Mistrzostwa świata w piłce nożnej 2018. Japonia - Polska. Klejndinst: Trener musi przekonać zawodników, że drużyna nadal ma wartość

- Nawałka w tej chwili wie, jakie błędy popełnił i byłby w stanie pewnych rzeczy uniknąć w przyszłości. Zespół mógłby uzupełnić o młodszych zawodników i przygotować do następnych wyzwań - mówi Edward Klejndinst, który jako asystent Jerzego Engela i Pawła Janasa wygrywał mecze Polski o honor na mundialach 2002 i 2006. - Nie mówmy już o bieganiu, o walczeniu. Musimy wreszcie pokazać, że potrafimy grać w piłkę. Bo potrafimy - mówi przed polskim meczem o honor na MŚ 2016. Relacja na żywo w Sport.pl od godz. 16

Łukasz Jachimiak: Był Pan w sztabie reprezentacji, które wygrały swoje mecze o honor na MŚ 2002 i na MŚ 2006, więc proszę powiedzieć, jaka jest recepta na zwycięstwa na otarcie łez?

Edward Klejndinst: Oczywiście nie da się powiedzieć, co konkretnie zdecydowało o tych zwycięstwach. Najłatwiej byłoby powiedzieć, że zmiany w składzie.

Ale Jerzy Engel w 2002 roku zrobił ich bardzo dużo, a Paweł Janas cztery lata później – bardzo mało.

- Trzeba dobrze przeanalizować sytuację i dopiero dobrać ludzi do gry.

Trzeba też – a patrząc z boku wydaje się, że może nawet przede wszystkim – trafić do głów zawodników w niewątpliwie trudnym dla nich momencie.

- Jasne. Teraz są pewni zawodnicy, którzy sami deklarują, że za chwilę do tej reprezentacji będą mieli dalej. A my mamy przed sobą kolejne eliminacje i imprezy, na które trzeba budować zespół. Ten proces trzeba już zaczynać, dlatego zagrają zawodnicy, z którymi wiąże się plany na przyszłość. Dla nich to szansa, żeby na wielkiej imprezie pod wielkim ciśnieniem dali sygnał, że można, a nawet trzeba wiązać z nimi nadzieje.

Rafał Kurzawa na mundialu jeszcze nie zagrał, w kadrze w trzech występach uzbierał 103 minuty, a na Japonię wyjdzie w podstawowym składzie. Co może myśleć przed meczem i jak trener może mu pomóc, jak go przygotować?

- Chłopak został powołany do reprezentacji, bo ma umiejętności czysto piłkarskie, ale mamy nadzieję, że ma też odporność. Nie wystarcza błyszczeć w lidze czy na treningu kadry, on musi się sprawdzić w sytuacji stresowej. Jeśli udźwignie występ przeciw Japonii, to będzie opcją na przyszłość. Wierzę w niego, jak na pewno wielu kibiców. Dostanie dobry sprawdzian, niech da sygnał, że już się nadaje do reprezentacji.

Przed meczem o honor trener powinien podkreślać, że presja jest mniejsza niż w tych spotkaniach, w których jeszcze grało się z nadzieją na awans? Engel i Janas mówili, że teraz nie ma już nic do stracenia?

- Tak, ale też nie da się zapomnieć, że to są cały czas mistrzostwa świata i że przynajmniej ten jeden mecz wypadałoby wygrać, żeby osłodzić gorycz nieudanego występu. Ale zawodnikom, którzy dostają pierwszą szansę trenerzy, z którymi pracowałem mówili, że żaden z nich nie może podchodzić do sprawy tak, że ma zbawić świat. Taki piłkarz ma pokazać, co potrafi. Kurzawie trzeba podkreślić, że przede wszystkim dostaje wielką szansę na pokazanie tego, co potrafi. Tylko tego. Bo on już sporo umie i warto w niego inwestować, żeby się rozwijał.

Na ile zwycięstwa w meczach o honor faktycznie są osłodą goryczy, a na ile rodzą w sztabie pytania o błędy popełnione wcześniej? W trakcie meczu z mocnymi Amerykanami w 2002 roku już na ławce rezerwowych wymienialiście z trenerem Engelem uwagi dotyczące tego, jak drużyna funkcjonowała właśnie przeciw USA, a jak wcześniej z Koreą i Portugalią?

- Oczywiście, że wtedy nowych zawodników nie wstawiliśmy do składu po to, żeby przegrać, ale dalecy byliśmy od myślenia, że wcześniej źle zestawiliśmy skład. Po prostu w ostatnim meczu nie było nic do stracenia, stąd decyzja, że zagrają ci, którzy wcześniej byli w cieniu. Po to jedzie 23, żeby się pokazali, kiedy będzie możliwość. Gdybyśmy przegrali tamto spotkanie, negatywne uderzenie w nas byłoby potężne, ale przewidywaliśmy, że tak zestawiony zespół wcale nie musi zagrać źle.

Nie było takiej chwili, w której między sobą rozmawialiście czy tak zestawiony zespół nie zagrałby lepiej od drużyny złożonej z pewniaków?

- Nie było myślenia, że gdyby taki zespół zagrał z Koreą i Portugalią, to zagwarantowałby nam wynik. Być może tak by było, ale na pewno nie można wyciągać wniosku, że właśnie tak by się wszystko potoczyło.

Jak szybko trener Engel zdecydował, że na USA w „jedenastce” wyjdzie aż pięciu zawodników, którzy wcześniej nie rozegrali na mundialu nawet minuty?

- Nie od razu. Jurek, jak po każdym meczu, najpierw gruntownie wszystko przeanalizował. Ale też z decyzją nie zwlekał. Dosyć szybko uznał, że skoro przegraliśmy oba mecze, to jedyny słuszny pomysł na ostatnie spotkanie jest takie, żeby dać się pokazać tym, którzy nie dostali szansy. I dosyć szybko przekazał i wytłumaczył zawodnikom swoje decyzje.

Jedyny słuszny pomysł? Przecież Janas też wygrał mecz o honor, a zmian w „jedenastce” prawie nie zrobił.

- Ale jakieś zmiany też były. Okazało się, że Paweł również miał rację i wygraliśmy z Kostaryką po dwóch golach „Bosego” [Bartosza Bosackiego], który początkowo nie był przewidziany do gry.

Co Engel i Janas mówili do swoich drużyn na odprawach przed meczami o honor?

- Nie powtarzali bez końca, że trzeba walczyć. I teraz Adaś [Nawałka] też wcale nie musi tego robić. Wróćmy do meczu z Kolumbią. Nikt mi nie powie, że przeciwnik nie był wyraźnie lepszy piłkarsko. My walczyliśmy, ale nie mieliśmy większych szans i nie mielibyśmy ich, nawet gdybyśmy inaczej dobrali skład czy taktykę. Oczywiście nie mówię, że nie mogliśmy zagrać lepiej. Powinniśmy zagrać lepiej. Ale nie mówmy, że zawodnicy nie chcieli walczyć, biegać. Tu po prostu przeciwnik był na tyle dobry, na tyle cwany, tak zneutralizował nasze dobre strony, że nie mieliśmy szans.

Przed meczem o honor w szatni pewnie patos już nie działa, a co trafia do piłkarzy?

- Pamiętam, że Jurek mocno podkreślił, jaką szansę mają ci zawodnicy, którzy się pokazują po raz pierwszy. Mówił, że mogą dać sygnał albo jemu, albo następnemu trenerowi, że warto się nimi mocno zainteresować zaraz po mundialu, kiedy kadra będzie przebudowywana. Odprawa była nacechowana stwierdzeniami mającymi dać drużynie pewność, że mimo niedawnych wydarzeń ma wartość. Oczywiście padły też słowa o graniu dla kibiców, dla kraju, ale żadnych megapatetycznych stwierdzeń nie było. U Pawła też padł akcent na duże znaczenie tego ostatniego meczu, ale też nie było jakiejś patetycznej przesady.

Po mundialu 2002 niektórzy twierdzili, że Engela warto byłoby zostawić na stanowisku, bo przekonał się, na kogo może liczyć i bazując na zawodnikach z meczu z USA mógłby szybko zbudować dobrą kadrę. Z kolei po MŚ 2006 raczej nie było takich, którzy broniliby Janasa, a i teraz większość spodziewa się i chce odejścia Nawałki, twierdząc, że coś się wyczerpało i trzeba nowego pomysłu. Pan też tak uważa?

- Moim zdaniem Nawałka zbudował dobrą drużynę i zyskał bardzo dużo doświadczenia. Nie zawsze wychodzi, ale jestem zwolennikiem długoletniej pracy trenerów na stanowiskach. Dla mnie zmiany po nieudanej imprezie nie są konieczne. Chyba że trener dostał się na turniej przypadkowo i z góry było wiadomo, że nie stworzył drużyny, która miałaby na coś szansę. W przypadku Adama tak absolutnie nie jest. On w tej chwili wie, jakie błędy popełnił i mając tę widzę byłby w stanie pewnych rzeczy uniknąć w przyszłości. Zespół mógłby uzupełnić o innych, młodszych zawodników i przygotować go do następnych wyzwań.

Widzi Pan szansę, że Nawałka pożegna się albo przekona do siebie zwycięstwem nad Japonią

- Japonia pokazuje, że jest groźnym zespołem, ale na pewno nie jesteśmy bez szans. Tylko naprawdę nie mówmy już o bieganiu, o walczeniu. To jest normalne, tego nie trzeba zawodnikom powtarzać. Chodzi o to, żebyśmy wreszcie zobaczyli w tej walce, w emocjach zachowanie zimnej krwi, koncentracji, chłodnej głowy w sytuacjach ofensywnych i defensywnych. Musimy wreszcie pokazać, że nie tylko walczymy, ale potrafimy grać w piłkę. Bo na pewno potrafimy.