Mundial 2018. Polska - Kolumbia 0:3. Były chęci i nic więcej. Nowe ustawienie też nie działało. Polacy wracają do domu

Polska nie pasowała do tego mundialu. Przegrała również drugi mecz, a Robert Lewandowski znajdzie się wśród tych gwiazd, które w turnieju w Rosji rozczarowały najbardziej.

Jak zawsze o honor. Do Wołgogradu na mecz z Japonią Polska już nie pojedzie po nic więcej. Jak w 2002, jak w 2006. Mundial kończy się po dwóch meczach, dwóch porażkach. I z tym samym bolesnym wspomnieniem co z dwóch ostatnich MŚ: że każdy w grupie, nieważne czy z Azji, Afryki czy Ameryki Południowej, grał lepiej od Polski w piłkę.

Wydawało się, że jedzie do Rosji inna kadra niż te wcześniejsze: lepiej przygotowana, bardziej urozmaicona, z gwiazdami. Reprezentacja, która dała Polsce futbolowy boom. Ale albo to jest zły moment tej drużyny, albo na mundialu zobaczyła swoje ograniczenia. I w meczu z Kolumbią ciągle jeszcze była pod wrażeniem tego widoku z meczu z Senegalem. Nic, co wiedzieliśmy o tej drużynie z eliminacji i Euro 2016, się nie sprawdziło. W mundialu traciła jako pierwsza bramki. Nie podniosła się po pierwszej porażce. Nie miała zapasu paliwa w baku. Plany trenera nie działały. Robert Lewandowski dał drużynie mniej niż w Euro 2016, na które przyjechał zmęczony, a odjeżdżał z niedosytem. Teraz odjedzie po gigantycznym rozczarowaniu, wyłączony z gry przez stoperów rywali w dwóch kolejnych meczach.

Drużyna krótkiej kołdry

Polska żegna się z szansami po dwóch meczach bez momentu godnego zapamiętania. Próbowała ofensywnie z Senegalem, ale zawiniło wykonanie. Próbowała walką z Kolumbią, ale zaczęło brakować sił, gdy rywal przejął  na dobre piłkę i zaczął wyszukiwać dziury w polskiej obronie.

Jeśli jakieś wspomnienie zostanie, to o drużynie zbyt krótkiej kołdry. A to jej brakowało pod swoją bramką, a to pod bramką Kolumbii. Czasami trudno było ustalić, w co właściwie Polska chce grać. Niby, jak z Kolumbią, na zbiórki przed linią obrony rywala. Ale za rzadko udawało się je zbierać. A w ataku na połowie rywala straszyła wielka dziura: ani obsady, ani pomysłu. Ani Roberta Lewandowskiego dobrze ustawionego i gotowego do przyspieszenia. Radamel Falcao dawał tego wieczoru Lewandowskiemu lekcję, jak być w rytmie z drużyną. A kolumbijscy pomocnicy: jak kierować do napastnika podania w najlepszym momencie. Wydawało się, że zmiana taktyki pozwoli na wysunięcie wyżej Piotra Zielińskiego, zapewni lepszą dostawę podań. Ale Polacy na połowie Kolumbii nie rozgrywali.  Tam było przepychanie, łomotanie, blokowanie, z nadzieją że piłka spadnie z powrotem pod czyjeś nogi. Czasem spadała, ale żadnej szansy nie udało się wykorzystać. Najlepszą miał w drugiej połowie Grzegorz Krychowiak, przy stanie 0:3.

To Polacy mieli sprawdzić Minę z Sanchezem. A Mina z Sanchezem sprawdzili Polaków

James Rodriguez mógł się w tym meczu co najmniej dwa razy pieklić na kolegów, że z trzech możliwości podania wybierali w polu karnym to najgorsze. A polski piłkarz w polu karnym Kolumbii nie miał się na kogo złościć. Kolegów tam najczęściej nie było. A Lewandowski na okazję typową dla środkowego napastnika, z bliska w polu karnym, czekał do blisko 150. minuty mundialu. I trafił w bramkarza. To Polska miała sprawdzać w tym meczu, czy młodzi Yerry Mina i Davinson Sanchez nie będą się gubić w środku obrony, gdy się mocniej sprawdzi ich nerwy pressingiem. I jakieś próby tego były, ale to oni w końcu powiedzieli: „sprawdzamy” pod polską bramką. I po krótkiej wrzutce Jamesa piłkę wbił do bramki Mina. A gdyby tego nie zrobił, to wbiłby ją Sanchez. Odpowiedzi na tego gola Polska nie znalazła. A szanse stwarzane przy stanie 0:3, a nie 0:1, już wielkim pocieszeniem nie są.

Początek był nawet pokrzepiający: walka, szybkość, pressing. Ale to okazało się zabójcze, gdy zaczęło brakować sił. Pierwszy gol był zwieńczeniem 10 minut prób po przejęciu przez Kolumbijczyków kontroli nad meczem. Uspokoili nerwy, dostroili podania tak, że mijały Polaków. Rozciągali akcje do boku, do Juana Cuadrado. Szukali podań środkiem, gdzie pomysł i technikę dawali James i Juan Quintero. Nie było skąd brać nadziei. Bo Quinteros opadał z sił? Nawet opadając dał świetne podanie przy golu Falcao na 2:0. Trzeci gol Cuadrado i „Ole” z trybun, gdy Kolumbijczycy kopali, a Polacy biegali za piłką. I to była smutna puenta tego turnieju. Zapewne turnieju kończącego pracę Adama Nawałki. Najgorzej by było, gdyby tak się również kończyły lata piłkarskiego boomu.

Jeżeli lubisz czytać o sporcie, to na pewno zechcesz wypróbować nasz nowy newsletter