Korea Południowa - Niemcy 2:0. Leśniak: Przed meczem szef niemieckiej federacji powiedział, że Loew ma gwarancję dalszej pracy. Teraz może zorganizować towarzyski mecz z Polską jeszcze w trakcie MŚ

- Kilka godzin przed meczem szef niemieckiej federacji dał Loewowi gwarancję dalszej pracy, nawet jeśli drużyna nie wyjdzie z grupy. Oj, będzie szok w Niemczech przez parę ładnych tygodni. Oni nie są w stanie tego pojąć, już zaczęła się żałoba - mówi mieszkający w Niemczech były reprezentant Polski Marek Leśniak. Po sensacyjnej porażce 0:2 z Koreą Południową mistrzowie świata skończyli swój udział na MŚ w Rosji, zajmując ostatnie miejsce w grupie F

 Łukasz Jachimiak: Broniący mistrzostwa świata Niemcy przegrywają z Koreą, która w poprzednich kolejkach nie zdobyła nawet punktu, i odpadają z mundialu po raz pierwszy w swojej historii już w fazie grupowej – potrafi Pan to wytłumaczyć?

Marek Leśniak: Po prostu Niemcy zapłacili za swoją arogancję. Oni byli święcie przekonani, że pokonają Koreę i spokojnie sobie grali, znając wynik toczącego się w tym samym czasie meczu Szwecji z Meksykiem. Kiedy tam było 0:0, to im pasowało. Dopiero jak Szwedzi zaczęli strzelać, to dało się zauważyć u Niemców ożywienie. Ale wtedy też pojawiły się nerwy, wielcy faworyci nadziewali się na kontry Koreańczyków, którzy zdążyli poczuć się dobrze w tym meczu. Prawda jest taka, że dużo wcześniej niż w doliczonym czasie Korea powinna sobie zapewnić zwycięstwo. Ale jej piłkarze tak ofiarnie grali w defensywie, że w kontrach brakowało im siły, stąd brały się niedokładne podania. W końcu gole strzelili, bo im bliżej był koniec, tym mniej Niemcy przejmowali się już grą z tyłu, a przecież wszystkich okazji nawet zmęczeni piłkarze niezłej klasy nie zmarnują.

Jakie komentarze na gorąco usłyszał Pan w niemieckiej telewizji albo wyczytał w tamtejszych mediach?

- Ewidentnie zaczęła się żałoba narodowa. To jest pierwszy raz w historii, że Niemcy nie wyszli z grupy na mistrzostwach świata. Oni ponieśli klęskę, zajęli ostatnie miejsce. Nie są w stanie tego pojąć. Już się zastanawiają, dlaczego Joachim Loew nie wystawił szybciej Mario Gomeza [wszedł na boisko w 58. minucie]. Przecież musieli wygrać, na zmasowaną koreańską obronę przydałby się piłkarz z dobrymi warunkami fizycznymi. Loew uznał, że drużyna rywala rozklepie, a ten rywal stanął mocno przed polem karnym, był czujny i jeszcze jednak potrafił skontrować. Oj, będzie szok w Niemczech przez parę ładnych tygodni.

Pewnie już w czasie transmisji padło zdanie „Loew musi odejść”?

- Nie, nawet dzisiaj, kilka godzin przed meczem, szef niemieckiej federacji dał Loewowi gwarancję dalszej pracy. Powiedział, że zmiany na stanowisku nie będzie, nawet jeśli Niemcy nie wyjdą z grupy.

Nie wydaje się Panu, że to było takie udzielenie wsparcia pod publiczkę? Nie wierzę, że szef niemieckiej federacji mówiąc o możliwości odpadnięcia już w fazie grupowej naprawdę brał ten scenariusz pod uwagę.

- Na pewno był przekonany, że z Koreą będzie zwycięstwo i zamiast wracać do domu zespół będzie się szykował do 1/8 finału. A w maju musiał być przekonany, że kadra zrobi w Rosji dobry wynik. Inaczej nie przedłużałby z Loewem kontraktu. Ciekawe, jak sytuacja się rozwinie, bo ta umowa została podpisana aż do mundialu w 2022 roku. I teraz chcąc jednak pozbyć się Loewa trzeba by było mu wypłacić horrendalne pieniądze [Loew zarabia najwięcej ze wszystkich trenerów pracujących na tym mundialu – 3,85 mln euro rocznie – na pewno dostałby wysokie odszkodowanie, gdyby federacja zerwała umowę]. Z drugiej strony Niemcy mają bardzo dużo pieniędzy i one w tej sytuacji pewnie nie będą najważniejsze. Z Loewem czy bez niego za chwilę dojdzie w niemieckiej kadrze do zmiany generacji.

Kto z piłkarzy musi odejść?

- Nie wiem po co Loew znów wystawił Mesuta Oezila, nie wiem co chciał zyskać, grając ten mecz z Samim Khedirą w składzie. Przecież widać, że obaj są bez formy, obaj zbierają bardzo złe oceny. To jest dla mnie zagadka, co obaj robili w „jedenastce”. Presja na wymianę tych, którzy zawiedli, będzie bardzo duża. Bo w kolejce do kadry czeka mnóstwo młodych, utalentowanych piłkarzy.

Gdy cztery lata temu na mundialu w Brazylii Niemcy rozbili w półfinale zespół gospodarzy 7:1 opowiadał Pan w rozmowie ze Sport.pl, że po piątej bramce komentator niemieckiej telewizji kompletnie nic nie powiedział, a po następnych mówił, że żal mu brazylijskich kibiców. Jaki komentarz zapamięta Pan z meczu Niemców z Koreą?

- „Panowie, pakujcie walizki, jedziemy do domu” – to zdanie padło po pierwszym golu dla Korei. Niby zostało jeszcze siedem czy osiem minut, ale już nawet Niemcy przestali wierzyć, że ich zespół stać na to, żeby jeszcze raz dokonać cudu w końcówce. Nie z tak słabą grą, nie tym razem.

Którym piłkarzom dostawało się najbardziej? Oezilowi i Khedirze, których Pan już wspomniał?

- Podkreślane było, że Timo Werner i Marco Reus zupełnie nie mogą się rozpędzić, że dopiero po wejściu Gomeza pojawiły się lepsze okazje. Żałowano, że Mats Hummels nie strzelił głową na 1:0, bo miał dobrą sytuację. A ja nie chcę być nieprzyjemny, ale tak sobie na to wszystko patrzyłem i myślałem, że Niemcy mogą się teraz spotkać z Polską na mecz towarzyski. Można go zorganizować nawet jeszcze w trakcie mistrzostw.

Więcej o: