Mundial 2018. Półfinał Francja-Belgia. Kevin de Bruyne to zagadka, której nie potrafiła rozwiązać Brazylia. A nawet niektórzy Belgowie. Francja sobie poradzi?

Tyle może mieć na boisku ról, ile jest wersji wymowy jego nazwiska. - Wszędzie poza bramką zagra świetnie - mówi trener Roberto Martinez. Kevin de Bruyne brał w tych mistrzostwach długi rozpęd. Ale już jest na pierwszym planie

Prowadzimy relację na żywo z meczu Francja - Belgia w Sport.pl

Powiedział rok temu: jedziemy do Rosji to wygrać. I dalej się tego trzyma. Przed ćwierćfinałem z Brazylią napisał na Instagramie: jeszcze trzy mecze. Teraz zostały jeszcze dwa. I to nie jest, jak tłumaczył przed półfinałem z Francją, żadna arogancja. To jest sedno sportu. – Jeśli jedziesz na turniej i nie myślisz, że chcesz go wygrać, to nie wygrasz. Może tak było z nami ostatnio w mundialu 2014 i Euro 2016: nie udały nam się, bo nie wszyscy z nas wierzyli, że jadą wygrać – mówił. Belgia z tamtych turniejów odpadała w ćwierćfinale.

Z publicznej szczerości wobec kolegów czy trenera De Bruyne jest znany nie od dziś. Roberto Martinezowi potrafił głośno wytknąć taktyczne pomyłki po meczu towarzyskim z Meksykiem. Gdy jeszcze grał w Genk, w wywiadzie w przerwie meczu zarzucił innym piłkarzom, że się za mało starają – Wstyd mi za was. Proponuję, żeby ci którym się nie chce, po prostu zrezygnowali – mówił. A w Wolfsburgu do chłopca do podawania piłek potrafił krzyknąć „No daj ją szybciej, skur..synu!”.

„Różnica między City a Belgią to 25 metrów. Czyli różnica między dniem a nocą”

Ma ciągle twarz dziecka, ale zawzięty jest jak mało kto. I Roberto Martinez to uwielbia. Widzi w nim piłkarza kluczowego dla mundialowych sukcesów Belgii i urodzonego lidera. Od początku mundialu tłumaczył, że Kevin de Bruyne jest tutaj piłkarzem niezrozumianym. Krytykowanym za to, że poświęcił się dla drużyny i wziął na siebie czarną robotę, bo wiedział, że nikt tego nie zrobi lepiej od niego. De Bruyne przyjechał na mistrzostwa po wielkim sezonie w Manchesterze City. Obsypywany pochwałami przez Pepa Guardiolę, pokonany w plebiscycie na piłkarza sezonu tylko przez Mohameda Salaha, najlepszy asystent Premier League. Piłkarz, który sieje wiatr. A w Rosji początkowo nie siał. Był mniej widoczny. Nie dlatego, że był w gorszej formie. Taki był wybór trenera i on to przyjął: w Manchesterze City gra na „ósemce”, i ma za sobą ochroniarzy, którzy popracują w obronie. A w Belgii grał początkowo w parze „szóstek” i sam musiał bronić. – Różnica między De Bruyne z City i De Bruyne z mundialowej Belgii to jakieś 25 metrów do tyłu. Czyli różnica między dniem a nocą – mówił były reprezentant kraju Philippe Albert. A De Bruyne dodawał: - Najważniejszą postacią w naszej drużynie nie jestem ja, tylko Eden.

„De Bruyne poprowadzi akcję zanim się zatrzymasz, by popatrzeć, jak ją poprowadzi”

W Belgii jeszcze całkiem niedawno mocno trzymała się teoria, że Eden Hazard i Kevin De Bruyne nie mogą grać razem. Jak kiedyś Frank Lampard i Steven Gerrard: serce drużyny jest zbyt małe dla nich dwóch. Obaj chcą grać główne role, wchodzą sobie w drogę, nawet jeśli bardzo się starają, żeby tak nie było. Z kolei teraz, gdy Roberto Martinez odsunął ich od siebie na boisku początku turnieju, De Bruyne słyszał głosy, że gra słabo, nie potrafi odnaleźć formy z City, ma tylko jedną asystę (to były głosy z rundy grupowej) i bardzo dużo strat. Ale straty (po jednej z nich padła bramka dla Japonii w 1/8 finału) Martinez wkalkulował w swój plan. Wiedząc, że De Bruyne musi podawać ryzykownie. To jest jego największa siła: wypatrywanie wolnych przestrzeni tam, gdzie inni ich nie widzą i błyskawiczne podejmowanie decyzji. – Pewne rzeczy jest w stanie zrobić tylko Kevin de Bruyne. Tak jak to podanie do Thomasa Meuniera w kontrataku, który się skończył zwycięskim golem z Japonią. Meunier nie musiał w ogóle zmieniać rytmu biegu, żeby opanować piłkę. Wiem, że Kevin nie miał w Rosji łatwiej roli, w pewnym sensie został poświęcony dla drużyny. W klubie zawsze ma gola albo asystę i łatwo coś z jego gry wybrać do skrótu z meczu. A tutaj w skrótach się rzadko pojawiał. Ale on potrafi sprawić, że wszyscy grają lepiej. Bez niego nie byłyby możliwe nasze kontry, nasza wysoko ustawiona obrona, nasz pressing. Zawsze mówiłem, że De Bruyne to nowoczesny rozgrywający. Nowoczesny, czyli nie taki dla którego się zatrzymujesz i czekasz, w którą stronę poprowadzi grę. Nie, on jest takim który poprowadzi, zanim ty się zatrzymasz – opisuje go Martinez. Dziennik „Le Soir” napisał, że jeśli chodzi o wiedzę o podaniach, De Bruyne jest naturalnym następcą Pirlo, Xaviego, Iniesty.

„Mam wnosić spokój, nieważne gdzie gram”

– Nieważne gdzie gram, moim zadaniem jest wnosić do drużyny spokój. Czasami działamy zbyt pospiesznie. Ja mam pilnować, żeby tak nie było i koledzy dostawali moje podania jak najmniej stremowani – mówi De Bruyne. Zaczynał ten turniej w cieniu, ale teraz już jest na pierwszym planie. Jego wszechstronność ułatwia Martinezowi zmiany taktyki i szykowanie niespodzianek dla rywali. Gdy przeciw Brazylii zrobił zwrot w swoim mundialowym planie i wysunął De Bruyne do przodu, jako fałszywą „dziewiątkę”, rywale potrzebowali tak dużo czasu na przeorganizowanie się, że awans im uciekł i już go nie dogonili. De Bruyne strzelił im swojego pierwszego gola w turnieju. I już czeka z zagadką dla Francuzów.

Najnowsze informacje