Mistrzostwa świata w piłce nożnej 2014. Argentyna wzięła Copacabanę! [ZDJĘCIA]

Maradoński Ruch Wyzwolenia przybył do Rio de Janeiro z wielką flagą i portretem swojego idola. Najlepsi, a przynajmniej najgłośniejsi kibice świata wzięli szturmem Copacabanę, wyśpiewując o tym, żeby Brazylijczycy nie robili sobie żadnych nadziei, bo Maradona i tak jest lepszy niż Pele - donosi z Brazylii korespondent Sport.pl i ?Gazety Wyborczej? Dariusz Wołowski.

Grupa reprezentująca gospodarzy odpowiedziała im pieśnią o narodowej dumie, brzmiąc jednak jak na swoją liczebność mniej przekonująco. Fanfest na plaży w Rio, gdzie setki tysięcy fanów różnych barw i przekonań tworzą niezwykłą futbolową mieszankę, to serce mundialu. Ocean, największe boisko świata, noc i plaża tworzą krajobraz rajski dla piłki.

Poobsiadali knajpki przy Avenida Atlantica jak motyle. Szeroką jezdnią krążyły stare autobusy z flagami Argentyny, które zabierały na krótką przejażdżkę każdego, kto chciał zaczerpnąć atmosfery. W tłumie dominował numer 10, z którym dziś na Maracanę wyjdzie wielki idol Leo Messi, ale da się wyczuć, że wciąż jest jeszcze traktowany w ojczyźnie jak śmiertelnik. Gracz Barcelony to nadzieja Argentyny, "Pelusa" jest żywą legendą.

- Sochaczew - powiedział jeden z kibiców, gdy po krótkiej rozmowie dowiedział się, skąd pochodzę. Pracował kiedyś w Hanowerze, gdzie poznał Polaków, którzy nauczyli go kilku słów w swoim języku i, o dziwo, nie dominowały wśród nich przekleństwa. Argentyńczycy przyjechali do Rio, wierząc, że ich drużyna osiągnie szczyt. Nie chodzi tylko o Messiego, którego forma jest niewiadomą, jako atuty swojej drużyny wymieniają Kuna Aguero i Angela Di Marię.

Do strefy kibica kolejka była długa. Ludzie szli w strojach kąpielowych, na bosaka. Niektórzy nieśli piłki, by przed wielkim ekranem pożonglować lub porzucać do siebie. Nie było to łatwe, bo ścisk ogromny. Nad głowami fanów przeciągnięto linę, można na niej przejechać, oglądając plażę, ocean i tłumy z lotu ptaka.

Podczas meczu Urugwaj - Kostaryka rzesze ludzi zdało sobie sprawę, że mistrzostwa to poważna sprawa. Argentyńczycy, którzy czują się faworytem w dzisiejszym starciu z Bośniakami na Maracanie, zobaczyli na własne oczy jak mała, futbolowa nacja bije czwarty zespół mistrzostw w RPA. - Wcale nas to nie cieszy. Cieszyć nas będą porażki Brazylii. Urugwaj jest obojętny - tłumaczył jeden z Argentyńczyków. Zszokowani byli też Brazylijczycy. Urugwaj uważają za wielką drużynę. Cztery lata temu Urugwaj zajął najlepsze miejsce z krajów Ameryki Płd., wygrał ostatnią edycję Copa America. Rzeczywiście po kolejnych golach Kostaryki nie narastała radość, ale zdumienie.

Podczas meczu Włochy - Anglia Argentyńczycy mieli godnego rywala. Przynajmniej w knajpce, w której oglądałem mecz. Ci kibice z Wysp, dla których wyjazd do Manaus okazał się za drogi (jeden z nich twierdził, że z biletem byłoby to 4 tys. funtów), oglądali debiut swojej kadry na Copacabanie. Anglicy byli głośni, chwilami głośniejsi niż Argentyńczycy trzymający kciuki za Włochów. Gol Daniela Sturridge'a był ich momentem triumfu, kiedy wyrzucili z siebie ryk i dziesięć słów na sekundę. Wstali z miejsc, wyszli na środek i - zasłaniając innym ekran - zaśpiewali, a raczej zawyli coś o wielkim zwycięstwie. Zwycięstwa nie było, nie było nawet remisu, triumfowali Włosi, a na Copacabanie kibicujący im Argentyńczycy. Tłum znów poderwał się, ruszył swoim szlakiem, wielu ludzi poszło wprost na boiska na plaży, by natychmiast wyładować swoje emocje na piłce. Potem kąpiel w oceanie i znów zabawa. Plaża, ciepła noc, światło Księżyca - z pewnością było im przyjemniej niż w tropikach amazońskiej dżungli.

Tak kibice na świecie oglądają MŚ 2014 [AKTUALIZUJEMY ZDJĘCIA]

Więcej o: