Tajemnice niemego idola Argentyny

Czy wspaniały gol Leo Messiego na Maracanie był tylko makijażem przeciętnej formy idola Argentyny i jego drużyny?

Twarz 26-letniego gracza Barcelony wyrażała złość i ulgę. Wyglądało to tak, jakby wiele miesięcy życia pod napięciem dobiegło kresu. Slalom między obrońcami Bośni i Hercegowiny, zakończony strzałem poza zasięgiem rąk Asmira Begovicia, stanowił moment kulminacyjny debiutu Argentyny na mundialu w Brazylii. W 75. min Messi zdobył zaledwie drugą bramkę w finałach mistrzostw świata. Czekał na nią osiem lat, od pojedynku z Serbią w Niemczech, co dla geniusza, który dla klubu strzelił w tym czasie 345 goli, jest wiecznością.

Wielu z nas oglądających mecz na Maracanie dostrzegło podobieństwo z bramką Maradony w meczu z Grecją na Mistrzostwach Świata w USA dwie dekady temu. Idol Argentyny wracał wtedy do kadry po kilku ostrych zakrętach życiowych. Gdy trafił do siatki, zareagował wybuchem gniewu, jak ktoś, kto przekazuje wrogom komunikat: "Jeszcze żyję!".

Z biegiem lat podobieństw jest coraz więcej. W ostatnim czasie Messi zgubił aureolę niewinnego chłopca z sąsiedztwa. Działalność jego ojca i menedżera rzuciła ponury cień na nieskazitelny wizerunek Leo. Przez lata rzesze fanów widziały w nim geniusza, który - szukając ratunku dla wykrytej w dzieciństwie choroby - schronił się w Barcelonie i z nawiązką spłaca dług wdzięczności.

Afera w urzędzie skarbowym w Barcelonie kosztowała Messiego 5 mln euro, ale media w Hiszpanii donoszą, że może kosztować kolejne 35 mln (ojciec, Jorge Messi, nie zapłacił podatków ze sprzedaży praw do wizerunku syna). Zdaniem największego hiszpańskiego dziennika ataki wymiotów, które dopadają piłkarza coraz częściej, nie są wynikiem tajemniczej choroby, ale stresu. Tak ponoć widzą to lekarze.

Jorge Messi uspokaja kibiców w ojczyźnie. Mówi, że stan zdrowia syna jest dobry, a zarzuty ukazujące się w prasie to nic więcej niż oszczerstwa. Sytuacja Leo nigdy nie była jednak tak trudna jak teraz, dodając do tego fatalny sezon Barcelony i kontuzje mięśniowe prześladujące geniusza.

"Nadszedł dzień Messiego" - krzyczały pierwsze strony tutejszych gazet, zapowiadając spotkanie z Bośnią i Hercegowiną. Leo zamieścił na Twitterze krótką wzmiankę, że na Maracanie nigdy nie grał i już nie może się doczekać. Uaktywnił się Maradona - radząc swojemu następcy, by odpowiadał krytykom wyłącznie na boisku. Gol Leo wprawił w ekstazę argentyńskich kibiców, także niepewnych formy kapitana drużyny. Do Rio de Janeiro zjechały ich dziesiątki tysięcy, zdominowali Rio. Ich ulubioną piosenką jest ta, która przekonuje gospodarzy mistrzostw, że Maradona był większym graczem od Pelego.

Nie chodzi im jednak o rozliczenia z przeszłością. Dwa największe kraje Ameryki Łacińskiej żyją teraz rywalizacją Messiego z Neymarem, spadkobierców największych futbolowych legend kontynentu. - Neymar to gracz znakomity, ale do Messiego brakuje mu tyle, ile Pelemu do Maradony - przekonuje sam Maradona. 53-letni Argentyńczyk skromny nie był nigdy. Błysnął jednak poczuciem humoru, opowiadając, że fani w Brazylii przyjmują go cieplej niż swojego "Króla". - O to zresztą nie trudno - zakpił. Faktycznie, relacje Pelego z rodakami są ostatnio wyjątkowo trudne.

W debacie na temat Messiego każdy ma swoje zdanie. Trener Argentyny Alejandro Sabella na konferencji po zwycięstwie nad Bośnią i Hercegowiną przekonywał, że jego gwiazdor ma już miejsce wśród największych w historii bez względu na to, co się wydarzy w tych mistrzostwach. Mówi szczerze czy stara się zdjąć presję ze swojego lidera? Wiadomo, że Messi najwygodniej czuł się w roli hołubionego dziecka.

Co tak naprawdę dzieje się z Leo? Gol z Bośnią nie znaczy, że gracz Barcelony zagrał wielki mecz. W pierwszej połowie wiele razy tracił piłkę, przegrywał dryblingi, niecelnie podawał. Jego głowa i nogi pracują wolniej niż kiedyś, jakby były obciążone jakąś tajemnicą. Tajemnicę trudno rozwikłać, zwłaszcza że Leo należy do ludzi chorobliwie zamkniętych w sobie. W szkole nauczycielka rozmawiała z nim poprzez koleżankę, bo tylko jej chłopak potrafił powiedzieć, co myśli i czuje. W reprezentacji Argentyny powiernikami Messiego są Aguero, Mascherano i Gago. Ta trójka ma dbać o to, by idol pozwolił poznać Sabelli swoje potrzeby. Nikt nie ma bowiem cienia wątpliwości, że komfort gracza z numerem 10 to fundament, na którym Argentyna powinna budować swój sukces.

Zobacz wideo

Tu zobaczysz najnowsze wyniki, tabele i terminarz mundialu

Piękne kibicki, zwycięstwa Szwajcarii i Fracji, czyli czwarty dzień na mundialu

Więcej o: