Oczekiwanie dobiegło końca. W niedzielę 20 listopada wystartowały mistrzostwa świata. Najpierw odbyła się huczna ceremonia otwarcia, a już o 17 na boisko wyszli piłkarze Kataru oraz Ekwadoru. I już na początku meczu doszło do ogromnych kontrowersji.
W 3. minucie spotkania jeden z piłkarzy Ekwadoru posłał długą piłkę w pole karne w kierunku Michaela Estrada. Błąd w tej sytuacji popełnił bramkarz gospodarzy, który wyszedł z bramki, ale nie zdołał ani złapać, ani wypiąstkować piłki. Po nieczystym strzale z powietrza Feliksa Torresa futbolówka poszybowała na trzeci metr przed bramką, gdzie głową do siatki wpakował ją doświadczony Enner Valencia.
Akcji przyjrzeli się jeszcze sędziowie VAR, w których gronie zasiada także Tomasz Listkiewicz. Arbitrzy uznali, że był spalony i bramkę anulowano. Ta decyzja wzbudziła ogromne kontrowersje, ale po chwili okazało się jednak, że była trafna. Już Michael Estrada, który walczył o piłkę z bramkarzem, był na pozycji spalonej. Jego noga minimalnie "złamała" linię spalonego. Dopiero później piłkarz Ekwadoru podał piłkę do Torresa, a ten przewrotką skierował futbolówkę do Valencii, który strzelił bramkę. Jednak te zagrania nie miały już znaczenia, ponieważ Estrada był na spalonym, co dobitnie pokazała wizualizacja.
Nieuznana bramka nie zatrzymała jednak reprezentacji Ekwadoru. W 15. minucie doszło do faulu w polu karnym Kataru i sędzia wskazał na "jedenastkę", którą na bramkę zamienił Enner Valencia. Kilka chwil później padł kolejny gol, ponownie autorstwa Valencii.
Więcej treści sportowych na stronie głównej Gazeta.pl.