Puchar Konfederacji. Hiszpanie zasłużą na caipirinhę?

Przed półfinałem Pucharu Konfederacji z Włochami wybuchła afera, jakiej drużyna Vicente del Bosque nigdy nie doświadczyła.

Pewne jest tylko to, że po grupowym zwycięstwie z Urugwajem sześciu hiszpańskich piłkarzy okradziono. Z pokoi znikło kilka tysięcy euro, policję zawiadomił stoper Barcelony Gerard Piqué.

Resztę dopowiedzieli dziennikarzom brazylijskiego giganta medialnego "Globo" pracownicy hotelu. Podobno wieczorem przed kradzieżą mistrzowie świata i Europy wynajęli grupę muzyczną, zaprosili kilka kobiet, do 1 w nocy popijali piwo i caipirinhę (koktajl z brazylijskiej wódki - cachaçy), potem grali w rozbieranego pokera. Później wszyscy poszli do pokojów. Gdy się obudzili, nie było ani kobiet, ani pieniędzy. "Globo" w tekście "Seks, kłamstwa i kasety wideo" twierdzi, że kamery nad ranem zarejestrowały wychodzące z hotelu kobiety.

Historia brzmi sensacyjnie, bo na wygranych mistrzostwach Europy (2008 i 2012) i świata (2010) hiszpańscy piłkarze zachowywali się wzorowo, nikt nigdy nawet nie zasugerował, by na zgrupowaniach dochodziło do balang. Federacja "kategorycznie" zaprzeczyła rewelacjom, które "uderzają w reputację piłkarzy, ich rodzin i przyjaciół". Piqué i Jordi Alba nazwali je "całkowitymi kłamstwami".

Niezależnie od tego, czy "Globo" pisze prawdę, ta historia może się odbić na faworytach Pucharu Konfederacji.

Holendrzy do dziś uważają, że mecz o złoto mundialu w 1974 r. przegrali nie z reprezentacją Niemiec, ale z "Bildem", który w przededniu finału opublikował tekst "Cruyff, szampan i nagie dziewczyny". Brukowiec twierdził, że piłkarze zaprosili do hotelu prostytutki i urządzili libację nad basenem, którą wszyscy skończyli na golasa. Według Holendrów "Bild" przekupił hotelową ochronę, zapłacił prostytutkom, by zdjęły kostiumy i wskoczyły do basenu, obok którego odpoczywali piłkarze. Wtedy powstały zdjęcia "balangujących" piłkarzy. "Bild" nigdy ich nie opublikował, ale w artykule groził, że może to zrobić. Johan Cruyff, najlepszy wówczas piłkarz świata, noc poprzedzającą finał spędził na przekonywaniu żony, że niemiecki brukowiec kłamie. - Tamta noc nas zmieniła, poczuliśmy presję i stres, partnerki bez przerwy do nas dzwoniły - wspomina obrońca Arie Haan. W finale Holendrzy prowadzili od drugiej minuty, ale przegrali 1:2.

- Nie wiem, czy częścią strategii Brazylijczyków jest próba zdestabilizowania Hiszpanii kłamstwami, ale jestem przekonany, że ta historia nie będzie miała na nas wpływu - zapewnia stoper Sergio Ramos. Mistrzowie świata mogą się zmierzyć z gospodarzami Pucharu Konfederacji w finale, o spokoju mogą zapomnieć. Dwa dni temu lokalne "Diário do Nordeste" napisało, że po niedzielnym spotkaniu z Nigerią zawodnicy del Bosque ruszyli w miasto, do hotelu wrócili z prostytutkami. Gdy ochroniarze nie wpuścili kobiet do hotelu, wściekli piłkarze zaczęli wyrzucać przez okno piloty od telewizorów i kostki mydła.

Mimo kłopotów Hiszpanie są zdecydowanym faworytem dzisiejszego półfinału. Bukmacherzy za ich zwycięstwo płacą 1,4 euro za jedno postawione, gdyby w finale zagrali Włosi - aż 7,5. Nie chodzi tylko o to, że Hiszpanie nie przegrali z Italią trzech meczów o punkty z rzędu, a rok temu rozbili ją 4:0 w finale ME.

Najgroźniejszy napastnik Mario Balotelli uszkodził udo i wrócił do Włoch, lider środka pola Andrea Pirlo przez ostatnie dni leczył kontuzję łydki. Jakby tego było mało, drużyna Cesare Prandellego straciła w fazie grupowej aż osiem goli. Więcej niż pozostali półfinaliści razem wzięci (sześć).

Ale Włosi mogą przecież liczyć, że głowy hiszpańskich piłkarzy bardziej niż meczem będą zajęte hotelowymi aferami.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS , na Androida i Windows Phone

Więcej o: