- Oficjalnie swój start potwierdzę jeszcze we wrześniu - mówił Blatter w wywiadzie zorganizowanym na targach SoccerEx - Ale będę gotowy. Będę kandydował - dodawał. Jednak bardzo udany dla FIFA - zwłaszcza finansowo - turniej w Brazylii to tylko jeden z powodów, dla których Szwajcar chce kontynuować swoją pracę. Zadowolony i dumny z wprowadzenia na międzynarodowy poziom takich "innowacji", jak np. technologia "goal line" czy spray używany przez sędziów, teraz Blatter ma zamiar dalej rewolucjonizować futbol. - Misja nigdy nie jest skończona - tłumaczył Szwajcar - Po ostatnim kongresie w Sao Paulo otrzymałem dużo głosów wsparcia i miałem wrażenie, że większość przedstawicieli narodowych federacji mówiła: "Proszę, kontynuuj swoją pracę, bądź prezydentem także w przyszłości".
Oczywiście wizerunek FIFA jest dobry wyłącznie w słowach samego Blattera. Kontrowersje wokół najbliższych Mistrzostw Świata w Rosji (2018) i tych w 2022 roku w Katarze tylko nabierają mocy. Z jednej strony - dotyczą sytuacji politycznej oraz konfliktu w Ukrainie, z drugiej - zmiany terminu organizacji mundialu za osiem lat (na zimę) oraz olbrzymich pieniędzy, jakie miały nielegalnie trafić do różnych działaczy światowej federacji. Tuż przed rozpoczęciem turnieju w Brazylii dziennikarze "The Sunday Times" ujawnili, że mają "miliony dokumentów", które dowodzą wielkiej skali korupcji wokół praw do organizacji mistrzostw w 2022 roku. Tymczasem w FIFA nikt zebranymi przez Anglików materiałami się nie zainteresował. Michael Garcia, szef komisji etyki w federacji, nawet publicznie zapewniał, że nie zamierza przejrzeć tych dowodów.
Za to atmosfera na kongresie FIFA była wspaniała. Blatter apelował o zaprzestanie sporów na czas mundialu, sugerując, że to "czas samby". - Powinniśmy rozważyć, czy pewnego dnia nasza gra nie będzie rozgrywana na innej planecie - mówił rozpromieniony Szwajcar. - Wtedy będziemy mieć nie tylko Puchar Świata, ale i rozgrywki interplanetarne! - podkreślał zadowolony, że wszystkie problemy Brazylii futbol odsunął na dalszy plan. Jak zwykle piłkarze przykryli protesty oraz skandale.
Jednak nawet w Sao Paulo nie brakowało głosów niezadowolenia, zwłaszcza z Europy. Szefowie federacji angielskiej, niemieckiej i nawet prezydent UEFA Michel Platini krytycznie wyrażali się o ostatnich czterech latach rządów Blattera. - FIFA ma szefa i to znaczy, że ty jesteś za to [korupcję - przyp. red.] odpowiedzialny - mówił Szwajcarowi przedstawiciel holenderskiej federacji. Problem w tym, że nikt nie chce wystąpić przeciwko wieloletniemu szefowi międzynarodowej federacji. Ostatnio swój start w wyborach w 2015 roku wykluczył Platini, jednocześnie sugerując, że szef niemieckiego związku Wolfgang Niersbach może być odpowiednim kandydatem. Ten jednak też już od dawna temu zaprzecza.
Blatterowi nikt nie chce się przeciwstawić, bo jest z góry skazany na porażkę. W wyborach każda z ponad 200 krajowych federacji zrzeszonych w FIFA ma jeden głos, a ludzie Szwajcara świetnie potrafią zadbać o działaczy z krajów dużo mniej znaczących w światowym futbolu. Podział zysków z wielkich imprez, "dotacje", ale też zaproszenia na różne wydarzenia w najatrakcyjniejszych miejscach na świecie sprawiły, że w biedniejszych krajowych związkach bardzo cenią Szwajcara, nie patrząc na jego kontrowersyjne wypowiedzi czy korupcję.
Blatter jest przekonany, że nowy rozdział w jego prezydenckiej karierze może wprowadzić futbol na jeszcze wyższy poziom - choć może nie galaktyczny, jak to zapowiadał w Sao Paulo. Szwajcar chce być zapamiętany jako rewolucjonista, który idzie z duchem nowych czasów - po pierwszych mistrzostwach świata w Azji i w Afryce teraz zabrał się za technologię w futbolu. Blatter chce, by trenerzy mogli w trakcie meczu przynajmniej raz "sprawdzić" kontrowersyjną decyzję sędziego na powtórkach wideo. Bardziej prawdopodobne jest to, że w następnych kilku latach chce on po prostu dopilnować interesów krajów organizujących kolejne mistrzostwa świata. Brak zorganizowanej, posiadającej mocnego kandydata opozycji tylko mu w tym pomoże. W wyborach w 2011 roku też nie miał żadnego rywala.