W niedzielę rozpoczęły się mistrzostwa świata w Katarze, w pierwszym spotkaniu gospodarze rywalizowali z Ekwadorem. Lepsza okazała się drużyna z Ameryki Południowej, która zwyciężyła 2:0 po bramkach Ennera Valencii.
Gdy napastnik celebrował strzelone gole, klękał i wskazywał w kierunku nieba, robili to również jego koledzy. Był to ich sposób na uhonorowanie Christiana Beniteza, zmarłego dziewięć lat temu ekwadorskiego napastnika, który grał m.in. w Birmingham City.
Więcej podobnych treści sportowych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
Benitez był ważną częścią reprezentacji, która walczyła o udział w mistrzostwach świata w 2014 roku, rozegrał w nich dziewięć spotkań, w których strzelił cztery bramki. Niestety nie doczekał końca eliminacji, gdyż 29 lipca 2013 r. zmarł na atak serca.
Kilkadziesiąt dni wcześniej zawodnik podpisał kontrakt z katarskim klubem El Jaish. 28 lipca zadebiutował w tym zespole w spotkaniu z Qatar SC, nie odnotowano, aby zgłaszał problemy z sercem. Następnego dnia odszedł w wieku 27 lat.
Po jego śmierci władze ekwadorskiej federacji zastrzegły numer 11. Jako że ostatecznie udało się wywalczyć awans na mundial w 2014 roku, to ze względu na przepisy FIFA musiał on zostać udostępniony dla jednego z graczy (nosił go Felipe Caicedo). Od kilku lat reprezentanci znów mogą z niego korzystać, obecnie występuje z nim napastnik Michael Estrada.
Teraz gdy w Katarze odbywają się mistrzostwa świata, Ekwadorczycy ponownie uczcili pamięć Beniteza. W spotkaniu z Katarem uczynili to dwukrotnie i nie można wykluczyć, że w pozostałych meczach po zdobytych bramkach również będą klękać i wznosić ręce ku niebu.
Kolejne spotkanie na mistrzostwach świata Ekwador rozegra w piątek 25 listopada, gdy zmierzy się z Holandią.