MŚ w piłce nożnej 2014. Eksperyment Sabelli stłamsił Messiego

Z drużyn, które w pierwszej fazie turnieju wybrały grę z trójką środkowych obrońców, najmniej przekonała Argentyna. Czy to przez to, że Sabella najpóźniej z tych selekcjonerów zdecydował się na zmianę ustawienia, gdy wszyscy spodziewali się doskonale im znanego 4-3-3, czy może po prostu zawiedli go wykonawcy? Wiemy jedno - to było bolesne 45 minut eksperymentu, zwłaszcza dla Messiego.

Raz jeszcze podkreślmy główny nurt taktycznych zapowiedzi mundialu - kluczowa miała być i jest równowaga. Dla Sabelli liczyło się to w eliminacjach, gdy główne ustawienie pozwalało nie tylko trójce ofensywnych graczy (Higuain, Messi, Aguero) na skuteczniejszą grę, ale też by odbywało się to bez negatywnego wpływu na defensywę. Jednak selekcjoner reprezentacji Argentyny upierał się, że jego decyzja nie wynikała wyłącznie z nieprzygotowania Higuaina do gry w pełnym wymiarze. - Nie mogę ich zdradzić publicznie - krył się ze swoimi powodami Sabella.

Z zazdrości o innych

Może więc zainspirowały go wcześniejsze spotkania mundialu? - To jest dobry turniej dla drużyn grających trójką obrońców - pisał Michael Cox, autor taktycznego bloga "Zonal Marking" - Meksyk, Holandia i Kostaryka wygrały swoje mecze, a Brazylia, Chile, Włochy i Wybrzeże Kości Słoniowej także zwyciężały, okazjonalnie nakazując defensywnym pomocnikom schodzić między środkowych obrońców.

Oczywiście w imponujących występach Meksyku, Holandii i Kostaryki są istotne różnice. Piłkarze Miguela Herrery sprawiali Kamerunowi olbrzymie problemy w bocznych strefach, chociaż teoretycznie to Kameruńczycy mieli tam przewagę liczebną. Zanim przeciwnicy odpowiedzieli własną zmianą ustawienia, Meksyk naprawdę powinien był prowadzić różnicą dwóch lub trzech goli.

Z kolei Holandia grała znacznie wyżej ustawioną linią obrony, stawiając na pressing w strefie środkowej. Podział indywidualnego krycia między środkowych obrońców długo sprawiał im problemy, ale zwłaszcza w drugiej połowie Indi, Vlaar i de Vrij spisywali się świetnie. Z kolei w ataku "wahadłowi" byli najaktywniejsi w rozegraniu, pozwalając omijać drugą linię mistrzów świata i atakować dośrodkowaniami. Z kolei Kostaryka grała przeciwko Urugwajowi ustawiona najbliżej własnej bramki, ale równie często angażując bocznych obrońców - świetny był zwłaszcza Gamboa współpracujący w ataku z Campbellem i Ruizem.

Z zazdrości o Maradonę

Powody mogły być również czysto historyczne i, gdyby było w tym choć ziarno prawdy, trudno byłoby dziwić się Sabelli, że nie chciał ich zdradzić. Oto w roku ostatniego triumfu Argentyny na mistrzostwach świata jego były szkoleniowiec z Estudiantes, Carlos Bilardo, zdecydował się na nieoczekiwaną zmianę ustawienia przed meczem ćwierćfinałowym z Anglią. Jego piłkarze z Diego Maradoną na czele byli zdziwieni, pytali, czy to nie przez pomyłkę wymienił trzech środkowych obrońców. Jednak Bilardo zależało na uwolnieniu jego jedynego geniusza w składzie od twardo grających stoperów rywali. - Przeciwko Anglii nie można wystawić prawdziwego napastnika - upierał się wtedy selekcjoner Argentyny. Co było dalej, doskonale pamiętamy, a dziś można wspominać popis Maradony na trwającym dziesięć minut skrócie, w którym zawarty jest choćby jego legendarny drybling od połowy boiska.

 

Kwestia tego, że tamta akcja bramkowa nie była jedyną, którą wielki Diego rozpoczął ze strefy środkowej. On specjalnie schodził nawet pod własnych obrońców, by szybciej otrzymać piłkę i rozpędzając się, atakować rywali. Przed mundialem w Brazylii porównania między Maradoną i Messim dotyczyły głównie ich wieku, bycia kapitanem reprezentacji i oczekiwań narodu - czy może Sabella chciał również dodać do tego aspekt taktyczny?

Najważniejsi grają na boku

To się nie udało, lecz nie tylko przez kiepsko i zdecydowanie zbyt indywidualnie grającego Messiego. Często otoczony przez dwóch czy nawet trzech przeciwników miał ograniczone pole manewru, nawet jeśli mogło się wydawać, że jego koledzy mają przez to więcej miejsca. Jednak Rojo i Zabalecie brakowało takiego automatyzmu, jak w przypadku cofniętych skrzydłowych, wahadłowych czy po prostu bocznych obrońców Meksyku, Holandii i Kostaryki. Zresztą mówiąc o sukcesie lub niepowodzeniu ustawienia 5-3-2 (tudzież 3-5-2, ale uwierzcie - to temat na osobną taktyczną debatę i te mistrzostwa jeszcze się jej doczekają), nie sposób nie wspomnieć o zawodnikach ze stref bocznych.

Daley Blind był obok Robbena i Van Persiego najlepszym zawodnikiem pierwszego hitu mundialu, zaliczył dwie piękne asysty i generalnie potwierdził pochlebne recenzje z Eredivisie. Aguilar i Layun byli największym zagrożeniem Meksyku, a o zaangażowaniu Gamboi z Kostaryki już było. Warto jednak wspomnieć o innych reprezentacjach, które czasowo szukały rozwiązania z trójką obrońców z zaangażowaniem w tej roli defensywnego pomocnika - Aurier również zaliczył dwie asysty, bo mógł swobodnie atakować po prawej stronie, a Evra w meczu Francuzów miał najwięcej podań kluczowych, co odzwierciedlało jego dosyć wysokie ustawienie. - Trzech defensorów wystawia się nie po to, by zyskać dodatkowego napastnika, ale po to, aby mieć dodatkowego pomocnika - tłumaczył niegdyś Alberto Zaccheroni, obecny selekcjoner reprezentacji Japonii, i niekoniecznie mówił o przewadze w strefie środkowej.

Dwie Argentyny Sabelli

Jednak gdy to Messi miał piłkę, Zabaleta i Rojo rzadko atakowali przestrzeń w bocznych sektorach. Ich wspólny dorobek z całego meczu z Bośnią i Hercegowiną to ledwie jeden strzał, jedno kluczowe podanie i jeden drybling - dosyć marnie, jak na przewagę Argentyny zwłaszcza w pierwszej połowie. Sabella słusznie ocenił, że Messiemu może pomóc, dodając w przerwie napastnika - dzięki temu kapitana atakowało mniej rywali, a i on miał więcej wariantów podań w okolice pola karnego przeciwników. Kombinacja z Higuainem przy drugim golu Argentyny idealnie tę zależność obrazuje.

O Sabelli można więc powiedzieć, że błąd popełnił, w pierwszej kolejności decydując się na zmianę systemu, choć przecież mógł za Higuaina wstawić Lavezziego lub Palacio i liczyć, że oni napastnika Napoli zastąpią. Jednak trzeba docenić to, że nawet przy (szczęśliwym) prowadzeniu do przerwy postawił na zdecydowaną korektę, wprowadzając dwóch piłkarzy. O eksperymencie pewnie szybko nie pozwolą mu w kraju zapomnieć, ale i on sam teraz wie, że takie rozwiązanie wymaga kolejnych testów - może wróci do 5-3-2 w ćwierćfinale, gdy te związki z turniejem z 1986 roku będą jeszcze mocniejsze. Na dziś więcej szans na mistrzostwo Argentyna ma, grając tak jak po przerwie.

Piękne kibicki, Asterix i Obelix na trybunach, czyli czwarty dzień mundialu na zdjęciach

 

źródło: Okazje.info

Reprezentacja Argentyny na Mundialu w Brazylii:
Więcej o: