Polska - Urugwaj, test przed mundialem. Lewandowski zagra i z pękniętymi kośćmi. Ale kadra musi umieć grać bez niego

Nadal nie jest jasne, czy Robert Lewandowski zagra z Urugwajem czy nie. Adam Nawałka nie zrobi niczego na siłę. Zwłaszcza, że plac budowy w ataku będzie pewnie otwarty do samego mundialu.

Najpierw zrywają się operatorzy z kamerami, potem łowcy autografów i selfie,  za nimi goście hotelowych konferencji.  I po chwili tam, gdzie prowadził stukot damskich obcasów, stoi już cały szpaler ludzi świecących telefonami. Jeśli jest szpaler i jest już blisko terminu zbiórki kadrowiczów, to wiadomo, że pod drzwiami hotelu stanął Robert Lewandowski. Jego wejścia z żadnym innym pomylić się nie da, choć Kamil Glik też swoje honory odebrał niedługo wcześniej. A potem obcasy stukają w przeciwnym kierunku i słychać „U mnie lepiej wyszedł na zdjęciu”. „Gdzie ty byłeś? Dałeś ciała, akurat Lewy wchodził”.

Ostatnie takie wejście w 2017

Witajcie w gwiazdorskiej kadrze. Podczas ostatnich eliminacji przed wejściem do hotelu zaczęły się już pojawiać słupki i czerwony dywan, żeby wytyczyć wolne przejście i piłkarzom udało się wcisnąć w obrotowe drzwi. A w przypadku Lewandowskiego ochrona musi jeszcze stanąć przy windzie, żeby jej drzwi miały szansę się zamknąć. I tak też było podczas zbiórki na mecze z Urugwajem i Meksykiem. Ostatni taki rytuał w 2017. Ma to swój urok. Gdyby nie miało, Lewandowski czy Glik wchodziliby do hotelu bocznymi drzwiami, a nadal wolą od frontu. We wtorek obaj byli razem na konferencji prasowej, też jak zwykle (dołączył do nich jeszcze Artur Boruc). I tyle na razie wiadomo na pewno w sprawie Lewandowskiego.

Mięsień ciągle boli

Jeszcze zanim Robert przyjechał, lekarz kadry Jacek Jaroszewski wyjaśniał, na czym polega problem z udem napastnika Bayernu. Że chodzi o mięsień półścięgnisty półbłoniasty, co jest dużo lepszą wiadomością niż gdyby to był uraz mięśnia dwugłowego. Ale i z półścięgnistym półbłoniastym trzeba uważać i decyzja o grze Lewandowskiego z Urugwajem zapadnie zapewne niedługo przed meczem. Mięsień jest bliski przeciążenia i naciągnięcia, boli. Faszerowanie się środkami przeciwbólowymi by wyjść na boisko – to nie miałoby teraz sensu. Gdy trzeba, Lewandowski gra i z pękniętymi kośćmi twarzy i z niedoleczonym barkiem. Teraz nie trzeba.

Lewandowski się zmienił. Nauczył się oszczędzać siły

Mecz z Urugwajem jest ważny – w meczu z Meksykiem nawet w pełni zdrowy Lewandowski miałby zapewne wolne - ale też bez przesady. Nawet gdyby Lewandowski miał nie zagrać ani minuty i tak jak wybierający się na mecz w Warszawie Arkadiusz Milik patrzeć z trybun, jak sobie radzą ich zastępcy w ataku, nic wielkiego się jeszcze nie stanie. Cristiano Ronaldo nawet nie dostał powołania na zgrupowanie Portugalii. Luis Suarez poprosił o niepowoływanie na mecze z Polska i Austrią. A Harry Kane został zwolniony ze zgrupowania Anglii z powodu kontuzji. Każdy z nich jest w sezonie prowadzącym do mundialu w podobnej sytuacji: goni ich na boisko głód goli, a zatrzymuje myśl, że najlepsze trzeba zostawić na lato. Widać te dylematy u Lewandowskiego. Jeszcze dwa lata temu wszystko się w nim gotowało, gdy zaczynał mecz na ławce, a menedżer Mike Barthel wytaczał armaty po każdej sugestii, że Bayern mógłby sprowadzić kolejnego napastnika. Ale to było przed Euro 2016, przed wiosennymi rozczarowaniami w Lidze Mistrzów. A Euro i wiosny w LM były lekcją, że nawet ludzie z żelaza nie mogą być w najwyższej formie przez cały rok. I dziś sam Lewandowski mówi o tym głośno. Uczy się oszczędzać siły i chyba nawet to polubił.

Nie trzeba go odbudowywać, wystarczy odświeżyć apetyt

Sytuacja jest i tak komfortowa: reprezentacja jest w mundialu bez baraży, Bayern ma już awans w Lidze Mistrzów i dość bezpieczne prowadzenie w Bundeslidze. A Robert, nawet grając bez tej werwy, do której przyzwyczaił, ma w Bundeslidze tyle bramek ile meczów. O średniej w kadrze nie wspominając. Jego nie trzeba odbudowywać ani podnosić z kryzysów, wystarczy odświeżać apetyt na grę i gole. 

Dlatego Adam Nawałka niczego nie będzie robić na siłę. Po pierwsze: nie lubi wystawiać piłkarzy niegotowych na sto procent. Po drugie, w ataku jest jeszcze sporo czasu na próby, bo akurat ten plac budowy Nawałka zamknie przed mundialem w ostatniej kolejności: gdy będzie wiadomo, czy wyzdrowieje Arkadiusz Milik, gdy będzie można wiosną wypróbować ustawień z Dawidem Kownackim itd. I po trzecie - selekcjoner dawał to do zrozumienia - kadra musi się oswoić z myślą, że kiedyś Lewandowskiego może zatrzymać poważniejszy uraz i trzeba wtedy mieć gotowe rozwiązania. Światła na Kamila Grosickiego, Jakuba Świerczoka, Kamila Wilczka i Mariusza Stępińskiego – może już z Urugwajem, a nie dopiero z Meksykiem. I pewnie ze Świerczokiem w roli najbardziej wysuniętego piłkarza.

Lepiej było nie powoływać? Żaden zysk

Czy w tej sytuacji lepiej było Lewandowskiego w ogóle nie powoływać? Zysk z tego byłby żaden. Lewandowski i tak byłby teraz w Polsce, bo każda przerwa reprezentacyjna to okazja by pobyć w Warszawie, wywiązać się z medialno-sponsorskich zobowiązań. Zgrupowanie i tak zacznie, jak zwykle, od zajęć regeneracyjnych, a mikrocykl kadry mu zwykle służył. Będzie na zajęciach taktycznych, razem z całą grupą. A czy potem będzie mógł je sprawdzić w meczu, to się okaże. Akurat o niego, jeśli chodzi o szybkie przyswajanie taktyki, Adam Nawałka jest spokojny. Ważniejsze, żeby nogi niosły w 2018 jak trzeba.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.