Mistrzostwa świata 2018. Szwedzkiemu piłkarzowi grożono śmiercią. Na ulicę wyszły setki demonstrantów

Jimmy Durmaz był wrogiem numer jeden w Szwecji po meczu z Niemcami. Po jego faulu Niemcy mieli rzut wolny, który dał im zwycięstwo. Durmaz był obrażany przez kibiców, grożono mu nawet śmiercią. To wywołało protesty w Sztokholmie. W 1/8 finału Szwecja zagra ze Szwajcarią. Relacja na żywo we wtorek o godzinie 16 w Sport.pl.

Durmaz wszedł z ławki przy stanie 1:1. W doliczonym czasie gry sfaulował Timo Wernera, co wykorzystał Toni Kroos. Strzelił gola i Niemcy wygrali 2:1. Jeszcze wtedy nie było wiadomo, że Szwedzi wygrają grupę, a Niemcy pojadą do domu.

Dlatego niektórym kibicom puściły nerwy. Pod zdjęciem piłkarza na Instagramie pisali rasistowskie komentarze, wytykali Durmazowi pochodzenie, że pochodzi z syryjskiej rodziny i że nie powinien grać w reprezentacji Szwecji (mimo, że tu się urodził). Niektórzy grozili mu nawet śmiercią. Nazywali go „karaluchem”, terrorystą, Talibem.

Jedna ze szwedzkich organizacji pozarządowych (Locker Room Sverige) postanowiła zareagować i zorganizować manifestację w centrum Sztokholmu. „Chcemy pokazać, że miłość jest silniejsza niż nienawiść i rasizm”  - pisali organizatorzy. Zaplanowano, że protest odbędzie się w Kungstradgarden, za co władze kasują zazwyczaj 120 tysięcy koron, ale tym razem nie wzięli ani jednej (wcześniej piłkarska federacja zapowiedziała, że w razie czego wszystko opłaci). 

Akcję wsparł też szwedzki parlament, a minister sportu Annika Strandhall założyła do pracy koszulkę reprezentacji z jego nazwiskiem.

W piątkowym proteście wzięły udział setki kibiców, a także ludzi, którzy nie interesują się sportem, ale mają dość rasizmu. - Przekształciliśmy to wszystko w coś pozytywnego. Z krytyką jako piłkarz muszę się codziennie mierzyć, ale nazywanie mnie terrorystą i grożenie mi i moim dzieciom śmiercią jest nie do przyjęcia - powiedział Durmaz w oświadczeniu.

 

Na manifestacji było około 10 tys. osób, w tym ojciec piłkarza Simon. - Otrzymaliśmy niesamowite wsparcie od ludzi. Okazali wielką miłość nie tylko nam, ale i wszystkim przyszłym pokoleniom. Ta miłość da nam wielką siłę w dalszej części turnieju - powiedział.

Irena Szewińska nie żyje

Irena Szewińska nie żyje. Świat sportu żegna "najwybitniejszą"

Więcej o: