Włodzimierz Lubański: Stadion Śląski od czasu do czasu powinien gościć naszą kadrę

- Od dawna planowałem być na tym meczu - mówi Włodzimierz Lubański. Po dziewięciu latach reprezentacja Polski znów zagra w Chorzowie. - Została przyjęta zasada, że Stadion Narodowy w Warszawie jest miejscem najważniejszych meczów, ale od czasu do czasu Stadion Śląski powinien gościć reprezentację, bo jest wyjątkowy - przekonuje jedna z legend obiektu. Relacja na żywo w Sport.pl we wtorek o godz. 20.30

Od 22 lipca 1956 roku do 14 października 2009 roku nasza drużyna narodowa rozegrała na Stadionie Śląskim 55 meczów. Przegrała tylko 14 z nich. Wygrała 23, zremisowała 18. Bilans co najmniej niezły. Bramkowy również – 88:55.

Popisy Smolarka po popisach Lubańskiego

Zwycięstwa nad Portugalią 2:1 z 2006 roku czy Belgią 2:0 z 2007 roku, w obu przypadkach po bramkach Euzebiusza Smolarka, pamiętamy pewnie wszyscy. Tamte wygrane pozwoliły Polsce uzyskać pierwszy w historii awans do finałów mistrzostw Europy. Ale jeszcze wspanialsze rzeczy dla polskiej piłki działy się na Stadionie Śląskim w czasach, w których naszym najlepszym napastnikiem był Lubański.

- Nie zliczę, ile meczów na tym obiekcie rozegrałem, to zadanie dla kronikarzy. Wiem tylko tyle, że strzeliłem tam bardzo dużo bramek, i to takich ważnych – mówi drugi najskuteczniejszy snajper kadry w historii.

Lubański strzelił w narodowych barwach 48 goli w 75 występach. Dopiero niedawno wyprzedził go Robert Lewandowski, który ma 51 bramek zdobytych w 92 meczach. Lubański 11 ze swych 48 trafień dla kadry zanotował na Stadionie Śląskim. Rozegrał na nim 10 reprezentacyjnych spotkań.

„Kocioł Czarownic” to nie przesada

- Na pewno jedną z najważniejszych bramek była ta wbita Anglikom [w wygranym 2:0 meczu eliminacji MŚ 1974]. Mecz skończyłem z kontuzją, najpoważniejszą w karierze, ale ona nie jest tym, co zapamiętałem z występów w Chorzowie – przekonuje były kapitan kadry. – Pamiętam bramki. Te strzelane Anglii, Holandii, Belgii, a w Górniku Zabrze takim wielkim zespołom jak Manchester United czy AS Roma. Pamiętam też niesamowitą atmosferę. Ja na tym stadionie chyba nigdy nie przegrałem [z kadrą raz przegrał, w 1966 roku towarzyski mecz z Anglią 0:1] – opowiada Lubański. – W moich czasach ten stadion był miejscem specjalnym, wyjątkowym, a i później kadra robiła tam awanse do wielkich turniejów, jak drużyna Jurka Engela czy Leo Beenhakkera. Tym ekipom kibicowałem z trybun, przeżywając wielką radość, ale największe emocje w swoim sportowym życiu miałem wtedy, kiedy wychodziłem na Stadion Śląski jako zawodnik. Atmosfera była świetna, 100 tysięcy ludzi stało za nami i nam pomagało, co czuli rywale. Przecież określenie „Kocioł Czarownic”, które dziś każdy kojarzy z chorzowskim obiektem, wymyśliły angielskie media po porażce ich drużyny z naszą w meczu z 1973 roku. I nie przesadziły, tam naprawdę kipiały emocje – kontynuuje Lubański.

Może Boniek zmieni zdanie?

- Już w niedzielę przyleciałem do Warszawy [Lubański mieszka w Belgii], od dawna planowałem być na tym meczu. Dla mnie to specjalna rzecz, że kadra wraca na Stadion Śląski. Z przyjemnością będę się na nim przyglądał jak grają moi młodsi koledzy – mówi Lubański, mając nadzieję, że reprezentacja w Chorzowie będzie się pojawiała regularnie. - Została przyjęta zasada, że Stadion Narodowy w Warszawie jest miejscem najważniejszych meczów, ale od czasu do czasu Stadion Śląski też powinien gościć reprezentację. Mam nadzieję, że atmosfera w Chorzowie będzie kapitalna i może za jakiś czas prezes Zbigniew Boniek uzna, że i część meczów o punkty warto tam rozgrywać – kończy mistrz olimpijski z 1972 roku.