Robert Lewandowski dla Sport.pl: Niemoc skończy się w marcu

- Rywalizacja w ataku reprezentacji mogłaby być większa, nie mamy też rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia, który za napastnikiem grałby od dziecka - mówi Sport.pl Robert Lewandowski.

Robert Błoński: W Bundeslidze strzelasz seriami, w reprezentacji zamieniasz się w karabin bez naboju. Bramki nie zdobyłeś od inauguracji Euro 2012 z Grecją - to już dziewięć meczów, 792 minuty. W Niemczech właśnie zdobyłeś 14. bramkę w sezonie i z Mario Mandżukiciem z Bayernu prowadzisz w klasyfikacji strzelców.

Robert Lewandowski: Mnie też męczy ta seria. Trwa za długo. Mogę mieć asysty, za faule na mnie możemy zyskiwać karne [tak stało się w Czarnogórze - przyp. autora], ale jako napastnik i tak zawsze będę rozliczany z goli. Mam nadzieję, że liczenie minut skończy się w marcu, w najważniejszym momencie, czyli meczach o punkty z Ukrainą i San Marino. Nikt jednak nie może zarzucić mi braku zaangażowania. Biegam, staram się, wychodzę do podań. W Dublinie wreszcie miałem okazje do strzelenia bramki; wcześniej zdarzało się, że kończyłem mecze nawet bez nich.

Natomiast w Bundeslidze chcę powalczyć o koronę króla strzelców.

W kadrze nie masz konkurenta do gry w ataku. Sobiech, Milik, Piech, Teodorczyk to nie ten poziom.

- Nie uważam się za takiego pewniaka, bym mógł sobie pozwolić nie starać się na treningach. Mecze kadry są dla mnie wyjątkowe, inne niż w klubie. Od bodaj pięciu lat nie opuściłem zgrupowania. Bolało czy nie - przyjeżdżałem i grałem. Nigdy sobie nie odpuszczam, zawsze staram się pomagać, pracuję dla drużyny. Naprawdę wierzę, że w marcu strzelę gole, które dadzą nam punkty.

Rzeczywiście, rywalizacja w ataku kadry mogłaby być większa, mam nadzieję, że sytuacja kolegów w klubach się wkrótce poprawi. Prawda jest też taka, że w reprezentacji nie mamy rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia, takiego, który na pozycji "dziesiątki", czyli za napastnikiem, grałby od dziecka. Ludo Obraniak pełni w klubie inną rolę, Adrian Mierzejewski dopiero od niedawna biega za napastnikiem w Trabzonsporze. Dlatego reprezentacja musi szukać innych atutów.

Zanim w połowie marca przyjedziesz na zgrupowanie do Warszawy, czeka cię kilka występów w Bundeslidze, ćwierćfinał Pucharu Niemiec z Bayernem w Monachium i jeszcze 1/8 finału Ligi Mistrzów z Szachtarem. Solidna dawka.

- Jesteśmy dobrze przygotowani. Jesienią graliśmy częściej, musieliśmy godzić Bundesligę z fazą grupową Champions League, Pucharem Niemiec i kadrą.

W starciu z Szachtarem jesteście faworytem?

- Nie ma znaczenia. To będzie dwumecz dwóch drużyn grających futbol niewygodny dla przeciwnika. Trzeba wyjść na boisko i narzucić rywalowi swój styl, spowodować, że będzie biegał tak, jak my chcemy. Dla nas Liga Mistrzów to jakby odskocznia, w niej usiłujemy rekompensować sobie gorsze chwile w Bundeslidze.

W grupie pokonaliście Real Madryt, Manchester City i Ajax, to teraz uchodzicie za jednego z pretendentów do zdobycia trofeum.

- Dość ryzykowne stwierdzenie. Przecież nie mamy doświadczenia z Champions League - rok temu pożegnaliśmy się po fazie grupowej, wcześniej nie graliśmy...

Ale uważam, że teraz nasza forma nie jest gorsza niż jesienna, wyjąwszy tylko sobotni pojedynek z HSV. W 1/8 finału trafiliśmy na mocnego przeciwnika, który wyeliminował broniącą trofeum Chelsea i potrafił zremisować w Turynie z mistrzem Włoch Juventusem.

Po ostatniej kolejce Bundesligi przewaga Bayernu wzrosła do 15 punktów. W sobotę strzeliłeś gola, ale w 30. minucie wyleciałeś z boiska z czerwoną kartką...

- Już po rundzie jesiennej było wiadomo, że ciężko nam będzie dogonić Bayern, który wypracował przewagę. A wiosną wygrał cztery mecze bez straty gola. O czerwonej kartce nie chcę się wypowiadać, czekam na werdykt komisji dyscyplinarnej. Marcel Schmelzer wyleciał z boiska w Wolfsburgu za rzekome wybicie piłki ręką z linii bramkowej. W rzeczywistości trafił biodrem, dlatego kartkę mu anulowano.

W przyszłym sezonie będziesz zawodnikiem Bayernu?

- Najpierw były kluby z Manchesteru, teraz mówi się o Monachium. Przyzwyczaiłem się do spekulacji, nauczyłem się z nimi żyć i nie mają wpływu na moją formę. Nie zaprzątam sobie nimi głowy. Liczy się każdy kolejny trening, mecz i sukces z Borussią, jak i praca z reprezentacją. Po sezonie będzie czas zająć się innymi sprawami.

Nie kusi cię współpraca z Josepem Guardiolą, który przychodzi do Monachium?

- Mam jeszcze półtoraroczny kontrakt z Borussią. Saga z moim odejściem trwa od dwóch lat, w Polsce jest deficyt informacji o dużych transferach, dlatego każdy news - prawdziwy czy nie - jest szeroko komentowany. A ja jeszcze decyzji o swojej przyszłości nie podjąłem.

Dlatego nie przedłużasz umowy z Borussią?

- Teraz najważniejsze jest dla mnie granie. Gdy przyjdzie czas, będę rozmawiał o przyszłości.

Kiedy?

- Najpóźniej w wakacje. Albo wtedy, gdy w lidze i Champions League wszystko się już rozstrzygnie.

Zobacz wideo

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na smartfony

Więcej o: