Mistrzostwa świata w piłce nożnej 2018.To jest mundial czy celebrycki reality show?

Jestem w szoku. Z równowagi wyprowadzili mnie nie Koreańczycy, którzy sensacyjnie rozprawili się z Niemcami. Ale głosy, że źle się stało dla mundialu, że mistrzowie świata odpadli tak wcześnie.

Zacytuje dwa i chciałbym od razu zaznaczyć, że nie ma w tym nic osobistego. Obu autorów szanuje i cenię. Znają się na piłce, ale w tym akurat nie mają racji.

Pierwszy to tweet redaktora Radosława Nawrota:

ewidentnie sugerujący, że lepiej byłoby dla mundialu, żeby to Niemcy grali dalej.

Drugi to mój kolega ze stron Sport.pl - Dawid Szymczak piszący, że jeszcze zatęsknimy za Niemcami.

Nie zatęsknimy. Niemcy odpadli z turnieju, bo przegrali z Meksykiem i Koreą Południową. Żadna z tych porażek nie była kontrowersyjna. Żadnej nie towarzyszyły błędy sędziowskie wypaczające wynik. Wręcz przeciwnie, to zwycięstwo Niemiec nad Szwecją było tak kontrowersyjne, że nawet niemiecka prasa pisała o szczęściu, bo Szymon Marciniak nie podyktował ewidentnego rzutu karnego dla rywali mistrzów świata.

Te dwa wpisy autorów rozsądnych i szanowanych wstrząsnęły mną, bo odnajduję w nich ślad tego, o czym piszą już socjologowie zajmujący się piłką nożną. Coraz mniej wśród nas kibiców piłki nożnej, a coraz więcej plotkarzy śledzących wyczyny boiskowe i pozaboiskowe gwiazd. Rośnie liczba "kibiców" zwycięskich drużyn i tych popularnych, dobrze rozreklamowanych gwiazdeczek.

Dlatego właśnie przy okazji mundialu warto przypomnieć, że w 1/8 finału mecz Szwajcaria - Szwecja ma tę samą rangę i klasę, co miałoby spotkanie Brazylia - Niemcy, gdyby oczywiście ci drudzy byli na tyle dobrzy, by wyjść z grupy.

Oglądam mundial od 1982 r. I owszem, też bywało, że w dalszej rundzie widziałbym inny zespół niż ten, który awansował. Ale tak było jedynie w przypadkach tak haniebnych, jak słynny mecz w Gijon w mistrzostwach świata w Hiszpanii, gdy Austria i RFN umówiły się na wynik premiujący obie ekipy. Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby kwestionować wynik na boisku tylko dlatego, "żeby mundial był ciekawszy", żeby wielkie firmy zagrały ze sobą w dalszej fazie. Przecież to kochamy w piłce nożnej, że o wyniku decyduje boisko. Jeśli ulegamy pragnieniu, które zaczyna się od słów "lepiej byłoby dla mundialu, żeby... Messi grał dalej"; "...Niemcy zagrały rewanż z Brazylią", "...sędzia przymknął oko na uderzenie rywala przez Cristiano Ronaldo" itd., to znaczy, że chcemy z mistrzostw świata zrobić jakiś pokręcony celebrycki reality show, w którym najważniejsza jest oglądalność, gwiazdy, sztuczne podgrzewanie emocji, reżyserowanie wyimaginowanych konfliktów, a nie samo widowisko sportowe.

Gdybym miał na szybko wymienić najciekawsze mecze mundialu, które oglądałem,  jednym z pierwszych - choć oczywiście daleko za półfinałem RFN - Francja z 1982 r. - byłoby spotkanie Szwecja - Rumunia w ćwierćfinale 1994 r. Patrząc z dzisiejszej perspektywy - obie drużyny wyrządziły krzywdę tamtemu mundialowi awansując aż tak daleko. W dodatku w 1/8 finału Rumunia miała czelność wyeliminować Argentynę. Kto jednak oglądał ćwierćfinał, pełen zwrotów akcji, zakończony remisem 2:2 po dogrywce i rzutami karnymi (5:4 dla Szwecji) na pewno nie żałował i na długo zachował wspomnienie tego niezwykłego meczu.

Przypominam to spotkanie, aby unaocznić, że na mundialu nie jest najważniejszy Messi, Cristiano, Niemcy, Portugalczycy czy Celia Jaunat na trybunach, ale piłka nożna. Jeśli w tym roku w półfinale mistrzostw świata zagrają: Portugalia, Meksyk, Dania i Szwajcaria, to znaczy, że to będzie lepszy mundial niż miałyby w nich zagrać Argentyna, Hiszpania, Niemcy i Brazylia. Bo to te pierwsze przygotowały na turniej lepszą formę niż te drugie, choć właśnie ta druga czwórka ma bardziej znanych piłkarzy.

Kto tego nie rozumie nie jest kibicem piłki nożnej, ale jakiegoś celebryckiego reality show, w które ten sport powoli nieuchronnie się zmienia.

STUDIO MUNDIAL SPORT.PL. "Messi nie umie opracować taktyki. Chce mieć większą scenę"