Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2014. Thomas Mueller, piłkarz nieoczywisty

Kiedyś tacy jak on uchodziliby w niemieckim futbolu za błąd w systemie. Dziś jest jego dumą. Może cherlawy, ale bardzo groźny i trudny do wrzucenia w jakąś szufladkę. On nie gra w piłkę, on muelleruje. O Thomasie Muellerze pisze z Salvadoru wysłannik Sport.pl i ?Wyborczej? na mundial Paweł Wilkowicz.

Paweł WilkowiczPaweł Wilkowicz Fot. Jacek Dymkowski Swoje wielkie popołudnie na stadionie w Salvadorze kończył, stając do zdjęć z wolontariuszami przy autobusie Niemców. Bastian Schweinsteiger przekomarzał się tam na cały regulator z jakimś szalonym reporterem z Ameryki Środkowej, który robił wejście na żywo i usiłował z Niemcem porozmawiać, choć stali po dwóch stronach ogrodzenia. A Mueller trzymał się z tyłu, jakby to Schweinsteiger strzelił Portugalczykom trzy gole, a on był tylko rezerwowym, a nie odwrotnie. I jakby to Schweinsteiger już na początku swojego drugiego mundialu uzbierał w MŚ osiem goli. Tyle, ile Diego Maradona miał po czterech.

Dentysta na joggingu

Mueller ustawiał się do zdjęć, uśmiechał się, choć może byłoby bardziej prawdziwie, gdyby robił jakieś grymasy, bo takim go znamy z boiska. Jeśli zamkniesz oczy i wyobrazisz sobie Muellera, to raczej jak wrzeszczy po golach albo biegnie z pretensjami do sędziego czy rywala, a nie się uśmiecha. Nie tylko Pepe tak sobie wyobrazi, po prostu tak jest. Niektóre twarze są stworzone do śmiechu, inne do krzyku. Niektórzy ludzie po wejściu na boisko zmieniają się nie do poznania. I to jest właśnie taki przypadek.

Jak napisał w "Guardianie" Barney Ronay, przyjechaliśmy do Salvadoru podziwiać Cristiano Ronaldo, "najbłyskotliwiej zaprojektowanego szybkobiegacza futbolu, szczyt prędkości, mocy i miłości własnej". A przedstawienie ukradł chłopak, który nawet nie wygląda jak piłkarz. On ze swoim pozornym roztargnieniem pasowałby do starych czasów, mógłby dostawać podania od Michela Platiniego, tak samo na boisku niedbałego w obejściu. Albo być napastnikiem w Brazylii 1982, za Serginho. Może wtedy jedna z najwspanialszych drużyn w historii mundiali zakończyłaby jednak turniej mistrzostwem.

Mimo że Mueller został już królem strzelców poprzedniego mundialu, to znów jesteśmy zaskoczeni, że ten, jak to ujął Ronay, "dentysta, który wdarł się na boisko na jogging", aż tyle potrafi. Bo w klubowym futbolu to siła, prędkość i miłość własna Cristiano zapewniają gole i zaszczyty. A w mundialu nie chcą, mimo już trzech prób Portugalczyka. Nie działa też w mundialach jak należy przyspieszenie i piłka przyklejona do nogi Leo Messiego, też mimo już trzech prób. Obaj często uderzają na bramkę, a zebrali w mundialach łącznie ledwo cztery gole. Mueller w mistrzostwach 2010 i 2014 uderzał na bramkę dziewięć razy, przegrał z bramkarzem tylko raz. Bywał bohaterem i w Lidze Mistrzów, i w Bundeslidze, ale nigdy aż tak oczywistym jak w RPA czy teraz w Salvadorze. I nikomu nie przyszłoby go głowy, żeby wokół Muellera budować klubową drużynę, jak wokół Cristiano i Messiego.

Poza radarem

Na szczęście niemiecki system szkolenia nie zabrnął nigdy aż tak daleko w ślepą uliczkę jak francuski, w którym mikrych piłkarzy swego czasu po prostu odrzucano. Ale w dawnych czasach Mueller miałby ze swoimi warunkami fizycznymi na pewno trudniej niż dziś, gdy Niemcy szukają przede wszystkim piłkarzy, którzy myślą i tworzą. Nie taki niemiecki system szkolenia doskonały, jak go malują, przestał produkować napastników, przestał bocznych obrońców, z niemal każdego chce zrobić pomocnika. Ale wychował piłkarzy inteligentnych, związanych z miejscem, w którym grają w piłkę, a nie tylko z pensją. I takich, którzy, jak Mueller, gdy nie można na czas znaleźć typowego napastnika, wejdą w jego rolę, zinterpretują na nowo i będą mieli świat u stóp.

"Mięśnie mi po prostu nie rosną" - skarżył się kiedyś półżartem Mueller. Jerome Boateng kpi sobie z niego, że on dla obrońcy jest przeciwnikiem nie do ogarnięcia, nie sposób ustalić, gdzie go złapać, gdzie mu się te mięśnie w ogóle zaczynają. Ale skoro już nie chcą rosnąć, to Mueller musiał znaleźć sposób, by w wielkim futbolu przetrwać. Nauczyć się robić uniki, znajdować najbezpieczniejsze miejsca. W małej skali - uniki przed nogami i ramionami obrońców. W dużej - między taktycznymi pułapkami przeciwnika. Dlatego Niemcy nazwali Muellera "raumdeuter" - interpretator przestrzeni. Jeśli przeciwnik rozstawi radary, to on akurat wyszuka miejsce, gdzie jest najsłabszy zasięg. Ale naprawdę cenny jest dlatego, że jeśli to zwiadowca, to taki, który też nie chybi, kiedy trzeba będzie walczyć i jeszcze otworzy parę sejfów. W portugalskim sztabie pewnie do dziś jeszcze się zastanawiają, jak to możliwe, że tracili bramki tak łatwo. Skoro nawet trener Joachim Loew przyznaje, że czasem nie rozumie, dlaczego Mueller biegnie akurat w to miejsce, a nie inne. - On strzela gole wtedy, gdy się tego najmniej spodziewamy, wyczuwa je jakoś - mówił o swoim napastniku nie-napastniku. Wielu też nie zrozumiało w porę Muellera pod innym względem: on może wygląda na grzecznego chłopca, ale jest i mistrzem prowokacji (tak, teraz to oczywiste) i potrafił kiedyś skoczyć do gardła Arjenowi Robbenowi, gdy już nie mógł znieść jego samolubstwa.

W ślady Gerda

Mueller to chłopak z małego Weilheim in Oberbayern spod Monachium, wychowanek Bayernu, w którym też musiał swoje odczekać, zanim Louis van Gaal zrobił z niego jeden z filarów drużyny. Debiutował przed przyjściem Holendra, ale to przy nim zapracował na uznanie tak szybko, że już po pierwszym sezonie pojechał z reprezentacją na wspomniany mundial w RPA, po tytuł króla strzelców. Ledwie niecały rok wcześniej zadebiutował w reprezentacji do lat 21. Bo radary niemieckiego systemu wyszukiwania talentów też oszukał, we wszystkich reprezentacjach juniorskich i młodzieżowych uzbierał łącznie ledwo 16 meczów.

Kiedyś takim piłkarzem nie do pojęcia był inny Mueller, ten ciągle sławniejszy od Thomasa, Gerd. Jeśli chodzi o sylwetkę, nic ich oczywiście nie łączy, Mueller pierwszy wyglądał jak ciężarowiec, ale też niby łamał wiele reguł gry w ataku, a jednak to on mógł innych uczyć strzelania goli, a nie oni jego. Już wtedy, w latach jego świetności, powstał czasownik "muellerować". Teraz jest jak znalazł. Gerd Mueller też został królem strzelców na swoim pierwszym mundialu. Ale tytuł z Niemcami zdobył dopiero na następnym. Historia pisze się sama.

Tu zobaczysz najnowsze wyniki, tabele i terminarz mundialu

KONKURS! Zobacz decydujące mecze MŚ w niezwykłej jakości!

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live

Więcej o: