De Bruyne wybrany piłkarzem meczu. Sam był w szoku. "Nie wiem dlaczego"

Belgia wygrała 1:0 z Kanadą, ale nie zachwyciła. Nie zachwycił też jej lider - Kevin De Bruyne. Zawodnik Manchesteru City był zdziwiony, że otrzymał nagrodę dla najlepszego piłkarza meczu.

Reprezentacja Belgii pokonała Kanadę 1:0 po golu Michy'ego Batshuayiego, który wykorzystał długą piłkę od Toby'ego Alderweirelda. Mecz był jednak bardzo wyrównany. Obie drużyny zanotowały po trzy celne strzały, choć to Kanadyjczycy uderzali częściej (22 razy, a Belgowie tylko 9). Piłkarze z Ameryki Północnej jednak wiele akcji zmarnowali. Jak w 10. minucie, gdy Alphonso Davies, obrońca Bayernu Monachium, nie wykorzystał rzutu karnego, obronionego przez Thibauta Courtoisa. 

Zobacz wideo Zmiana składu? Thomas Mueller reprezentacji Polski ma pomóc Lewandowskiemu

Belgowie wygrali, ale nie pozostawili po sobie dobrego wrażenia. Nie wyglądali, jak drużyna, która miałaby powalczyć o Puchar Świata. Wielkiego meczu nie zagrał ich największy lider - Kevin De Bruyne.

Pomocnik Manchesteru City co prawda zanotował aż cztery kluczowe podania, ale nie był tak aktywny, jak do tego przyzwyczaił. W ciągu 90 minut zanotował zaledwie 24 celne podania, choć podawał 34 razy. To znaczy, że zagrywał z celnością na poziomie 71 procent. Nie zagrał wielkiego meczu, a i tak zgarnął nagrodę dla "gracza meczu".

- Nie sądzę, że rozegrałem świetne spotkanie. Nie wiem, dlaczego zdobyłem tę nagrodę. Może przez moje nazwisko - zadziwił po ostatnim gwizdku szczerością De Bruyne. 

Trener Kanady: Roz*** Chorwację

Ale wróćmy na moment do Kanady. Dla nich to dopiero drugi start w historii mistrzostwach świata. Pierwszy miał miejsce w 1986 roku. W Meksyku Kanada przegrała wszystkie trzy mecze grupowe - po 0:2 ze Związkiem Radzieckim i Węgrami, a także 0:1 z Francją. Od tamtej pory Kanadyjczycy czekają nie tylko na premierową bramkę, ale także pierwszy w dziejach punkt.

- Powiedziałem piłkarzom, że udowodniliśmy, że nasze miejsce jest tutaj i teraz roz*****my Chorwację. To dla mnie proste - miał powiedzieć po ostatnim gwizdku swoim zawodnikom selekcjoner Kanady John Herdman. 

Na strzelenie pierwszego gola Kanadyjczycy będą mieć okazję 27 listopada w meczu przeciwko Chorwacji, a także cztery dni później w starciu z Marokiem (1.12.). Mecz Chorwacji z Marokiem zakończył się bezbramkowym remisem.

Belgowie nie chcą zmarnować złotego pokolenia

Wszyscy znamy tę historię. Po blamażu na Euro 2000, którego Belgowie byli współgospodarzami, tamtejsza federacja piłkarska przeprowadziła rewolucję. Przede wszystkim odświeżono model pracy z dziećmi i młodzieżą, a efektem tej pracy jest złote pokolenie belgijskiego futbolu. Problem w tym, że ci piłkarze przekroczyli w większości 30. rok życia, a wspólnie wielkiego sukcesu jeszcze nie osiągnęli. 

Jasne, na mundialu w Rosji dotarli aż do półfinału, ale dwa lata wcześniej odpadli z Walijczykami w ćwierćfinale Euro 2016. A na zeszłorocznym Euro też odpadli w ćwierćfinale, tyle że z Włochami. Turniej w Katarze będzie podsumowaniem tego pokolenia belgijskich zawodników. Problem w tym, że wielu z nich jest na zakręcie.

Romelu Lukaku? Strzelił w tym sezonie zaledwie jednego gola w Serie A, a poprzedni sezon, w barwach Chelsea, zakończył, z ośmioma trafieniami. Eden Hazard? W 2019 roku Real Madryt zapłacił za niego Chelsea aż 115 milionów euro. Dziś 31-latek jest wyceniany na... 7,5 mln.

Skrzydłowy, poturbowany licznymi urazami, spędził w tym sezonie zaledwie 98 minut na murawach ligi hiszpańskiej. Z kolei 35-letni Dries Mertens wypisał się z wielkiej piłki, bo od tego lata występuje w lidze tureckiej.

Niezbyt dobrze, jak na drużynę, która miałaby walczyć o medal, wygląda obrona. Trener Belgów liczy na Toby'ego Alderweirelda. Leandera Dendonckera i Jana Vertonghena. Żaden z nich nie należy do światowego topu.

Terminarz:

  • 27 listopada (niedziela), godz. 14:00: Belgia - Maroko
  • 1 grudnia (czwartek), godz. 16:00: Chorwacja - Belgia
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.