Dwa kraje, które wygrały MŚ, podejrzane. Mundiale ustawione? "100 procent"

Trofeum mistrzostw świata to puchar, o którym marzy każdy piłkarz i kibic. Kiedy cały piłkarski świat patrzy, trudno sobie wyobrazić, że ukartowanie turnieju jest w ogóle możliwe. Jednak, jeśli wierzyć pogłoskom, aż dwa mundiale w historii mogły zostać ustawione pod ich gospodarzy.

Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

"Sport i polityka to bracia i czasem zdarza się, że sport musi słuchać rodzeństwa" - to słowa włoskiego pisarza Marco Impigli, który twierdzi, że triumf Włochów na mundialu z 1934 był ukartowany przez Benito Mussoliniego. Niektórzy eksperci również uważają, że to nie jedyny przypadek ingerencji władzy w wynik bądź przebieg mistrzostw świata.

Zobacz wideo Tak będzie wyglądać skład Polski na Meksyk?

Kto wygra mecz? Ten, kto musi wygrać. Mundial 1934 i 1978

Według Impigliego dyktator sprawił, że sędziowie patrzyli przychylniejszym okiem na zespół gospodarzy. Jednak po co faszystowski lider miałby ingerować w wynik mistrzostw świata? "Duce" chciał za wszelką cenę rozprzestrzenić "mit o nowej Italii". Mussolini prywatnie nie cierpiał piłki nożnej. Wielokrotnie określał ten sport mianem niemęskiego, potrafił jednak docenić jego popularność i wykorzystać ją do swoich celów. Triumf nad innymi państwami świata, choćby w tak prozaicznej kwestii, jak futbol, dolałby oliwy do ognia faszystowskiej propagandy.

Zwycięstwo gospodarzy już w 1934 roku wydawało się dość dziwne. W finale "Azzurri" zmierzyli się z zespołem z Czechosłowacji. Włosi przegrywali od 71. minuty, jednak w przeciągu następnych 25 minut udało im się strzelić dwie bramki. Dogrywka zakończyła się więc wynikiem 2:1 dla gospodarzy. Podobna sytuacja miała miejsca ponad 50 lat później, podczas mistrzostw świata w Argentynie z 1978 roku. Według spekulacji władza wojskowa panująca w tamtym okresie ustawiła wynik co najmniej jednego spotkania. - Jestem tego pewien w stu procentach - zapewniał Izraelski profesor Raanan Rein.

Po rozegraniu dwóch spotkań reprezentacja Argentyny miała na koncie cztery punkty - taki sam bilans jak Brazylia. Ostatni mecz "Canarinhos" (przeciwko Polsce) odbył się prawie trzy godziny przed rywalizacją gospodarzy z Peru i zakończył się triumfem ekipy z Ameryki Południowej. Argentyna, aby zagrać w finale, musiała nie tylko wygrać następne spotkanie, ale także zyskać przewagę co najmniej czterech bramek. Ostatecznie "Albiceleste" schodzili z boiska w euforii - po ostatnim gwizdku sędziego na tablicy wyświetlono wynik 6:0. O tytuł mistrza świata gospodarze zmierzyli się z Holendrami. Mecz zakończył się wynikiem 3:1, a Argentyna po raz pierwszy w historii wzniosła wymarzone trofeum.

Jak twierdzi Raanan Rein, Junta panująca wówczas w Argentynie współpracowała na mundialu z "co najmniej jednym innym państwem". Profesor uważa także, że prawie nikt z mieszkańców gospodarza mundialu z 1978 roku nie wątpi w oszustwo władz.

To nie tylko plama na honorze reżimu wojskowego, ale także samej reprezentacji narodowej - podkreśla uczony. - Mieli wtedy wspaniałą kadrę. W pewnym sensie zasługiwali nawet na to zwycięstwo. 
 

Triumf na mundialu dał tlen "tonącemu" reżimowi wojskowemu. Junta była stale krytykowana za swoje brutalne traktowanie mieszkańców Argentyny. Triumf na mistrzostwach świata uciszył głosy przeciwników władzy i pozwolił wojsku trzymać pieczę nad państwem aż do 1983 roku. Raanan Rein uważa, że gdyby nie zwycięstwo nad Holendrami, w Argentynie prawdopodobnie doszłoby do przewrotu politycznego.

Czy można więc powiedzieć wprost, że dwa tytuły mistrzów świata wynikają z nieczystych zagrań i kombinacji władzy? Niekoniecznie. Oczywiście nie można zaprzeczyć wpływowi, jaki miały owe puchary na sytuację polityczną we wspomnianych państwach. Jednak, oprócz domysłów i podejrzeń, nikt nie ma na to realnych dowodów. 

Zobacz też: FIFA przechodzi samą siebie. Grozi żółtymi kartkami jeszcze przed meczem

Więcej o: