewny, że nie zorientowali się nawet lekarze. Napędzała go determinacja, pragnął rozgonić powracające koszmary - kontuzja pleców zabrała mu już arcyważny mundial u siebie - w 2014 r., gdy ostre wejście Juana Zunigi w ćwierćfinale niemal posadziło go na wózku. Na półfinał Brazylia wyszła rozbita, co Niemcy skrupulatnie wykorzystali, upokarzając ją 7:1. Z kolei cztery lata temu Neymar w kadrze był, ale wciąż odczuwał skutki poważnej kontuzji i nie mógł rozwinąć skrzydeł. Tym razem wszystko układało się perfekcyjnie. Ale i on wszystko podporządkował mundialowi - trenował ciężej niż kiedykolwiek w PSG i na prawdopodobnie ostatni mundial w życiu, przygotował najlepszą w życiu formę. Strzelał i asystował niemal co mecz. Nie było w Europie groźniejszego zawodnika.

- Był faulowany dziewięć razy! - grzmiał jego ojciec po meczu z Serbią, a statystycy szybko policzyli, że żaden piłkarz w pierwszej serii mundialowych meczów nie przyjął tylu ciosów, co on. - Trzeba go chronić. Takiej gry należy zakazać. To była lawina fauli - narzekał i apelował Tite. Największy mit? Że Neymar jest delikatny. - Nic mnie nie zaskoczyło bardziej niż jego wytrzymałość. Z Serbią był tak zawzięty, że oszukał własnego trenera - mówi Tite. Ból towarzyszy mu od tak dawna, że zdążył się z nim zżyć i radzić sobie pomimo niego. - Dopiero na ławce rezerwowych, gdy zdjął buta, by samemu sprawdzić, jak poważny jest ten uraz, zobaczyliśmy, że jest coś nie tak - opisywał brazylijski selekcjoner. Widząc swoją stopę przynajmniej dwa razy większą niż normalnie, zasłonił twarz koszulką, by świat nie zobaczył jego łez. Mauricio Pochettino stwierdził ostatnio, że Neymar ma wymalowane na twarzy wszystkie emocje. Wystarczy spojrzeć, by wiedzieć, że jest zadowolony albo smutny.

Lód - to na początek. Kompresyjny but i kilka zabiegów - to później, już w hotelu. Walka z czasem - do teraz. Richarlison mówi, że Neymar od kilku dni wręcz śpi u fizjoterapeutów i wylewa litry potu w siłowni, byle jeszcze pomóc Brazylii na tych mistrzostwach. Tite nie traci wiary i wciąż powtarza, że Neymar wróci, mimo że ta kostka jest dla niego tym, czym dla Achillesa była pięta. Ma z nią permanentne problemy. Ale dlaczego akurat teraz? - To jeden z najtrudniejszych momentów w mojej karierze - przyznał. W piątek miał prześwietlenie, w sobotę ani w niedzielę nie trenował. Mecz ze Szwajcarią przegapił. - Jeszcze zagra na tym mundialu - znów przekonywał Tite.

Nie sposób go zastąpić. Można jednak bez niego wygrywać

Brazylijczycy nie rozpaczali jednak tak bardzo, jak jeszcze kilka lat temu, gdy nieobecność Neymara obniżała szanse na ich zwycięstwo z 85 proc. do 68. Zespół ewoluował od 2014, gdy jego kontuzja załamała nie tylko kibiców, ale też piłkarzy. Miał problemy z tą samą kostką już podczas Copa America w 2019 r., a jednak Brazylia sobie poradziła i wygrała. Podczas igrzysk olimpijskich w Tokio też dała radę, a Richarlison, który wskoczył w jego buty, zdobył nie tylko złoty medal, ale też statuetkę najlepszego strzelca. Neymara już nie zastępuje Fred, który osiem lat temu został wygwizdany przez własnych kibiców. - Mam sześciu lub siedmiu piłkarzy, których mogę wystawić zamiast niego - mówi Tite i ani trochę nie przesadza. Mecz ze Szwajcarią zaczął Lucas Paqueta, a za jego plecami grał Fred z Manchesteru United. W przerwie za Paquetę wszedł Rodrygo. Tite mógł też jeszcze zmienić ustawienie i dołożyć kolejnego napastnika. Możliwości miał mnóstwo. 

Ale żadna nie pozwalała zastąpić Neymara w pełni. Rodrygo - w teorii najbardziej podobny do Neymara (opowiadał nawet, że w dzieciństwie miał irokeza, koszulkę z dziesiątką i naśladował wszystkie jego zwody) - równie inteligentnie porusza się po boisku, ma też doskonałą wizję gry, ale brakuje mu takiej nieprzewidywalności. Zdołał wprawdzie nieco rozruszać grę Brazylii, ale wszedł już po przerwie, gdy na boisku i tak zrobiło się więcej miejsca.

Tite ma teraz ten komfort, że może w trzecim meczu dalej poszukiwać najwłaściwszego zastępcy. Może majstrować przy ustawieniu i taktyce bez większych obaw. Wyjście z grupy jest pewne, co zawodnicy długo świętowali ze swoimi kibicami. Szwajcarzy już dawno byli w szatni, a na murawie stadionu 974 wciąż trwała zabawa. Piłkarze spacerowali wzdłuż trybun i wzajemnie nakręcali się z fanami. Brylował Casemiro - piłkarz meczu. 

Wsparcie dla Neymara stało się sprawą polityczną. Burza po nagraniu współpracowników prezydenta

Ale sielanka jest pozorna. Po kontuzji Neymara zawrzało, gdy w internecie pojawiło się nagranie członków gabinetu prezydenta elekta Luiza Luli, którzy radośnie machali kulejącemu Neymarowi - zwolennikowi ich politycznego przeciwnika - skrajnie prawicowego Jaira Bolsonaro. Piłkarz PSG należy do jego zagorzałych zwolenników - przed wyborami wyznał, że na niego zagłosuje, podczas streamów namawiał do tego samego swoich rodaków, pojawiał się też gościnnie w transmisjach ubiegającego się o reelekcję Bolsonero i obiecał nawet zadedykować mu jednego z goli strzelonych w Katarze. Umówili się, że pokaże na palcach dwie dwójki. 22 to numer Bolsonero na liście wyborczej. Kilka tygodni temu Lula zdobył 50,9 proc. głosów, wygrał wybory, ale złość kibiców Brazylii niepodzielających poglądów Neymara i Bolsonego nie minęła.

Polityka namieszała wokół reprezentacji do tego stopnia, że niektórzy kibice zaczęli odchodzić od charakterystycznej kanarkowej koszulki, która w Brazylii zaczęła kojarzyć się ze zwolennikami Bolsonero. On sam jest entuzjastą piłki i chętnie ten symbol dla siebie i swoich wyznawców zagarnął. Zaczęło się jeszcze w 2016 r. podczas demonstracji przeciwko ówczesnej prezydent Dilmie Rousseff. Nacjonaliści, którzy kierowali protestami, pojawiali się na nich w reprezentacyjnych koszulkach. Ci sami ludzie chodzili później na wiece Bolsonero, który zachęcał do ponownego ich założenia. Kto więc nie chciał być posądzony o sprzyjanie mu, a jednocześnie ściskał kciuki za Brazylię, wybierał niebieski lub biały zamiennik. W Brazylii wciąż powyborcze emocje do końca nie opadły i przeniosły się na boisko. Przeciwnicy ustępującego prezydenta po kontuzji Neymara pisali przepełnione radością posty. Było ich tak dużo, że nie dało się ich przegapić. W końcu toksycznej atmosfery nie wytrzymał Raphinha, skrzydłowy FC Barcelony. "Argentyńczycy traktują Messiego jak boga. Portugalczycy traktują Cristiano jak króla. Brazylijczycy cieszą się z kontuzji Neymara. Jakie to smutne! Największym błędem w karierze Neymara jest urodzenie się w Brazylii. Ten kraj nie zasługuje na jego talent i umiejętności" - napisał na Instagramie.

Ktokolwiek pragnie sukcesu Brazylii na boisku, powinien jednak trzymać kciuki za jego jak najszybszy powrót. Bez niego to nie ta sama drużyna. Ale poza zdrowiem dla Neymara, Brazylii do pełni szczęścia brakuje już tylko odpadnięcia Argentyny. Wychodząc ze stadionu, znów słyszeliśmy piosenkę o płaczącym Messim i wielkim Lewandowskim.

Więcej o: