Mistrzostwa świata w piłce nożnej 2018. VAR już zdał egzamin. Pora na następną technologiczną zmianę

Wszyscy w czasie mundialu w Rosji zachwycają się VAR. Wideoweryfikacja okazała się wielkim zwycięstwem nad wszystkimi, którzy bajdurzyli o wydłużeniu meczów do 120 minut, długich przerwach w grze i czynniku ludzkim przy pomyłkach sędziego, bez którego nie ma prawdziwej piłki nożnej. Pora więc, by FIFA wygrała kolejną wojnę. Z złodziejstwem czasu

Z zachwytów nad VAR mam osobistą satysfakcję. Zawsze byłem zwolennikiem wideoweryfikacji. Od lat obserwowałem, jak działa w innych sportach. Przede wszystkim takich, które statystyczny kibic piłkarski ma w głębokiej pogardzie, bo są o wiele mniej popularne niż piłka nożna.

VAR musiał być sukcesem

Dziewięć lat temu na swoim blogu pisałem:

Radzę wyjść "ze swojej chatki" i obejrzeć trochę innych sportów, w których wykorzystuje się wideo. Jeden przykład - w rugby league, gdzie wideo stosuje się od lat, piłka jest w grze przez 75-85 procent czasu, w piłce nożnej bez powtórek wideo przez 60-65 proc.

Owo rugby league to rugby trzynastoosobowe. Taka dyscyplina sportu, która szerzej znana jest w zaledwie kilku krajach świata - przede wszystkim w Wielkiej Brytanii, Australii, niektórych państwach Oceanii i trochę we Francji. Po raz pierwszy sędziego wideo wprowadzono w “trzynastkach” w 1996 r.

Od 9 lat sędziowanie wideo obecne jest w hokeju na trawie, tak biednym przy piłce nożnej jak Piast Gliwice przy Manchesterze United. W krykiecie asystent wideo wykorzystywany jest od 10 lat i ma do pomocy nie tylko zwykłe wideo, ale również mikrofony kierunkowe i kamery pokazujące obraz w podczerwieni. Taki to "archaiczny" sport.

Działacze piłkarscy naprawdę mieli od kogo się uczyć i tylko laika może dziwić fakt, że VAR okazał się takim sukcesem w Rosji.

Ile grają, ile leżą?

Teraz czas, aby FIFA odkryła jeszcze jedną technologię z takim powodzeniem sprawdzoną w innych sportach. I to o wiele tańszą.

Jednym z obrazów, które zapamiętają kibice z tego mundialu to turlający się po faulu Neymar. Nie mam zamiaru kpić z brazylijskiego gwiazdora i jemu podobnych zawodników nadwrażliwych na ból. Tak robi już pół świata. Czy jednak na wielu tarzających się po boisku po faulu rywala zawodników ozdrowieńczo nie wpłynęłoby, gdyby czas gry był w tym momencie zatrzymywany?

Już w 2006 r. FIFA w raporcie z mundialu przyznała, że “58 procent zawodników, którym w trakcie gry była udzielana pomoc medyczna na boisku, nie było kontuzjowanych”. Część z nich rzeczywiście mogła mieć niski próg bólu, ale część wykorzystywała sytuację, aby ukraść czas, aby utrzymać korzystny wynik dla swojej drużyny.

Dlaczego więc w piłce nożnej w takich wypadkach sędzia nie może skorzystać z zatrzymania czasu? Jestem pewien, że z biegiem czasu liczba interwencji lekarzy na boisku spadłaby drastycznie. Dlaczego bowiem udawać urazy, jeśliby nie dawało to korzyści?

To jest mundial, czy celebrycki reality show?

Ile powinien doliczyć sędzia?

Zatrzymując czas uniknęlibyśmy jeszcze jednej kontrowersji towarzyszącej piłkarskim meczom - doliczonego czasu gry. Przegrywający przecież zawsze uważają, że sędzia przedłużył mecz za mało, a wygrywający, że za dużo. Gdyby syrena - po wyczerpaniu czasu gry - kończyła mecz, nie byłoby sporów. Zresztą z duchem gry można byłoby wprowadzić przepis jak w rugby, gdzie mimo końca meczu rozpoczęta akcja toczy się aż do tzw. “martwej piłki”.

Gdyby więc na każdą interwencję medyczną, zmianę i tym podobne przerwy niezwiązane z grą zatrzymywać czas, mecze nie trwałby dużo dłużej niż obecnie. Znikłby bowiem powód do przeciągania zmian, oraz taktycznych zmian w końcówce meczu. Mniej byłoby interwencji medycznych, bo nie byłoby powodu wylegiwać się na boisku, a sędzia nie musiałby doliczać nic według swojego uznania.

Kobiety grają dużo bardziej fair

Ideałem byłoby, gdyby czas zatrzymywać na wszystkie przerwy w grze. Wtedy jednak  trzeba ograniczyć mecz do ok. 60 minut. Nawiasem mówiąc, przez tyle czasu średnio piłka była w grze podczas mundialu w 2014 roku.

Na koniec jeszcze małe porównanie, jak bardzo piłkarze “kradną” czas w stosunku do piłkarek. Jak policzył Martin Lames z Technische Universitaet Muenchen - analizując mecze międzynarodowe - u kobiet radość z goli trwa średnio 30 sekund krócej niż u mężczyzn, zmiany są o 10 sekund szybsze, a po faulach kobiety wstają średnio o 30 sekund prędzej!

Najnowsze informacje