MŚ 2014. Ukraina gra o drugie życie

- Dla nas to mecz o życie - zapowiada Mykoła Fomienko, trener reprezentacji Ukrainy. - Ale przecież o życie graliśmy z Anglią - przypomnieli dziennikarze. - No, to teraz o drugie życie - stwierdził selekcjoner. Mecz Ukrainy z Polską w piątek o 20 - Relacja Z Czuba i Na Żywo na Sport.pl.

Dla Ukraińców Polska jest ostatnim trudnym rywalem w eliminacjach do mistrzostw świata w Brazylii. Jeśli wygrają, to tylko kataklizm mógłby pozbawić ich drugiego miejsca, jakie teraz zajmują, bowiem rywalizację w grupie H zakończą spotkaniem z San Marino, któremu niedawno strzelili dziewięć goli. - Awans do baraży zależy tylko od nas - uważa Anatolij Tymoszczuk, kapitan reprezentacji i zarazem jedyny jej zawodnik występujący poza Ukrainą (w Zenicie Sankt Petersburg). Jeśli też inne mecze zakończą się dla nich korzystnie, mogą wygrać grupę i zakwalifikować się na mundial bezpośrednio.

Jeszcze tydzień temu nastroje na Ukrainie były złe. Pojedynek w Charkowie miał się odbyć bez kibiców. FIFA w ten sposób ukarała federację za rasizm kiboli oraz nacjonalistyczne i faszystowskie symbole na trybunach stadionu we Lwowie podczas meczu z San Marino. Jednak po interwencji Anatolija Końkowa, prezydenta ukraińskiego związku, i wiceprzewodniczącego UEFA Ihora Surkisa kara została zawieszona. - To świetna wiadomość, bo przecież w piłkę gra się dla kibiców. Nie bez powodu nazywamy ich 12. zawodnikiem - podkreśla Fomienko. A naturalizowany Brazylijczyk Edmar - on też przyczynił się do zawieszenia kary, oświadczając, że nie czuł się obiektem rasistowskich ataków we Lwowie - jest zdania, że dzięki wsparciu 38 tys. ludzi Ukraina zagra jeszcze lepiej niż zwykle.

Kolejna dobra wiadomość dla trenera to sytuacja kadrowa. Żaden z kluczowych graczy nie musi pauzować za kartki ani nie jest kontuzjowany. Fomienko powołał nawet 23-letniego Romana Bezusa z Dynama Kijów, który miał arytmię serca i był operowany. Mimo że Bezus nie rozegrał po zabiegu ani jednego spotkania, przyjechał na zgrupowanie. - Lekarze wydali zgodę, więc Roman jest z nami. Jest w stanie sam zmienić losy spotkania - tłumaczy selekcjoner.

Ukraińscy dziennikarze podkreślają, że reprezentanci są w bardzo wysokiej formie. Już dawno nie zdarzyło się, żeby w klasyfikacji snajperów trzy czołowe miejsca zajmowali reprezentanci kraju. Marko Dević z Metalista Charków w 12 spotkaniach zdobył 13 goli, Jewhen Selezniow z Dnipra Dnipropietrowsk ma siedem, a jego kolega klubowy Roman Zozulia o jednego mniej. Dwie bramki dla Dynama Kijów w ostatniej kolejce strzelił Andrij Jarmołenko, w wysokiej formie jest inna młoda gwiazda Jewhen Konoplianka. Jedyna nowa twarz w kadrze to pomocnik Zarii Ługańsk Dmytro Homczenowskij.

Selekcjoner tradycyjnie bardzo oszczędnie wypowiada się o przeciwnikach. Zapytany o Polskę stwierdził kurtuazyjnie, że to silna drużyna, która będzie chciała się zrehabilitować za porażkę w Warszawie 1:3. Jego zdaniem ostatnie słabsze występy biało-czerwonych w eliminacjach nie mają znaczenia, bo i tak wszystko zależy od dyspozycji dnia. Dziennikarze podkreślają jednak słabą grę polskiej defensywy w pojedynku z Czarnogórą. - Moje przemyślenia na ten temat przekażę moim zawodnikom - uciął dyskusję Fomienko.

Edmar powiedział Sport-Expressowi, że najbardziej obawia się Lewandowskiego i doprecyzował: - Mam na myśli Roberta, tego z Dortmundu, a nie Mariusza ze Sewastopola. Choć doświadczenie i umiejętności tego drugiego Polsce się przydadzą.

Zobacz wideo
Więcej o: