Mundial 2018. Polska - Urugwaj. Brak Lewandowskiego? Urugwajczycy umieją wygrywać nawet gdy nie ma Luisa Suareza i Edinsona Cavaniego

Urugwaj to cud. Piłkarski ruch oporu przeciw potęgom. Sukces, który się nie miał prawa zdarzyć, gdyby patrzeć tylko na cyferki. Bo tu trzeba patrzeć na serca

Trzecie piętro hotelu Marriott. Za ścianą w sali konferencyjnej siedzi kadra Urugwaju. Je śniadanie, popija mate z własnych termosów i ogląda powtórkę West Ham-Liverpool. W wielkim korytarzu czeka na piłkarzy tylko ich dwoje: pani i pan w średnim wieku. Póki Urugwaj siedzi, oni siedzą. Gdy Urugwaj wstaje, w nich coś wstępuje. Miały być tylko wspólne zdjęcia, a kończy się tarmoszeniem Edinsona Cavaniego, którego pan z Urugwaju ściska krzycząc: „Jesteś piękny, jesteś wielki!”.

„Z Nacionalem na śmierć i życie!”

Potem pan krzyczy przy windzie do kadrowiczów z przeszłością w Nacionalu Montevideo „Ja za Nacionalem na śmierć i życie!”. A Cavani z uśmiechem poprawia włosy. Pod nieobecność Luisa Suareza to on i Diego Godin najczęściej rozdają autografy, stają do zdjęć i do tarmoszenia. Przywykli. Podczas ostatniego mundialu w hotelu Urugwajczyków można było się dzień po meczu zgubić w błękitnym tłumie: kibiców, rodzin, sponsorów, działaczy. Łączył ich futbol i przekonanie, że cały świat jest przeciwko Urugwajowi. Jeden mały Urugwaj, a tylu potężnych wrogów: Anglicy, FIFA, jej sponsorzy i każdy kto śmiał powiedzieć, że gryzienie rywali jest złe.

Tabarez: O piłce i z dzieckiem i z babcią

- Futbol to pierwsza urugwajska emocja. Przychodzimy na świat, krzycząc: gol! – mawiał Eduardo Galeano, najsłynniejszy urugwajski pisarz i najsłynniejszy kibic. - U nas się futbolem oddycha. Z mlekiem matki wysysamy pamięć o dawnych urugwajskich sukcesach w piłce. Piłka to pierwszy prezent w życiu urugwajskiego dziecka. I od małego musisz walczyć, bo konkurencja jest ogromna, wszyscy tu grają w piłkę i chcą zrobić karierę – mówi Diego Godin, kapitan reprezentacji. – Gdy jest mecz kadry, to ulice pustoszeją, a o piłce możesz rozmawiać z każdym. I z dzieckiem i z babcią, która nigdy nie była na stadionie, ale się zna – mówi trener Oscar Tabarez. - Inne kraje mają historię, my mamy futbol – tłumaczył Ondino Viera, trener urugwajskiej reprezentacji w latach 60. – Może już nie jesteśmy w futbolu punktem odniesienia, jak to bywało w dawnych czasach. Ale nasza kultura futbolu jest nadal jedną z najlepszych. Dzięki temu ciągle się pojawiają nowi dobrzy piłkarze – mówi Tabarez.

Mistrz świata w liczbie sukcesów na głowę mieszkańca

Urugwaj to mistrz świata w liczbie piłkarskich sukcesów na głowę mieszkańca. Niespełna 3,4 mln mieszkańców, dwa mistrzostwa świata, dwa mistrzostwa olimpijskie, 13 zwycięstw w Copa America. Argentyńczycy się śmieją, że tylko ich łaskawości Urugwaj zawdzięcza, że ten skrawek ziemi nie stał się 25. prowincją Argentyny. Urugwajczycy jeżdżą do sąsiada po drugiej stronie La Platy dorabiać, również w futbolu, bo nawet dziadziejąca liga argentyńska jest przy urugwajskiej potęgą. Ale tytułów mistrza świata Urugwaj ma tyle samo ile Argentyna. A w ostatnim Copa America na argentyńskiej ziemi, tym z 2011, podczas którego w Cordobie wygwizdano Leo Messiego, to Urugwaj wyeliminował gospodarzy i potem zdobył tytuł. Dzięki Maracanazo z 1950 Urugwaj już zawsze będzie najsłynniejszym specjalistą od sprawiania przykrości gospodarzom wielkich turniejów. Ale to były dawne czasy, wydawało się że wielki świat piłki już Urugwajczykom uciekł. A jednak go dogonili w ostatniej dekadzie. Zwycięstwo w Copa America 2011 przyszło rok po mundialu w RPA, w którym Urugwaj doszedł nieoczekiwanie do półfinału. Diego Forlan był tam w nieziemskiej formie, a Oscar Tabarez był nie tylko jednym z najlepszych trenerów, ale też zdecydowanie najgorzej opłacanym selekcjonerem spośród 32 finalistów. Piłkarze za awans do półfinału w RPA mieli zarobić po kilkanaście tysięcy dolarów – rywale: po kilkaset – ale zrzekli się pieniędzy i poprosili, żeby premie wydać na ośrodki treningowe.

Biednie, staro, niebezpiecznie

Taka jest tutaj piłkarska rzeczywistość. Stadiony stare, baza treningowa słaba, kibice bandyci mordują się w plemiennych walkach i zdarzyło się całkiem niedawno, że kibic został postrzelony w toalecie legendarnego Estadio Centenario. Ale reprezentacja rozkwita. Liga była w ostatnich czasach zawieszana i z powodu przemocy na stadionach, i strajków płacowych piłkarzy. Ale wciąż ruszają stąd w świat świetni piłkarze. Po wygraniu Copa America był jeszcze finał mundialu do lat 17, powrót na igrzyska po 84 latach, Penarol Montevideo w finale Copa Libertadores i awanse reprezentacji na dwa kolejne mundiale. I tylko żal, że w kraju, w którym kiedyś były pierwsze na świecie rządowe Orliki, jeszcze przed drugą wojną światową, teraz jeśli chodzi o infrastrukturę jest tylko trwanie.

Jak piłkarze zrzucali obce jarzmo

Pieniędzy brakuje również dlatego, że są rozkradane przez nieuczciwych pośredników transferowych lub sprzeniewierzane przez działaczy. Za uzdrawianie federacji musieli się w ostatnich latach wziąć piłkarze reprezentacji. Gdy związkowi działacze chcieli po raz kolejny przedłużyć na słabych warunkach – słabych dla federacji, ale czy słabych dla działaczy, nie jest pewne – umowę z Pumą, piłkarze się zbuntowali. Sami przyprowadzili firmę Nike, oferującą kilkakrotnie więcej niż Puma. Dotychczasowy sponsor musiał podnieść stawkę, a federacja – skończyć współpracę z pośrednikiem, który dbał tylko o swoją kieszeń. „Tylko tak federacja zrzuci jarzmo obcych wpływów i przestanie wyprzedawać swoje dziedzictwo za bezcen” – to cytat z odezwy piłkarzy reprezentacji z 2016. Wszędzie ci obcy, czyhający na Urugwaj. Piłkarze walczyli z nimi poza boiskiem, a na boiskach rozgrywali w drodze do Rosji jedne z najlepszych eliminacji w ostatnich dziesięcioleciach. Pierwszy raz od 1990 roku, pierwszy raz od kiedy eliminacje w CONMEBOL są w formule ligowej, Urugwaj awansował do MŚ bez baraży.

Montero: to jest kraj starych ludzi

Paolo Montero, obrońca łamignat grający w kadrze w tych czasach, gdy Anglicy nazywali Urugwaj piątą kolumną futbolu, bandą brutali (idolem kibiców jeszcze długo potem był pomocnik Diego Perez, twardziel nazywany „Ruskiem”, o którym krążyło tyle kawałów ile o Chucku Norrisie), mówi, że jego kraj to piłkarski cud. – To jest kraj starych ludzi, kobiet jest więcej niż mężczyzn, młodych chłopaków - bardzo mało. A jednak piłkarze cały czas skądś się biorą. Zanim cię stąd sprzedadzą do Europy, masz przed sobą w kolejce 10 Argentyńczyków i 100 Brazylijczyków. Więc wiesz, że musisz się wyróżnić, żeby na to zasłużyć – tłumaczy. – Przywykliśmy do tego, że musimy wyjeżdżać zagranicę. I przyzwyczailiśmy też wszystkich, że Urugwajczyk się łatwo odnajduje za granicą – mówi Godin.

Póki Tabarezowi się chce

Te cuda trwają również dlatego, że Taberezowi ciągle się chce. Nawet teraz, gdy walczy z chorobą (był taki moment, gdy musiał korzystać ze specjalnego wózka, ale w Warszawie jest w dobrej formie, podpiera się kulą, ale tylko dla łapania równowagi), wciąż ma w oczach ogień, gdy mówi o piłce i jej miejscu w kulturze i historii Urugwaju. Tabarez nie jest po prostu selekcjonerem, on jest właściwie ministrem futbolu. W tym urugwajskim bałaganie piłkarskim stworzył swój świat, jego sztab od lat słynie z analiz taktycznych. Tabarez pierwszy raz wprowadzał Urugwaj na mundial w 1990, wrócił do kadry po latach i prowadzi ją nieprzerwanie od 2006. Tyle razy już mu krytycy wróżylki: teraz nie dasz rady. Nie przebudujesz drużyny tak, żeby utrzymała rozpęd. Wypalasz się, starzejesz, stałeś się zachowawczy, skończą ci się talenty i po sukcesach. A on robi swoje. Przebudował drużynę po mundialu w RPA, sprawił że Luis Suarez i Edinson Cavani przejęli role Forlana, a Diego Godin – Diego Lugano. Potem miało nie być życia bez Diego Pereza, bez Egidio Arevalo Riosa. Miało zabraknąć na lata kreatywnych pomocników. A właśnie nimi obrodziło.

Przyszłość przed młodymi pomocnikami

Polska zagra z Urugwajem odmłodzonym, bardziej kreatywnym. Cała przyszłość przed młodymi pomocnikami: Federico Valverde, wypożyczonym z Realu do Deportivo La Coruna, Matiasem Vecino z Interu, Nahitanem Nandezem z Boca Juniors, Rodrigo Betancurem z Juventusu. W środku pomocy Urugwaj już nie musi się licytować z rywalami na masę mięśniową, pojemność płuc i na to, czyj łokieć twardszy. Choć to co najważniejsze zachował: stara się jak najszybciej przechodzić podaniami do przodu, ma dopracowane kontrataki, do dobrej obrony dokłada, jak to ujął Godin, wytrwałość w ataku. I niech nikogo nie zmyli brak Luisa Suareza. Cristhian Stuani z Girony czy Maxi Gomez z Celty pokazują w Hiszpanii, że są w formie. Suareza brakowało w ostatnich eliminacjach nie raz. Choćby w wygranym 3:0 meczu z Chile. Mało tego: z Kolumbią Urugwaj potrafił wygrać 3:0 nie mając w składzie ani Suareza, ani Cavaniego.

Najnowsze informacje