Hiszpanie chcieli zepchnąć Niemców w przepaść. Mecz jak półfinał mundialu

Dawid Szymczak
Ten mecz kipiał piłkarską jakością i był idealny do cmokania nad drobnostkami - płynnymi przyjęciami, sunącymi po trawie podaniami w punkt. Wreszcie - pięknymi golami. Mecz Hiszpania - Niemcy brzmi jak półfinał mundialu, ale w Katarze uświetnił fazę grupową. Skończyło się remisem 1:1, nieodbierającym Niemcom nadziei na awans.

- Nie ma już żadnych busów. Kilka minut temu odjechał ostatni - mówi stewardessa w centrum mediów, mimo że przychodzę kilka minut po godz. 18. - Duże zainteresowanie - tłumaczy, widząc moje zdziwienie. Do Al Khor, na przypominający cyrk stadion najlepiej dotrzeć w ten sposób, bo to miejscowość odcięta od metra. Al Bayt ma 68 tys. miejsc, stoi pośrodku niczego - na pustyni. Jadąc taksówką kilkadziesiąt kilometrów, nie mija się niczego. Piasek, żwir, kilku desperatów łapiących stopa, którzy osłaniają twarze przed drażniącym ją piaskiem.

Zobacz wideo Wysoka ocena Zielińskiego. "Ten gol dał nam komfort gry i wiarę"

- Tutaj cię wysadzę, bo jest korek - proponuje kierowca na środku autostrady. - Kibice czasami tu wysiadają, jest szybciej. Przeskoczysz te dwa płoty, nie? - wystawia mnie na próbę. Perspektywa stania w korku robi to samo z moją cierpliwością. To przecież hit fazy grupowej, mecz mistrzów świata z 2014 ze zwycięzcami z 2010 r., pojedynek najbardziej utytułowanych w klubowej piłce selekcjonerów, niedawnych zwycięzców Ligi Mistrzów, projektujących swoje obecne drużyny na kształt byłych klubów - Barcelony i Bayernu Monachium. Luis Enrique wciąż chce wsadzać rywali na karuzelę podań, a Hansi Flick woli przygniatać pressingiem. Hiszpania ostatnio koncertowo ograła 7:0 Kostarykę, Niemcy wykorzystali tylko jedną z 25 sytuacji przeciwko Japonii i niepodziewanie przegrali, budząc koszmary sprzed czterech lat. Hiszpanie podchodzi do tego meczu rozgrzani, Niemcy wręcz ugotowani. Stawka rosła.   

Kapitalne wieści dla Polski przed decydującym meczem z Argentyną. Nie mogło być lepiejKapitalne wieści dla Polski przed decydującym meczem z Argentyną. Nie mogło być lepiej

Najpierw slalom między samochodami, później pierwszy z płotów. Niespodziewanie - drugi ma kolce, o czym kierowca nie wspomniał. Kibice z Hiszpanii pomagają wszystkim, rozchylając druty. Gdy przechodzą Niemcy, udają, że puszczają. Do stadionu kilometr, w tym czasie siedem osób pyta, czy mam na sprzedaż bilet. Śpiewy, krzyki, dźwięki trąbek. Atmosfera wokół czym prędzej zaprasza na stadion. 

Zepchnąć Niemców w przepaść? Trzeba to zrobić!

Przed przerwą Al Bayt unosi się kilka razy. Najpierw Dani Olmo świetnie uderza, ale Manuel Neuer spycha piłkę na poprzeczkę, później Ferran Torres zaprzepaszcza najlepszą akcję Hiszpanii i kopie nad poprzeczką, choć do bramki blisko i nikt mu nie przeszkadza, wreszcie Antonio Rudiger odpowiada golem głową po rzucie wolnym. Krzyczy prawa strona stadionu, po chwili odpowiada lewa - pełna kibiców Hiszpanii. VAR podpowiada, że był spalony. Hansi Flick nie zdradza emocji, choć Niemcy po porażce z Japonią znaleźli się w niezwykle trudnej sytuacji. Ubrali jednak ten koszmar w zdanie emanujące niezwykłą pewnością siebie - że oto wydłużyła im się faza pucharowa i już pozostałe spotkania w grupie zagrają o życie. 

W ostatnich dniach rosły u nich emocje, ale nieco przygasał entuzjazm, który rozpaliło samo pojawienie się Flicka - wymarzonego kandydata niemal wszystkich niemieckich kibiców. Zmienił styl gry, sposób pracy, zaczął inaczej komunikować się z piłkarzami. Zarażał entuzjazmem, rozrywał taktyczne ramy i obiecywał wolność ofensywnym piłkarzom. Na początek wygrał osiem meczów z rzędu i rozbudził mistrzowskie oczekiwania, ale później ostudził je Ligą Narodów - z jednym zwycięstwem, jedną porażką i czterema remisami. Namieszał w niemieckich głowach tak, jak mieli to zrobić jego skrzydłowi rywalom.

Już na samych mistrzostwach, po meczu z Japonią, Niemcy grzmieli, że ich zawodników piłka parzyła w nogi. - Nie wszyscy chcieli dostać podanie - zaatakował kolegów Ilkay Gundogan, który w tamtym meczu wielokrotnie rozkładał na środku boiska ręce, nie mając komu zagrać. Leon Goretzka publicznie narzekał za to, że do 67. minuty siedział na ławce rezerwowych. A gdy Niemcy darli koty, Hiszpanie śmiali się z żartów swojego selekcjonera, który prowadzi w kadrze przyszłego zięcia - Ferrana Torresa, co stanowi wdzięczny temat do uśmiechów. Strzeli gola i zassie kciuk, jak smoczek? "Zdejmę go, posadzę na trybunach i więcej nie wpuszczę" - śmiał się Luis Enrique. Jego piłkarze zupełnie poważnie i bez skrupułów przyznawali natomiast, że skoro można zepchnąć Niemców w przepaść już na początku turnieju, trzeba to zrobić.

Młodzi błyszczeli. Od Pedriego, Gaviego i Musiali można nie odrywać wzroku

Przez godzinę to było 0:0 stworzone do cieszenia się z pozoru prostymi zagraniami: wyczuciem Pedriego, jego przyjęciami piłki, energią Gaviego, fruwającym z piłką Danim Olmo, inteligentnym poruszaniem się Asensio, każdym właściwie ruchem Jamala Musiali (co za talent!). Hiszpania miała rytm z piłką, ale też olbrzymią chęć gonienia za rywalami po jej stracie. Niemcy przyspieszyli dopiero w ostatnim kwadransie, ale wówczas rwała się pod nimi trawa. Rodri nie jest pewnie pierwszym idolem kibiców, ale wydaje się widzieć na boisku absolutnie wszystko. Kilka razy można było złapać się na tym, że z perspektywy trybun wszyscy Hiszpanie wydawali się pilnowani, ale po chwili wskazywał on podaniem tego jedynego wolnego. Wreszcie - trudno było nie zachwycić się wykończeniem Alvaro Moraty, który osiem minut po wejściu na boisko podkreślił golem dobry mecz całego zespołu. W polu karnym miał mało miejsca, tuż obok niego był Suele - przesunięty z boku obrony na środek, ale zdołał tę piłkę trącić tuż obok Neuera.

Izraelczycy są szykanowani podczas mundialuW Katarze spotykała ich wrogość na każdym kroku, więc mówią, że są z Ekwadoru

Niemcy na pół godziny przed końcem meczu byli na dnie - bez punktów i z niewieloma krzepiącymi okazjami przeciwko Hiszpanii. Hansi Flick zareagował, zmienił trzech piłkarzy i zmienił bieg tego meczu - wpuścił m.in. klasycznego napastnika - Nicklasa Fullkruga z Werderu Brema, który już niecały kwadrans później piekielnie mocnym strzałem dał wyrównanie. Niemcy odzyskali inicjatywę, jednak w ostatnich minutach ten mecz jeszcze się otworzył. Obie drużyny chciałby zadać ostateczny cios: sunął z piłką Ansu Fati, za chwilę miał ją Leroy Sane i można się było zastanawiać, który z nich jest szybszy. Gol nie padł, skończyło się remisem, który przed żadnym zespołem z tej grupy nie zamyka drzwi do fazy pucharowej. Niemcy - choć tańczyli już nad krawędzią i wciąż jedną nogę mają nad przepaścią - za kilka dni muszą wygrać z Kostaryką i liczyć na dobry mecz Hiszpanów przeciwko Japonii. Kibice zagrzewali ich do tego już kilkanaście minut po niedzielnym meczu. Spora grupa została na trybunach, by motywować wykonujących przebieżki rezerwowych. A kto liczył na świetne widowisko, raczej nie wyszedł ze stadionu rozczarowany.

Więcej o: