Mistrzostwa świata w piłce nożnej. Argentyna uciekła spod topora [W Polu K #16]

Czterech minut zabrakło Nigeryjczykom, by wyeliminować z mundialu reprezentację Argentyny. "Albicelestes" uratował jednak gol Marcosa Rojo i bardzo dobra postawa Leo Messiego, który zdobył pierwszą bramkę na tym mundialu.

Kiedy turecki sędzia Cuneyt Cakir gwizdnął po raz ostatni, reprezentanci Nigerii padli na murawę i długo się z niej nie podnosili. Wszyscy, skrywając twarze w dłoniach, nie mogli uwierzyć, że to nie oni zagrają w 1/8 finału MŚ.

A zabrakło im niewiele, bo raptem czterech minut. O ich losie zdecydowało jednak dośrodkowanie Gabriela Mercado i ładny, precyzyjny strzał Marcosa Rojo, czyli jednego z bohaterów wtorkowego wieczoru. Mecz w Sankt Petersburgu miał też jednak innych herosów, a na pierwszym planie błyszczeli Leo Messi i Ever Banega.

Błysk Messiego

14. minuta spotkania. Fantastycznym, długim, precyzyjnym podaniem w strefę defensywną Nigerii popisuje się Banega. Trudną do opanowania piłkę, kolanem na stopę sprowadza Messi. Gwiazdor Barcelony drobi kroczki, układa futbolówkę na prawej - gorszej - stopie i mocnym strzałem nie daje szans bramkarzowi Nigerii.

Argentyna prowadzi, Messi strzela pierwszego gola na mundialu, z jego pleców spada ogromny ciężar. Lider zespołu za wcześniejsze dwa mecze był mocno krytykowany. Oddał 12 strzałów, ale nie zdobył bramki, marnując m.in. rzut karny w meczu z Islandią. 31-latek na MŚ notował m.in. średnio 5,5 straty na spotkanie, co było drugim najgorszym wynikiem turnieju. Wg not portalu WhoScored, Messi był dopiero 61. ofensywnym zawodnikiem mundialu.

Ale we wtorek Argentyńczyk znów był sobą. Jego bramka była setną na rosyjskim turnieju. Dwa strzały, dwa celne, gol, siedem udanych dryblingów, dwie wykreowane okazje bramkowe, 80 proc. dokładności podań. Może Messi miewał w karierze lepsze wieczory, ale ten wtorkowy był wyjątkowo ważny i potrzebny.

Lider pociągnął zespół wtedy, gdy było to po prostu niezbędne.

Inni liderzy

Ale Argentyńczycy mieli też innych bohaterów. Jednym z nich był Banega, który wskoczył do podstawowej jedenastki i od razu stał się jednym z liderów zespołu. Asysta, 88 proc. skuteczności podań, cztery odbiory. Zawodnik Sevilli był mózgiem Argentyny, kimś, kogo wyraźnie brakowało w meczach z Islandią i Chorwacją.

Na pochwały zasłużył też Rojo, i to nie tylko dlatego, że zdobył decydującą bramkę. Obrońca Manchesteru United miał 100 proc. wygranych pojedynków, 100 proc. skuteczność krosowych podań, osiem wygranych pojedynków główkowych i trzy przechwyty. We wtorek stanowił skałę nie do przejścia.

Kontrowersje

Rojo stał się bohaterem, ale znalazł się też na pierwszym planie jednej z dwóch kontrowersyjnych sytuacji. W 77. minucie zawodnik Manchesteru United tak niefortunnie główkował piłkę we własnym polu karnym, że ta spadła mu na rękę. Cakir, po konsultacji VAR i obejrzeniu sytuacji, rzutu karnego dla Nigerii nie podyktował.

- Zgadza się, że ręce były odchylone, ale to była absolutnie naturalna sytuacja, bo przecież nie skacze się na baczność. Nie można karać zawodnika za to, że ma ręce. Poza tym piłka trafiła w rękę po odbiciu się od głowy obrońcy, czyli nawet nie mógł on uniknąć dotknięcia piłki ręką. Interpretacja arbitra Cakira była wzorowa - powiedział Sport.pl Rafał Rostkowski.

Drugą z kontrowersji była sytuacja, po której Nigeryjczycy doprowadzili do wyrównania. Javier Mascherano, przy rzucie rożnym dla rywali, delikatnie przytrzymywał we własnym polu karnym Leona Baloguna. Chociaż wielkiego kontaktu między dwoma zawodnikami nie było, to arbiter rzut karny odgwizdał.

- Niepotrzebne zachowanie Argentyńczyka. Sędzia miał podstawy do odgwizdania faulu, z tej decyzji na pewno się wybroni - powiedział po spotkaniu w studiu TVP, Michał Listkiewicz.

Argentyna awansowała do 1/8 finału i już w pierwszym meczu fazy pucharowej czeka ją nie lada wyzwanie. W sobotę o godz. 16 "Albicelestes" zagrają w Moskwie z Francuzami.