Mistrzostwa świata w piłce nożnej 2014. Modrić trzyma się ziemi przed meczem Brazylia - Chorwacja

Gdyby Chorwacja miała takich obrońców, jak ma rozgrywających, wymienialibyśmy ją wśród faworytów mundialu. Przed meczem otwarcia o najlepszym spośród Chorwatów pisze Michał Okoński, dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" i autor bloga "Futbol jest okrutny".

Pierwszy mecz mundialu Brazylia - Chorwacja już dziś o 22 - Relacja Z Czuba i Na Żywo na Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE na smartfony >>

Takich przypadków będzie na tym turnieju więcej - żeby sięgnąć po przykład najoczywistszy: Cristiano Ronaldo, który w pojedynkę doholował Portugalczyków na mistrzostwa (pamiętacie jego wyczyny w trakcie play-offów, inspirowane dodatkowo rywalizacją ze Zlatanem Ibrahimoviciem?). Przypadków drużyn skupionych wokół jednej wybitnej indywidualności, które w związku z tym, że piłka jest jednak grą zespołową - zbyt wcześnie odpadają.

Chorwacki Cruyff

Luka Modrić mówi dziennikarzom, że jeśli Chorwaci wywalczą awans z grupy, to mogą zajść naprawdę daleko, bo jako grupa indywidualności potrafią dużo więcej niż przed dwoma laty. Mam jednak wrażenie, że mówi przede wszystkim o sobie i o przechodzącym właśnie z Sewilli do Barcelony Rakiticiu. Niezależnie od tego, jak świetny sezon miała ta dwójka, niezależnie od marki, jaką wyrobił sobie w Bayernie Mandżukić (z Brazylią nie zagra, zawieszony za kartkę z baraży), tacy piłkarze jak Czorluka, Pranjić czy Pletikosa najlepsze lata kariery mają już za sobą, a historia występów Chorwacji na wielkich turniejach - po fenomenalnym debiucie na mundialu w 1998 r. - jest historią rozczarowań.

Sam Modrić pamięta zarówno mistrzostwa z 2006 r. (jako dwudziestoletni młokos zagrał w ich trakcie dwa mecze, Chorwaci nie zdołali wyjść z grupy), jak gorycz przegranych eliminacji do kolejnego mundialu. W 2008 na Euro grali wprawdzie w ćwierćfinale, ale odpadli po karnych z Turcją; w 2012 r. w potwornie silnej grupie musieli oddać pierwszeństwo Hiszpanom i Włochom.

To wtedy, sześć lat temu, Modricia wybrano do jedenastki turnieju i zaczęto porównywać do Cruyffa. Wcześniej był popis gry na Wembley, w eliminacjach, które kosztowały posadę trenera Anglików, Steve'a McClarena - a w ślad za nim transfer do Tottenhamu. Z dzisiejszej perspektywy nie chce się wierzyć, że byli tacy, którzy sądzili, że wydanie 16 milionów funtów na takie chuchro wiąże się z jakimkolwiek ryzykiem.

Rzecz w tym, że w następnych latach Modrić spłacił się z nawiązką, podobnie w przypadku kolejnego transferu - tym razem za 33 milionów funtów - do Realu Madryt. Zasięg i dokładność jego podań - często wyglądających na nonszalanckie, ale przecinających linie, w które ustawiają się rywale, z precyzją skalpela - okazała się jedną z najlepszych w Europie. A przecież jego kunszt ( opisywany już zresztą na stronach Sport.pl ) nie ogranicza się wyłącznie do podań: znaki firmowe Modricia to również drybling albo po prostu prowadzenie piłki, krótko przy nodze - umożliwiające przeniesienie akcji ze strefy obronnej do strefy ataku. Albo umiejętność zastawienia się i utrzymania równowagi w starciu z masywniejszymi zwykle przeciwnikami (sekretem jest tu ponoć nisko zawieszony środek ciężkości, dzięki któremu Chorwat nie daje się przewrócić). Oraz arsenał talentów czysto już defensywnych, jak wślizg, odbiór czy przechwyt, imponujący u zawodnika, którego główną zaletą jest przecież kreatywność.

Dyrygent uniwersalny

O Carlo Ancelottim - człowieku, który w Realu zaufał Modriciowi szybciej i chętniej niż Jose Mourinho - mówiono przed laty, że słynny trener Milanu Niels Liedholm postanowił ściągnąć go do klubu, kiedy zobaczył, jak nosi babci wiadra z mlekiem. "Dobry pomocnik to taki, który oddaje się do dyspozycji innych" - tłumaczył Liedholm, ale dziś brzmi to jak opowieść o liderze Chorwatów - liderze, nieustannie pokazującym się kolegom do gry nie po to, by ją sobie podporządkować - raczej po to, by stworzyć taką możliwość innym. Jako piłkarz drugiej linii może grać właściwie wszędzie: i jako klasyczna "dziesiątka", i jako cofnięty rozgrywający w stylu Andrei Pirlo, i jako schodzący do środka boczny pomocnik. Już kiedy jechał na pierwszy mundial, ówczesny selekcjoner Chorwacji Zlatko Krajnczar wychwalał jego zdolności "organizacyjne" - co oznaczało, że Modrić jest świadom innych zadań, niż tylko stwarzanie kolegom sytuacji strzeleckich. Gdyby chcieć użyć metafory dyrygenta, należałoby powiedzieć, że potrafi poprowadzić każdą orkiestrę w każdym repertuarze: Schonberga tak samo, jak Mozarta, Bacha czy Orlando di Lasso.

Skąd się taki wziął? W piłkę zaczynał grać w kraju odczuwającym jeszcze skutki wojny, która spowodowała, że jako sześciolatek musiał wraz z rodziną opuścić teren zagrożony działaniami militarnymi (ojciec zresztą poszedł do wojska, a dziadek został zabity). Mówi, że w dzieciństwie nie był świadom okropności konfliktu: jako uchodźca szybko trafił do Zadaru, gdzie zaczął ganiać za futbolówką po betonowych parkingach. Prezes jego pierwszego klubu wspomina, że tak właśnie usłyszał o nim po raz pierwszy: jako o dzieciaku, który obija piłkę o ścianę między samochodami, przyjmując ją i kiwając się z wyimaginowanymi jeszcze rywalami.

Wkrótce trafił pod skrzydła Tomislava Basicia, którego zaufanie do młodego Luki okazało się decydujące w czasach, gdy inni szkoleniowcy uznawali, że jest za mały i za słaby (gdy Basić zmarł, na kilka dni przed meczem Realu z Schalke, Modrić opuścił Madryt, by wziąć udział w uroczystościach pogrzebowych). Później, już jako młody zawodnik Dynama Zagrzeb, został wypożyczony do położonego w Hercegowinie Mostaru - po latach opowiadał, że piłkarz, który poradził sobie w słynącej z ostrej gry lidze bośniackiej, poradzi sobie wszędzie.

 

Mistrz podań przedostatnich

Ostatni rok był dla niego niewątpliwie najlepszy w karierze. Wygrał Ligę Mistrzów i Puchar Króla. Miał ważne asysty, a nawet - wciąż zbyt rzadko - gole. Celnie podawał 1808 razy (podaję tę liczbę chętniej niż liczbę asyst, w przekonaniu, że rola Modricia polega przede wszystkim na posyłaniu podań przedostatnich). Grał pierwsze skrzypce w największym klubie świata. Powinien być nasycony.

Sam twierdzi jednak, że tamten sezon zostawił już za sobą. Krótki urlop pozwolił mu się zresetować i zacząć myśleć o futbolu od nowa - tym razem w kategoriach mundialowych. To, co go czeka w starciu z Brazylią, wiąże się - jak zwykle w przypadku tego gracza - raczej z ekscytującym wyzwaniem niż paraliżującą presją. Luka Modrić (czy chodzi o wspomniany już środek ciężkości?) trzyma się twardo ziemi: przewrócić go równie trudno, jak pozbawić trzeźwości myślenia. Mówi, że pomysł na starcie z gospodarzem turnieju polega na jak najdłuższym byciu przy piłce - tak, by nie pozwolić zepchnąć się do obrony. I że sytuacja w której nikt na Chorwatów nie stawia, jest dla nich korzystna. Czy mundial zacznie się od niespodzianki?

Zobacz wideo

Przedostatni test Brazylii przed MŚ - na stadionie święto, a pod nim "FIFA go home" i palone flagi narodowe >>

Więcej o: