Mundial 2014. Australia - Hiszpania 0:3. Del Bosque nie daje odpowiedzi

Zapamiętamy dwa podania Iniesty. Piętę Davida Villi i łzy tego piłkarza. Oraz niechęć Vicente del Bosque do pokazania, że mógłby tę reprezentację budować inaczej - pisze Michał Okoński, dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" i autor bloga "Futbol jest okrutny".

Maleńka, nie wolno się żegnać w ten sposób. Vicente del Bosque, człowiek z pokolenia dorastającego w czasach świetności Leonarda Cohena, powinien przypomnieć sobie ten utwór. Nie wziął na mundial kontuzjowanego Thiago Alcantary, nie powołał Illaramendiego, Isco oraz szybkiego Navasa, w trakcie turnieju wypadł z powodu urazu David de Gea, więc ostatni występ na mistrzostwach świata rozpoczynał nie tymi, którzy powinni stanowić o obliczu tej drużyny podczas Euro 2016, ale delegując do gry 32-letniego Reinę, 29-letniego Juanfrana i jego rówieśnika Raula Albiola, 33-letniego Villę. Także Fernando Torres ma 30 lat, a jego fatalny sezon w Chelsea również każe pytać o to, czy naprawdę tak wyobraża sobie del Bosque nowe otwarcie?

Nie o nowe otwarcie więc chodziło, tylko o możliwość powiedzenia "żegnajcie" przez zawodników, którzy zdobywali dla swojego kraju mistrzostwo świata i Europy. Sądząc po przebiegu wydarzeń na boisku w Kurytybie - nie było warto. Na nierównej skądinąd murawie piłka nie słuchała nawet tych teoretycznie najlepszych. Przez pierwsze 18 minut Torres nie dotknął jej ani razu, a kiedy już zdołał się przy niej znaleźć - efekty bywały komiczne. W 46. minucie holował futbolówkę podczas jednego z nielicznych szybszych wyjść Hiszpanów, ale odbił się od pleców środkowego obrońcy. W 54., będąc na spalonym, próbował skopiować gola Villi - ale spudłował. Trafił dopiero za trzecim razem, wykorzystując doskonałe podanie Iniesty.

Wcześniej swoją bramkę strzelił wspomniany Villa, w 36. minucie, po jeszcze jednym świetnym podaniu Iniesty - do Juanfrana tym razem, na prawą stronę, skąd prawy obrońca Atletico dośrodkował, a napastnik tej drużyny wykończył akcję piętą. Kiedy w 64. minucie zmieniał go Mata, Villa usiadł na ławce i płakał. Chciałoby się, żeby chociaż on zakończył reprezentacyjną karierę w innych okolicznościach: dziś, szukając sobie miejsca do gry po lewej stronie, był najlepszym piłkarzem letargicznej pierwszej połowy.

Australijczycy, bez swojego lidera Tima Cahilla, jedynie statystowali, a jakość gry Hiszpanów była, mimo wyniku, wybitnie wakacyjna. Na liście niecelnie podających szybko znaleźli się Xabi Alonso, Cazorla, Mata i Torres, później także Iniesta po jednym z podań w poprzek boiska zmusił Juanfrana do rozpaczliwego powrotu i ratowania drużyny przed niepotrzebnym autem. W sumie wyglądało to jak mecz towarzyski: wolne tempo, kiepska celność podań, zmiany tych, których znamy na pamięć, na tych, których znamy jeszcze lepiej (Mata za Villę, Fabregas za Cazorlę, Silva za Xabiego Alonso; szybki Pedro został na ławce do końca) w sumie brzmiało to jak pożegnanie nie tylko reprezentacji w tym składzie, ale także jej selekcjonera. Jeśli Vicente del Bosque usłyszał przed dzisiejszym spotkaniem pytanie o własną przyszłość, postanowił udzielić odpowiedzi: "nie ma jej", albo inaczej: "nie miałem kim im jej udzielić".

Największa fanka CR7? Ma tysiące plakatów, tatuaż, chce po nim nazwać dzieci...

Więcej o: