Mistrzowie hipokryzji. Sześć tygodni temu miliony przyjmowali z odrazą?

Michał Kiedrowski
W PRL mówiło się na to "mądrość etapu". Zachowania w jednym okresie pochwalane i akceptowane, w następnym były naganne i piętnowane. Ostatnie protesty piłkarzy w koszulkach z napisem "prawa człowieka" powodują, że wracają wspomnienia z historii.

W przypadku niektórych piłkarzy przeskok trwał sześć tygodni. Jeszcze 11 lutego Manuel Neuer, Leroy Sane, Serge Gnabry i Joshua Kimmich grali na katarskim Education City Stadium w miejscowości Al  Rayyan. Jakoś żadnemu z nich nie przyszło wtedy do głowy zakładać koszulki z napisem "Human Rights", a przecież właśnie wtedy ich przekaz miały dużo większą siłę rażenia niż podczas spotkania w ramach eliminacji mistrzostw świata. Przecież Education City Stadium to jeden z obiektów wybudowanych na mistrzostwa świata w 2022 r. Jeden z tych stadionów, gdzie według raportów robotnicy pracowali w nieludzkich warunkach i ginęli z powodu nieprzestrzegania przepisów bezpieczeństwa.

Zobacz wideo

Bayern grał w Katarze dzięki pieniądzom od chińskiego sponsora

No ale wiadomo. Bayern grał w Katarze o konkretne pieniądze. 10 milionów dolarów za zwycięstwo w klubowych mistrzostwach świata, sponsorowanych przez chińską firmą komputerową Alibaba Cloud, to w czasach pandemii poważny zastrzyk finansowy. Zwłaszcza że trzeba doliczyć do tego premie od własnych sponsorów za zdobycie kolejnego trofeum. Kto wie, może mistrz Niemiec dwoma meczami w Katarze zarobił na roczną pensję Roberta Lewandowskiego? Nie jest to wykluczone. 

Grzegorz Krychowiak odpowiada Michałowi Kołodziejczykowi.Krychowiak odpowiada dziennikarzowi ws. Lewandowskiego. "Nie wierzę, że ekspert mógł coś takiego napisać"

Na szczęście kolejne klubowe mistrzostwa świata odbędą się w Japonii i piłkarze nie będą już narażeni na cierpienia moralne, wynikające z zarabiania milionów euro w miejscach, gdzie prawa człowieka nie są respektowane.

Nie mam jednak zamiaru piętnować ani Bayernu, ani konkretnych piłkarzy. Przecież rok temu w Dausze grał Liverpool, a nie sądzę, żeby na świecie był choć jeden klub, który zrezygnowałby z zastrzyku pieniędzy, jaki oferuje granie w Katarze i dla Kataru. Tak było do tej pory. 

Katarczycy zrobieni na szaro. Za swoje miliardy nic nie dostali

A zresztą chapeau bas przed europejskimi piłkarzami i klubami. Zrobili Katarczyków na szaro, a pewnie nadałoby się tutaj bardziej frywolne określenie. Przez lata piłkarze i kluby upaśli się na miliardach euro, które Katarczycy inwestowali w piłkę nożną, aby budować swoją soft power. Katarskie rządowe instytucje sponsorowały kluby i turnieje, a katarska telewizja płaciła za prawa do transmisji telewizyjnej najlepszych lig o wiele więcej, niż wynosiła wartość rynkowa. W samej tylko Francji beIN Sports stracił w czterech pierwszych lat działalności ponad 1,1 miliarda euro. 

Ale gdy wybuchł konflikt polityczny między Arabią Saudyjską i Katarem okazało się, że to rywale mają więcej argumentów niż Katarczycy. Saudowie pogłębili sojusz z USA i nawiązali stosunki dyplomatyczne z Izraelem. Z soft power Kataru niewiele zostało. 

Wkrótce po wybuchu konfliktu w Rijadzie uruchomiono satelitarną telewizję beoutQ, która pokazywała na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej transmisje sportowe bez licencji. Katarczycy oskarżyli beoutQ o piractwo i zażądali zdecydowanej reakcji od organizacji sportowych. Nie doczekali się. W rezultacie Katarczycy ograniczyli inwestycje w sport, co ostatnio boleśnie odczuła Serie A, z którą beIN Sports nie odnowił umowy. 

Polacy uklękną na murawie Wembley? Boniek: Jestem przeciwko takim akcjomPolacy uklękną na murawie Wembley? Boniek: Jestem przeciwko takim akcjom

Teraz batalia toczy się o mistrzostwa świata i choć federacja Niemiec oświadczyła, że o żadnym bojkocie nie może być mowy, to trudno wyrokować, co będzie dalej. Po decyzji Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej, która zignorowała własne regulaminy i nie otworzyła nawet dochodzenia sprawdzającego, czy reguły podczas meczów eliminacji mistrzostw świata zostały złamane, widać, że w FIFA też już wiedzą, skąd wieje wiatr historii. 

Zresztą taki bojkot były świetny dla europejskich klubów. Nie trzeba byłoby wysyłać zawodników i ryzykować ich kontuzji. A "dziurkę" w międzynarodowym i krajowym kalendarzu wykorzystać na jakiś fajny turniej za konkretną kasę gdzieś w Arabii Saudyjskiej czy Chinach. Zwłaszcza ten pierwszy kraj przed pandemią stał się modnym gospodarzem ważnych meczów piłkarskich.