Niemcy pobili rekord. Nic to jednak nie dało

Reprezentacja Niemiec sensacyjnie przegrała z Japonią 2:1 w pierwszym meczu grupy E mistrzostw świata w Katarze, mimo iż do przerwy prowadziła 1:0. Hansi Flick, szkoleniowiec mistrzów świata z 2014 roku, mógł być zadowolony z pierwszej połowy. Jego zespół kontrolował spotkanie, bijąc przy okazji rekord celnych podań na mistrzostwach świata.

Niemcy objęli prowadzenie w 33. minucie, gdy z rzutu karnego trafił Ilkay Gundogan. Rywale próbowali się ogryzać kontrami, lecz nie przynosiło to powodzenia. Reprezentacja naszych zachodnich sąsiadów w pierwszych trzech kwadransach posiadała piłkę w aż 81 procent czasu gry.

Zobacz wideo Zmiana składu? Thomas Mueller reprezentacji Polski ma pomóc Lewandowskiemu

Kontrola przyniosła prowadzenie

Przełożyło się to na 463 podań, z których 422 dotarło do partnera. Ten wynik to nowy rekord w liczbie celnych podań w pierwszej połowie na mistrzostwach świata. Przynajmniej od 1966 roku, gdy zbierane są takie statystyki. 

Nie pozwoliło to ekipie Hansiego Flicka w odniesieniu zwycięstwa. Szkoleniowiec reprezentacji Japonii przeprowadził ofensywne zmiany, które przyniosły dwie bramki dla jego drużyny. Najpierw na początku ostatniego kwadransa do siatki trafił Ritsu Doan, a osiem minut później prowadzenie dał Takuma Asano.

Tuż przed wysłaniem powołań Michał Skóraś zaskoczył świetną formąTo może być joker reprezentacji Polski w meczu z Arabią. "Rośnie na naszych oczach"

Niemcy w drugiej odsłonie stracili kontrolę nad spotkaniem. Mniej utrzymywali się przy piłce, co przełożyło się na spadek procentu jej posiadania oraz liczby celnych podań. Spadła również skuteczność zagrań do partnera podopiecznych Hansiego Flicka. Z 91 procent w pierwszej połowie, do 86 procent w drugiej. 

"Die Mannschaft" po tej porażce znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. W następnych spotkaniach grupowych zmierzą się z Hiszpanią oraz Kostaryką, a analitycy z "Opty" obliczyli, że ich aktualne szanse na awans do fazy pucharowej wynoszą 35 procent. 

Więcej o: