Mistrzostwa świata w piłce nożnej 2014. Fernando Gago przekleństwem rozszyfrowanej Argentyny

Sabella nie pomylił się, mówiąc, że jego Argentyna nie może być stawiana w jednym rzędzie z prawdziwymi faworytami mundialu - m.in. Brazylią czy Niemcami. Okazało się, że przewidywania sprzed turnieju okazały się trafne, a albicelestes najgorzej czują się w sytuacji, gdy tempo spotkania zależy od nich. Nazwijmy to przekleństwem Fernando Gago.

Argentyńskiego pomocnika zresztą w ogóle nie powinno być na turnieju. Na początku kwietnia w meczu ligowym Boca Junior rywal spadł mu na kolano i pierwsze prognozy mówiły nawet o trzech miesiącach leczenia. Dopiero w dwóch ostatnich spotkaniach towarzyskich 28-letni pomocnik zagrał kilkadziesiąt minut. Alejandro Sabella nie chciał ryzykować jego zdrowia w meczu z Bośnią i Hercegowiną, nawet specjalnie zmieniając ustawienie.

Metry, których nie widać

Dlaczego więc zawodnik, którego forma ligowa według argentyńskich mediów była bardzo słaba, tak wiele znaczy w reprezentacji Sabelli? Przecież mowa o pomocniku mało spektakularnym, grającym blisko koła środkowego, rzadko szukającym dryblingu, nienotującym wielu asyst ani tym bardziej goli.

Wyjaśnienie najlepiej odnaleźć w pierwszym mundialowym meczu Argentyny. Wtedy dwie zmiany w przerwie i powrót do 4-3-3 pozwoliły na większą płynność w grze, a przede wszystkim uwolniły Messiego od ciągłej presji rywali. - Z Gago rozumiemy się doskonale, a dzięki niemu mogłem grać te kilka metrów wyżej - tłumaczył kapitan albicelestes. - Nasze pierwsze podanie do napastników było lepsze, więcej zawodników atakowało - mówił o różnicach Pablo Zabaleta.

Te komentarze piłkarzy doskonale opisują styl Fernando Gago - nie spektakularny, ale dyktujący tempo spotkania. W pierwszej połowie meczu z Bośnią Argentyńczycy atakowali wyłącznie zrywami, w drugiej z kolei kontrolowali sytuację. Pomocnik Boca Juniors najczęściej wymieniał piłkę z Messim, spokojnie także wyprowadzając ją od obrony. Jego podania są proste, krótkie, ale często wymijające drugą linię rywali - on jest tym rzadko docenianym ogniwem spajającym wszystkie formacje drużyny. Może i Messi na razie gwarantuje Argentynie wyniki, ale nawet genialny napastnik gra w tempie, które podyktuje mu Gago.

Dwa pomniki w ataku

Jednak przy tak defensywnej taktyce Iranu umiejętności Fernando Gago okazywały się mało przydatne. Gdy w pierwszej połowie starał się dyktować tempo spotkania, Argentyna grała zdecydowanie za wolno. Gdy starał się bardziej dynamicznie i indywidualnie wprowadzać piłkę do ataku, odbijał się od pomocników rywali. Gdy prostopadłymi podaniami szukał napastników, ci nie pokazywali się na pozycję - niech świadczy o tym to, że tylko raz zdecydował się na takie zagranie.

Sabella jednak długo nie decydował się na zmiany. Faworyt ekspertów 25-letni Ever Banega, który łączy cechy Gago i Di Marii, sensacyjnie nie znalazł się w kadrze na mundial. Oczywiście należy wspomnieć o statecznej grze napastników - Higuain z zawodników z pola wyjściowej jedenastki albicelestes miał najmniej sprintów (19), a Aguero w prawie osiemdziesiąt minut przebiegł mniej niż siedem kilometrów. To nie ułatwiało zadania żadnemu z kreatorów gry Argentyny.

Oczywiście w następnych meczach Argentyna nie będzie się mierzyć z tak defensywnie nastawionym rywalem. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że Fernando Gago jeszcze zostanie wyróżniony jako najbardziej wpływowa postać w składzie Sabelli - nie tylko przez to, że z nim w składzie Argentyna nie przegrała w regulaminowym czasie od 2009 roku. Można jeszcze nakreślić porównanie 28-latka do słynnego Fernando Redondo, których łączy łatwość we współpracy zarówno z obrońcami, jak i napastnikami - jednak podobieństwo, w jakim oni grali, niekoniecznie czyni z obecnej Argentyny lepszą drużynę.

Zatrzymaj Gago, wyeliminuj Argentynę?

Po pierwsze, bardziej dynamiczni i lepiej kontrujący rywale mogą wykorzystać różnorodność i mimo wszystko mniej defensywny profil drugiej linii albicelestes. Po drugie, Gago miał najwięcej kontaktów z piłką z całej drużyny, lecz właśnie ich problemem było to, że piłka zbyt długo krążyła w strefie środkowej (31 proc.). Po trzecie, drużyny czekające na Argentynę w fazie pucharowej mają lepszych piłkarzy do "wyłączenia" pomocnika ze spotkania - w ostatnich dniach nawet selekcjoner Urugwaju kazał Cavaniemu ciągłe kontrolowanie ruchu Stevena Gerrarda. Jak wygląda gra Messiego bez dodatkowych metrów zagwarantowanych mu przez podania Gago, widzieliśmy w meczu z Bośnią i Hercegowiną.

Czy jeszcze zobaczymy Argentynę atakującą płynnie i na pełnej szybkości z większą aktywnością Higuaina i Aguera? Kolejne spotkanie drużyny Alejandro Sabelli pokazuje wyraźnie, że nie tylko jego taktyczny plan B nie działa, lecz także łatwo włożyć kij w szprychy temu pierwszemu. Więc od największych faworytów mundialu różni ich to, że już po dwóch pierwszych meczach Argentyna jest rozszyfrowana, a i jej selekcjoner nie chowa żadnych niespodzianek. Mistrzostwa mogą się im dłużyć bardziej od meczu z Iranem.

Więcej o: