Opalający się bez koszulek Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik, Jakub Błaszczykowski – już pierwszego dnia pobytu w Hyatcie w Soczi polscy piłkarze zostali sfotografowani z okien sąsiedniego hotelu przez paparazzich.
- Chyba nikt nie chciałby, żeby ktoś robił mu zdjęcia z ukrycia. A z tego, co wiem, odpowiednie służby w Rosji już się tym zajęły. Panowie musieli się gęsto tłumaczyć ze swojej obecności tutaj - mówi rzecznik PZPN Jakub Kwiatkowski. Według niektórych informacji, policja zatrzymała trzech fotografów z Polski, nam udało się potwierdzić informacje o dwóch.
Z policją, OMON-em i Specnazem pilnującym kadry nie ma żartów. Funkcjonariusze rosyjskich służb specjalnych jeżdżą wszędzie za autobusem kadry w małym busie, z bronią budzącą respekt. Boczne drogi na trasie przejazdu kadry są blokowane. A i funkcjonariusze stojący pod hotelem potrafią szturchnąć, gdy ktoś nie posłucha natychmiast ich polecenia, albo zwrócić uwagę, żeby siedzieć bardziej elegancko na murku przy hotelu, bo to miejsce publiczne. Dostęp do hotelu niby wydaje się łatwiejszy niż dwa lata temu w La Baule, gdzie osób postronnych nie wpuszczano nawet przez bramę otaczającą dziedziniec przed „L’Hermitage”. Hyatt w Soczi jest inaczej położony, przy samej ulicy, dlatego ściślejsza kontrola jest w środku, a nie na zewnątrz. W hotelu jest kilka bramek bezpieczeństwa, piłkarze i działacze nawet idąc na hotelowy basen muszą dać się prześwietlić.
- Gdy jakiś piłkarz zapomniał ze sobą akredytacji, przez pierwsze dni nie był wpuszczany na piętro, miał problem z wejściem do swojego pokoju. Teraz już nas poznają, ale Rosjanie nadal przywiązują dużą wagę do bezpieczeństwa. Bramki, wykrywacze metalu – wylicza Jakub Kwiatkowski. - We Francji tego nie było, a na pewno nie w takiej ilości i aż tak nie rzucało się w oczy.