Piłka nożna. Ukraińscy oligarchowie znudzeni futbolem

W piątek, kiedy Polska zmierzy się z Mołdawią, odrodzona reprezentacja Ukrainy zagra na wyjeździe z prowadzącą w grupie H Czarnogórą. W mediach więcej niż o sbornej pisze się o wielkich kłopotach klubów, także czołowych.

Tematem numer jeden w sportowych mediach są obecnie licencje dla klubów. W Polsce prawa gry w ekstraklasie odmówiono Polonii Warszawa, na Ukrainie podobny los spotkał siódmy w lidze Kriwbas Krzywy Róg. W obu przypadkach powodem są problemy finansowe. Z tego powodu drużyna nie pojechała na ostatni mecz w sezonie. Dopiero wtedy ujawniono, że piłkarze od pół roku nie dostawali pensji, zaś w ośrodku treningowym od kilku miesięcy nie ma prądu i ciepłej wody.

Kłopoty ma też m.in. Wołyń Łuck, Karpaty Lwów już ogłosiły, że zwalniają z kontraktów wszystkich piłkarzy i radykalnie odmładzają kadrę, podobne działania zapowiada Czornomorec Odessa. Według ukraińskich mediów to dopiero początek kryzysu, który dotknął tamtejszą piłkę. Według nich przynajmniej sześć z 16 klubów ekstraklasy powinno zostać z niej usuniętych.

Problemy dotknęły nawet potentata, jakim jest Dnipro Dniepropietrowsk. Drużynie, która zajęła czwarte miejsce w ekstraklasie, grozi wykluczenie z Ligi Europy. Jednak ukraińska federacja podchodzi do licencji znacznie liberalniej niż polski związek i dała jej warunkową licencję, bo - jak tłumaczy - stara się chronić interesy swoich klubów. Nawet tak zadłużonych jak Dnipro. A przecież jego właścicielem jest Ihar Kołomojski, jeden z najbogatszych Ukraińców. Jego majątek szacowany jest na 2,5 mld dol.

Jeszcze rok temu firmy należące do Kołomojskiego utrzymywały Dnipro, Kriwbas, Wołyń i Arsenał Kijów, pomagały też Karpatom i Dynamu Kijów. Dziennikarze spekulowali, że w razie potrzeby pomagają sobie, oddając punkty, a zawodnicy za wygrane w derbach nie dostają premii. Drugą grupę tworzyły zespoły z puli najbogatszego Ukraińca Rinata Achmetowa, czyli Szachtar Donieck, Ilczywiec Mariupol, Zaria Ługańsk, Czornomorec Odessa i Metalurg Donieck.

UEFA zabrania posiadania udziałów w dwóch klubach z tej samej ligi, ale na Ukrainie radzono sobie z tym poprzez podstawione firmy lub ludzi. Tak było w Arsenale, Wołyniu i Kriwbasie, w których rządzili wspólnicy Kołomojskiego. Ten zakręcił jednak kurek z pieniędzmi. A dawał sporo, bo budżety Wołynia i Kriwbasa przekraczały 10 mln dol., zaś w Dniprze wydawano ponad cztery razy więcej.

Dlaczego oligarcha z Dniepropietrowska zaprzestał finansowania piłkarzy z Łucka, Krzywego Rogu i ograniczył w swoim rodzinnym mieście? Pierwsza przyczyna to podobno znudzenie futbolem. Czasy, w których wśród bogatych Ukraińców modne było posiadanie klubu piłkarskiego, już minęły. Swoje zrobił też kryzys ekonomiczny. - Bogaci ludzie już nie mogą pozwolić sobie na takie wydatki. Stać na to tylko bardzo bogatych - mówił w jednym z wywiadów współpracownik Kołomojskiego. Swojego szefa zaliczył do tych pierwszych. Dziennikarze piszą, że znudziła mu się piłka, bo przegrał rywalizację z ludźmi z Doniecka skupionymi wokół Achmetowa. Czarę goryczy przelało zmuszenie do rezygnacji po Euro 2012 Hrihorija Surkisa, prezesa ukraińskiej federacji piłkarskiej, najbliższego współpracownika Kołomojskiego.

Dlatego Dnipro, sztandarowy klub oligarchy, wpadł w wielkie kłopoty. Drużyna prowadzona przez Hiszpana Juande Ramosa zakończyła rozgrywki na czwartej pozycji, za Szachtarem, Metalistem Charków i Dynamem. Wykluczenie z Ligi Europy grozi jej głównie z powodu stadionu. Oddana do użytku w 2008 r. Dnipro Arena miała być pierwszym nowoczesnym obiektem na Euro. Mistrzostw jednak w Dniepropietrowsku nie było, bo miasto nie spełniało innych wymogów, m.in. dotyczących infrastruktury. Wykonawca obiektu, niemiecka firma Hochtief Solutions, twierdzi, że klub jest jej winny jeszcze 11 mln euro. Wygrała proces przed wiedeńskim sądem arbitrażowym, a czas na uregulowanie zaległości minął 31 maja. Sprawa została zgłoszona do UEFA, dlatego na Ukrainie oczekują komunikatu o sankcjach wobec Dnipra. Jego szefowie tłumaczą, że nigdy nie mieli tyle pieniędzy, choć w dwóch ostatnich sezonach klub wydał na transfery 50 mln euro. Kołomojski twierdzi, że zapłacił już 40 mln euro zapisane w kontrakcie z Hochtief Solutions i więcej nie zamierza. Ratunkiem może być sprzedaż Jewhena Konopljanki, lecz na razie nie ma chętnych na młodą gwiazdę ukraińskiej piłki wycenianą na 15 mln euro.

To wszystko zepchnęło w cień reprezentację Ukrainy przygotowującą się do kolejnego meczu o życie. Poprzedni - z Polską - wygrała, zachowując szansę na czołowe miejsce w grupie. W piątek gra z Czarnogórą, liderem grupy H. Ma to być rewanż za porażkę w Kijowie 0:1 w październiku ubiegłego roku. Ukraińcy tracą do gospodarzy sześć punktów. W ostatnim sprawdzianie zremisowali w niedzielę bezbramkowo na kijowskim stadionie z Kamerunem. Grą nie zachwycili, lecz trener i piłkarze nie tracą optymizmu. - Gole zachowaliśmy dla Czarnogóry - podsumował selekcjoner Myhajło Fomenko.

Grupa H. Piątek: Mołdawia - Polska; Czarnogóra - Ukraina

1. Czarnogóra 6 14 14-3

2. Anglia 6 12 21-3

3. Polska 5 8 11-6

4. Ukraina 5 8 6-4

5. Mołdawia 6 4 3-10

6. San Marino 6 0 0-29

6 września: Ukraina - San Marino; Anglia - Mołdawia; Polska - Czarnogóra.

Na mundial awansują zwycięzcy dziewięciu grup. Osiem najlepszych zespołów z drugich miejsc zagra baraże. Przy równej liczbie punktów o miejscu decyduje bilans bramkowy.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live https://itunes.apple.com/pl/app/id610295240?mt=8">na iOS i na Androida

Więcej o: