Piłkarze Sandecji postawili ultimatum sędziemu. Po spełnieniu warunku mieli wrócić

Pojawił się kolejny głos w sprawie afery rasistowskiej, do której doszło w meczu Pucharu Polski pomiędzy Sandecją Nowy Sącz a Śląskiem Wrocław. O zachowaniu gospodarzy wypowiedział się sędzia Sebastian Jarzębak w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".
screen Polsat Sport
screen Polsat Sport

Do sporego skandalu doszło podczas meczu Śląska Wrocław z Sandecją Nowy Sącz w Pucharze Polski. Spotkanie zostało przerwane w trakcie serii rzutów karnych po tym, jak kibice z Wrocławia zaczęli skandować rasistowskie okrzyki w kierunku jednego z piłkarzy gospodarzy. Obiektem wyzwisk był Elhadji Maissa Fall, który nie wykorzystał jedenastki, reszta graczy z Nowego Sącza próbowała wymusić na arbitrze powtórzenie karnego, a gdy do tego nie doszło, opuścili murawę. Sędzia wydał oświadczenie w tej sprawie.

Zobacz wideo

Rasizm w Pucharze Polski. Oświadczenie sędziego

Sędzią spotkania, które wywołało tak wiele kontrowersji, był Sebastian Jarzębak. To właśnie ten arbiter w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" wypowiedział się w sprawie całego incydentu. - (Piłkarze - przyp.red.) chcieli, żebym nakazał powtórzenie rzutu karnego Maissa Falla, a jeśli nie, to schodzą z boiska. Oczywiście nie mogłem się zgodzić na powtórkę, bo taka decyzja nie miałaby uzasadnienia w żadnym przepisie gry - powiedział.

Jak wyjaśnił, Dawid Szufryn, kapitan Sandecji, został ukarany żółtą kartką ze względu na zbyt zdecydowane protesty. - Nie była to jakaś konstruktywna rozmowa - zaznaczył. 

- Piłkarze domagali się jakichś swoich praw, niekoniecznie zgodnych z regulaminem - podsumował. 

Więcej podobnych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Wcześniej pojawiło się także oświadczenie klubu z Wrocławia: "WKS Śląsk Wrocław oświadcza, iż stanowczo potępia wszelkie formy mowy nienawiści podczas widowisk sportowych. Wyrażamy zdecydowany sprzeciw wobec jakichkolwiek przejawów dyskryminacji ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne, religię, światopogląd, jak i agresji słownej w związku z przynależnością klubową". 

Miało to również załagodzić słowa bramkarza Śląska Rafała Leszczyńskiego, który zamiast uspokoić dolał po meczu oliwy do ognia. - Przykra sprawa, ale nie mieliśmy na to wpływu. Na niektórych stadionach 60 tysięcy ludzi krzyczy i deprymuje zawodników i nic się nie dzieje - stwierdził Leszczyński.

Sama sytuacja mocno wpłynęła na główną ofiarę ataku kibiców, o czym więcej powiedział prezes Sandecji Nowy Sącz Miłosz Jańczyk. - Po meczu był przygnębiony. Zszedłem do szatni kilkanaście minut po meczu i zobaczyłem, że siedzi w kącie, w milczeniu, załamany. Były łzy. Poklepałem go po plecach, próbowałem wesprzeć. Nie takiego Maissę Falla znam - opowiadał później prezes klubu.

Więcej o: