To najwyższe zwycięstwo w historii MŚ. Stali się legendą i wypadli z hukiem

W historii Mistrzostw Świata znajdziemy kilka zaskakujących meczów, w których padło wiele goli. 7:0 w spotkaniu Portugalii i Korei Południowej, sześć bramek Argentyny przeciwko Serbii i Czarnogórze, czy też klęska Brazylii w meczu z Niemcami, zakończona bilansem 1:7. Najwyższy wynik to jednak kompletne zaskoczenie.

Rok 1982. Na murawie stadionu Nuevo Estadio w Elche zaprezentowały się drużyny narodowe Węgrzech i Salwadoru. Niemal każdy zakłdałł, że zespół z Europy Środkowej bez trudu wygra z o wiele słabszym przeciwnikiem. Nikt jednak nie spodziewał się takiego pogromu. 10:1, które pojawiło się w tym meczu na tablicy, od ponad 40 lat nadal pozostaje najwyższym wynikiem w historii Mistrzostw Świata.

Zobacz wideo Problemy reprezentacji Polski przed mundialem. Co z planem Michniewicza?

Salwadorczycy, pomimo niskiej renomy w świecie piłki, chcieli od pierwszej minuty rzucić się do ataku. Nie wynikało to jednak z potencjału ofensywnego drużyny czy skrajnej pewności siebie - ekipa z Ameryki Środkowej po prostu niewiele wiedziała na temat swoich przeciwników. Według niektórych plotek reprezentacja "niebiesko-białych" obejrzała jedynie krótki filmik przedstawiający grę Węgrów… dzień przed meczem. Szkoleniowcem reprezentacji Salwadoru był Mauricio "Pipo" Rodriguez, najmłodszy trener mistrzostw świata z 1982 roku. Trener ustawił swój zespół w popularnej dla tamtych czasów formacji 4-3-3. 

Plan "Pipo" legł w gruzach już w 4 minucie spotkania. To właśnie wtedy wynik otworzył Tibor Nyilasi, który zamienił centrę z rzutu wolnego na piękną bramkę głową. Dwadzieścia minut później na tablicy można już było zobaczyć wynik 3:0. Po golu dołożyli Gabor Pölöskei i Laszlo Fazekas. Widząc przewagę Węgrów, trener Salwadoru uznał, że nie ma czego bronić. Na boisku pojawił się kolejny napastnik -  Luis Ramirez Zapata. Piłkarz zmienił jednego z pomocników, tym samym osłabiając i tak niepewną defensywę. 

Gdy po przerwie reprezentacja Węgier dwukrotnie trafiła do siatki, "Pipo" zamierzał zdjąć pierwszego bramkarza. Rezerwowy golkiper odmówił jednak wejścia na boisko. Luis Guevara Mora musiał więc pozostać na boisku.

Chciałem uchronić Morę przed utratą kolejnych goli, ale zdałem sobie sprawę, że ryzykuję zrujnowanie pewności obu bramkarzy tego samego dnia

W 67. minucie stało się coś, czego nie spodziewał się żaden z 23 tysięcy kibiców zgromadzonych na stadionie w Elche. Rezerwowy Luis Ramirez Zapata trafił od siatki Węgrów. Salwador nadal przegrywał czteroma bramkami, jednak strzelec i tak cieszył się ze swojego trafienia, jak szalony. Nie można mu się jednak dziwić - była to pierwsza bramka Salwadoru na mistrzostwach świata. Wielu kolegów z reprezentacji nie podzielało jego entuzjazmu. Kilku z nich próbowało nawet uspokoić rozemocjonowanego piłkarza.  - Niektórzy mówili mi, żebym nie świętował. Bali się, że rozwścieczy to Węgrów i stracimy kolejne bramki.

Obawy Salwadorczyków okazały się jak najbardziej słuszne. Bramka Zapaty miała okazać się tylko jednym z kilku historycznych wydarzeń w tym spotkaniu. Rezerwowy Laszlo Kiss, który pojawił się na boisku w 55. minucie, strzelił swojego pierwszego gola chwilę po trafieniu reprezentanta "niebiesko-białych". Skompletowanie hat-tricka zajęło mu rekordowe siedem minut. To nie był jednak koniec horroru kadry Salwadoru. Oprócz bramek Kissa, na listę strzelców wpisali się także Lazar Szentes i Tibor Nyilasi. Bramka z 83. minuty zamknęła mecz. 10:1 do dziś pozostaje największym wynikiem, jaki można było zobaczyć na mundialu.

Historyczne zwycięstwo Węgrów okazało się jedynym sukcesem Madziarów na mistrzostwach świata z 1982 roku. W kolejnym spotkaniu ulegli Argentynie 4:1. Co ciekawe, reprezentacja, w której brylował Diego Maradona, rozpoczynała spotkanie zarówno w pierwszej, jak i drugiej połowie. Wspomniany "boski Diego" dwukrotnie wpisał się na listę strzelców w tym meczu. 

Po porażce z Argentyną Węgrzy zmierzyli się z reprezentacją Belgii. Aby wyjść z grupy, Madziarze potrzebowali trzech punktów. Z początku wszystko wskazywało na to, że to właśnie oni przejdą do dalszej fazy turnieju. W 27 minucie do bramki "Czerwonych diabłów" trafił József Varga. Marzenia o mundialu rozmył Alexandre "Alex" Czerniatynski, belgijski napastnik polskiego pochodzenia.

Pod koniec meczu Jan Ceulemans popisał się wspaniałym dryblingiem, prowadząc piłkę ze swojej połowy w pole karne Węgrów. Gdy znalazł się w szesnastce odnalazł wolnego Czerniatynskiego, który płaskim strzałem pokonał golkipera Ferenca Meszarosa. Reprezentacja Węgier, która kilka dni wcześniej rozbiła kadrę Salwadoru, zajęła trzecie miejsce w grupie i została wyeliminowana z mistrzostw świata.

Zobacz też: "Człowieku, ja muszę siku". Zemsta Allaha dosięgła Dohę. Kuriozalne sceny

Więcej o: