Kolejny potężny gest. FIFA się już nie pozbiera? Ludzie, przecież już przegraliśmy

Michał Kiedrowski
- Możemy sobie zakładać opaski, zasłaniać usta, robić miny, nawet pierdzieć na wargach. Moralne wzmożenie to jedyne, co nam zostało. Jako Europa nie mamy żadnego lewara na FIFA, jej szefa Gianniego Infantino i emira Kataru. Możemy im nagwizdać - pisze Michał Kiedrowski ze Sport.pl.

- Niemcy wygrali poza boiskiem. Danke Deutschland - ogłosiła Monika Olejnik w "Kropce nad i" i zakryła sobie usta razem ze swoimi lewicowymi gośćmi: Barbarą Nowacką i Krzysztofem Śmiszkiem. Naśladowała w ten sposób gest Niemców, którzy przed środowym meczem z Japonią w ten sposób pokazali, że FIFA - Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej - ich knebluje. Ten knebel polegał na braku zgody na założenie na mecze opaski w tęczowych barwach. To miał być gest poparcia dla prześladowanych w Katarze środowisk LGBT+. 

Zobacz wideo

Gwoli ścisłości - FIFA niczego nie zabraniała. Wyjaśniła tylko, że tego typu manifestacja spotka się z żółtą kartką za przekroczenie przepisów o stroju meczowym. Niemcy uznali, że cena jest zbyt wysoka i z opaski zrezygnowali.  

Gra reprezentacji Polski w meczu z MeksykiemŚwiat ma dość Polski na mundialu. "Przerażające, okropne"

To był kolejny krok z serii upokorzeń, jakie ze strony FIFA i gospodarzy mundialu spotkały gości, przede wszystkim tych z Europy. Wcześniej były szykany wobec zachodnich dziennikarzy i stacji telewizyjnych, zakaz sprzedaży piwa, niedotrzymanie obietnicy w sprawie koszernego jedzenia i miejsc modlitwy dla Żydów, a ostatnio interwencja w sprawie zbyt kolorowych koszulek treningowych Belgii. Oczywiście wszystkie te poczynania wywołały medialną burzę i nic więcej. 

Niemcy ukarali Niemców za opaski

Co śmieszniejsze, za opaskę - a właściwie jej brak - reprezentację Niemiec ukarała nie FIFA, ale ich własny sponsor. Sieć supermarketów REWE ogłosiła, że ze skutkiem natychmiastowym zrywa współpracę z niemieckim związkiem piłki nożnej, bo piłkarze opaski nie założyli. Ten gest sponsor tłumaczy faktem, że nie chce mieć nic wspólnego z przebrzydłą FIFA. 

Ochoa dostaje wskazówkę, gdzie strzeli Robert LewandowskiPokazali, co piłkarz Meksyku zrobił przed karnym Lewandowskiego. "Cichy bohater"

Naprawdę mocny gest. Gianni Infantino, prezydent FIFA, już się nie pozbiera. 

Proszę mi wybaczyć ten sarkazm. Ale trudno wytrzymać... 

Ludzie! Ten mecz już dawno przegraliśmy! Koniec! Sędzia już gwizdnął po raz ostatni! 

Możemy sobie zakładać opaski, zasłaniać usta, robić miny, nawet pierdzieć na wargach. Moralne wzmożenie to jedyne, co nam zostało. Jako Europa nie mamy żadnego lewara na FIFA, jej szefa Gianniego Infantino i emira Kataru. Możemy im nagwizdać.  

Owszem, pewnie to prawda, co mówił ostatnio dziennikarz z Wielkiej Brytanii, Jon Sopel, że Katarczycy są wkurzeni i pytają się, po co im był ten cały mundial? Wyrzucili 220 miliardów dolarów w błoto. Gdyby przewidzieli, że w 2022 r roku wielki kanclerz Niemiec przyleci do Kataru i przed emirem będzie prosił pokornie: "Czy Wasza Wysokość nie ma na zbyciu troszeczkę gazu?", to by tego całego mundialu nie robili. A tak plują sobie w brodę, że wydali górę dolarów, a poddani Olafa Scholza na każdym kroku pouczają ich, jak mają żyć. Katarczyków pociesza pewnie tylko fakt, że emir pogardliwie odpowiedział Scholzowi: "Się zobaczy" i kanclerz wielkich Niemiec wyjechał z malutkiego Kataru, właściwie nic nie załatwiwszy. Kwintesencja tego, co Europa może zrobić Katarowi. 

Wielkie postacie futbolu i dyktatorzy idą ręka w rękę od lat

Niektórzy już przed mundialem orzekli, że czekają nas najgorsze mistrzostwa świata w historii, jeśli chodzi o przestrzeganie praw człowieka. Dość kontrowersyjne stwierdzenie, biorąc pod uwagę, że mundial 1934 odbył się w faszystowskich Włoszech, które dopiero co przeprowadzały tzw. pacyfikację Libii, mordując dziesiątki tysięcy opornych mieszkańców. Przypomnę tu jeszcze mistrzostwa świata w 1978 r., które odbyły się w Argentynie. Tuż przed nimi wojskowa dyktatura krwawo rozprawiała się z opozycją. Do dziś trudno się doliczyć ofiar. Na pewno były ich tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy. Tylko mimochodem wspomnę, że gdy najważniejszy turniej piłkarski gościła Anglia (1966 r.) czy Niemcy Zachodnie (1974), to w obu tych krajach za stosunki homoseksualne obowiązywała kara więzienia.

Na szczęście FIFA uniknęła największego faux pas, bo mistrzostwa w 1942 r. chciały organizować hitlerowskie Niemcy, a ich jedynym kontrkandydatem była Brazylii. Federacja tak długo wstrzymywała się z decyzją, aż wybuchła II wojna światowa i turniej odbył się dopiero w 1950 r. w Brazylii. 

Historia romansów największych piłkarskich postaci z krwawymi dyktatorami i zbrodniarzami wojennymi jest długa i barwna. Nigdy specjalnie futbolowi to nie przeszkadzało. Ani Diego Maradona, który przyjaźnił się z Fidelem Castro, ani Pele, który poleciał odwiedzić krwiożerczego Idiego Amina właśnie wtedy, gdy ugandyjskim dyktatorem brzydził się cały świat, nie spotkali się z krytyką.

 

Infantino uśmiechnięty. Sponsorzy zadowoleni

Infantino też może sobie ze swojej katarskiej rezydencji patrzeć z politowaniem na moralne wzmożenie z Niemiec, Holandii, Anglii czy Danii. Żaden ze sponsorów FIFA nie wydobył z siebie nawet słówka krytyki. Wszyscy siedzą cicho - na czele z niemieckim Adidasem oraz amerykańskimi Coca-Colą i Visą. Zresztą na tym się kończy lista zachodnich sponsorów noszących dumną nazwę "partnerów FIFA". Reszta to Wanda Group z Chin, Hyundai z Korei Płd. oraz Qatar Airways i QatarEnergy. Są jeszcze oficjalni sponsorzy mistrzostw świata, trochę mniej ważni od partnerów: indyjska firma BYJU'S, amerykańskie McDonald's i Budweiser, chińskie Hisense, Mengniu Dairy i Vivo oraz Crypto.com z Singapuru. Wnioski z tej listy nasuwają się same. Reszta świata już praktycznie wyparła europejskie firmy z FIFA, a Infantino rozważa ponoć pomysł, żeby siedzibę organizacji przenieść z rodzinnej Szwajcarii do Kataru.  

Katar 2022. Saleh Al-Shehri cieszy się z gola strzelonego w meczu Argentyna - Arabia SaudyjskaAlarm w Arabii Saudyjskiej. Fatalne wieści przed meczem z Polską

Ostatnio bunt przeciwko FIFA chce podnieść Dania. Dołącza do niej Norwegia. Kto pójdzie za nimi? Może Hiszpania, która turniej o Superpuchar gra w Arabii Saudyjskiej? Może najbogatszy piłkarskich klub świata - Manchester City, który należy do szejków ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich? Może chociaż mistrz Ligi Mistrzów Real Madryt, który właśnie ogłosił, że w Dubaju otworzy swój park rozrywki? A może Europejskie Stowarzyszenie Klubów, którego szefem jest Katarczyk Nasser Al-Khelaifi? Pytania retoryczne. Monarchowie znad Zatoki Perskiej już opletli europejski futbol siecią zależności i powiązań. Płacą dużo, na czas, nie za wiele wymagają i jeszcze pokwitowania nie żądają.

"Europa już nie ma władzy"

Zresztą, jak w ogóle można mruczeć o buncie, skoro Infantino ma już zapewnioną kolejną kadencję? Do wyborów, które odbędą się w przyszłym roku, nie zgłosił się żaden inny kontrkandydat. Termin minął 16 listopada.

Oczywiście, chciałby być dobrze zrozumiany. Popieram wszelkie opaski, gesty solidarności i oburzenia. Wolność słowa ma ogromną wartość i trzeba o nią walczyć na całym świecie. A w dodatku takie gesty jak ten niemiecki bardzo poprawiają samoocenę. Wszyscy możemy się poczuć lepsi od Infantino, emira Kataru i znakomitej większości ludzi na ziemi. Jednak te wszystkie dobre i szlachetne porywy serca nie powinny nam przesłaniać rzeczywistości. A ta jest taka, jaką przedstawił ją prof. Simon Chadwick w proroczym (proszę sprawdzić) wywiadzie dla Sport.pl: "Zachód nie ma już władzy". Na razie tylko w piłce nożnej.

Więcej o: