Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2014. Neymar i paradinha

Rzecz jasna czwartkowego karnego dla Brazylii być nie powinno. To, że Neymar strzeli nie było jednak oczywiste - pisze Michał Okoński, dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" i autor bloga "Futbol jest okrutny".

Jest sto powodów, dla których można podziwiać występ Neymara w meczu z Chorwacją. Dorzućmy sto pierwszy.

W 2010 r., niedługo przed mistrzostwami świata w RPA, Międzynarodowa Rada Piłkarska (IFAB) postanowiła zmienić przepis o wykonywaniu rzutów karnych. Piłkarskie ciało ustawodawcze, w którym cztery głosy mają "ojcowie założyciele" futbolu, czyli federacje brytyjskie, a cztery głosy FIFA, orzekło, że tzw. paradinha ("małe stop"), polegająca na tym, że zawodnik podbiegający do piłki ustawionej na jedenastym metrze zatrzymuje się tuż przed nią, czeka, aż bramkarz rzuci się w któryś róg, po czym dopiero wtedy strzela w drugi, jest w gruncie rzeczy nie fair - i jako zachowanie niesportowe powinna być karana żółtą kartką. Co ciekawe, przepis zmieniono w ogromnej mierze na skutek sztuczek samego Neymara.

 

Niby subtelna zmiana (można zwalniać w trakcie rozbiegu, co wczoraj brazylijski gwiazdor uczynił, ale po jego zakończeniu już nie), a miała ogromny wpływ na gwiazdę Brazylijczyków: po zmianie przepisów spudłował cztery z ośmiu kolejno wykonywanych jedenastek, niektóre w sposób naprawdę malowniczy.

 

W czwartek dźwigał więc na barkach nie tylko odpowiedzialność za wynik meczu i za poprawę fatalnych ostatnio nastrojów brazylijskiego społeczeństwa: odpędzał także własne demony. Udało mu się, choć Pletikosa rzucił się w dobrą stronę, i choć statystycy wskazują, że zwalnianie podczas rozbiegu również bywa zwodnicze.

Początek wielkiego piłkarskiego święta! [ZDJĘCIA]

Vlogerzy Sport.pl:

 
Więcej o: