Mundial 2018. Spokojnie, to tylko mistrzostwa. Były bliskie perfekcji. A teraz życie i polityka pójdą swoją drogą

To były mistrzostwa świetnej organizacji i przemiłych Rosjan. Co z tego wynika na przyszłość? Że Rosja dalej będzie dobrze organizować, a Rosjanie pozostaną przemili. I tyle. Wielkie turnieje dają ludziom okazję się poznać, ale historii nie zmieniają

Na finał wkłada się najlepszą koszulę. Więc Peruwiańczyk włożył peruwiańskiej reprezentacji, Meksykanin meksykańskiej, Irańczyk irańskiej, Chińczyk francuskiej, Taj chorwackiej, Brazylijczyk koszulkę Corinthians, a Argentyńczycy z Tucuman włożyli koszulki "Argentina Tucuman". I wszyscy razem poszli na Łużniki na finał Francja - Chorwacja. Finał, do którego ich drużyny nie dotarły - albo w ogóle na mundial nie dotarły - ale Rosja była za dobra, żeby odjeżdżać przed czasem.  Finał, przed którym tłum Chorwatów śpiewał na ulicy Nikolskiej - w mundialowym centrum świata - że "It's coming home". Żeby zobaczyć jak Anglicy się cieszą. A potem krzyczał "Rassija, Rassija", żeby zobaczyć jak się cieszą Rosjanie. Choć to sojusznicy Serbów, więc na pewno się znajdzie ktoś, kto powie, że to "Rassija" było nie na miejscu. Ale słychać je było często. Od Chorwatów, Brazylijczyków, Argentyńczyków, Meksykanów. - Bardzo wam dziękuję, bo pisali o was takie rzeczy, a na miejscu się okazało, że wy jesteście znakomitymi gospodarzami - mówił Brazylijczyk do rosyjskich wolontariuszek w autobusie z meczu Brazylia-Meksyk do centrum Samary. I to też było słychać z różnych ust, w różnych miastach.

Mundial dobrych chęci i Google Translate

To był mundial zwyczajnego Rosjanina. Tego którego najrzadziej możemy poznać, bo nie mieszka na Kremlu ani na Rublowce, nie jest oligarchą, nie jest nowym Ruskim, nie jest opozycjonistą, nie pracuje w Russia Today. Nie jest z Rosji skrajności, które nas na co dzień interesują. I sam na co dzień też kontaktu z cudzoziemcami nie ma, więc podczas mundialu tym bardziej go szukał. W pociągach, samolotach, sklepach, barach. Z dobrymi chęciami i z Translate Google. Z taką ciekawością obcokrajowca, jaka się zdarza tylko w niektórych krajach i tylko w niektórych czasach. I którą się szczególnie odczuwało po Euro 2016 we Francji, po turnieju, podczas którego można było świetnie spędzić czas, ale z trudem zdobyć nowe przyjaźnie. We Francji było atrakcyjnie i na czas. A w Rosji było też serdecznie. Wielu napotkanych Rosjan bardziej interesowało, jak się u nich czują goście i co o nich myślą, niż to czy Rosja wygra i co mówi na konferencjach Stanisław Czerczesow. Nie czuło się w Rosji piłkarskiego żaru i obsesji sukcesu na boisku, może poza tym wieczorem gdy po wyeliminowaniu Hiszpanii klaksony nie milkły przez wiele godzin. Ale już przed i po ćwierćfinale z Chorwacją w Soczi wielkiego poruszenia nie było. Nie był to kraj wpatrzony w ekrany z transmisjami. Natomiast głód organizacyjnego sukcesu - to się czuło od początku do końca. 

Russia Soccer WCup Russia Croatia Russia Soccer WCup Russia Croatia Fot. Darko Bandic / AP Photo

Soczi 2014 to był folder turystyczny. Mundial 2018 - otwarta książka

I sukces był. O tym że najczarniejsze przepowiednie - te o ulicznych bitwach chuliganów itd. - się nie sprawdziły, nie ma nawet co mówić. Od dawna było wiadomo, że rosyjskie służby do powtórki z Marsylii 2016 nie dopuszczą. Ale nie sprawdziły się też zupełnie zwyczajne obawy: jak będzie z hotelami, jak z transportem, w mundialu, w którym do przemierzenia były tak wielkie odległości. Czy nie będzie wrażenia, że to wszystko jest jedną wielką pokazówką dla obcokrajowców. Było na czas, w bardzo przystępnych cenach, wśród zwykłych Rosjan podróżujących do rodzin i na urlopy. W pięknych miastach, z których się nie chciało odjeżdżać.

Igrzyska w Soczi cztery lata temu też były znakomicie zorganizowane - jak się okazało, w niektórych sprawach nawet do przesady zorganizowane - ale miały zupełnie inny smak. Igrzyska to zamknięty świat, małe terytorium, na którym można stworzyć co się chce. Z wytyczonymi trasami autobusów, pociągów i wyciągów. Bez dopuszczalnych odstępstw. Igrzyska są jak folder turystyczny. A mundial to otwarta książka. Tu każdy sam sobie planuje trasę i to gdzie chce zajrzeć. Chętnych do tej przygody Europejczyków  było znacznie mniej niż kibiców z Ameryki Południowej, bo na tych drugich Rosja w ogóle nie działa odstraszająco, jej symbole nie są dla nich dwuznaczne, nic im na każdym kroku nie przypomina, jak trudna bywa wspólna historia. Ale i Europejczycy odjeżdżali zadowoleni, dziękując za gościnę. A rozliczenie tego co złe w rosyjskiej polityce zostawiając swoim politykom.

Mundial był świetny. Czy to znaczy, że Władymirowi Putinowi wolno więcej?

Żądamy od piłkarskich turniejów i igrzysk żeby zbawiały świat, ale tak się nigdy nie działo. Przepiękny mundial i świetne chwile ze zwyczajnymi Rosjanami nie oznaczają, że w Rosji skrajności cokolwiek się zmieni. Gościnność nie oznacza, że w Rosji nie cierpią opozycjoniści, że nie są łamane prawa człowieka, że nie ma głodówki Olega Siencowa i aresztów dla protestujących. Ale to, że cierpią opozycjoniści, że jest głodówka i są łamane prawa nie oznacza, że nie było tej gościnności. Nie spotkałem nikogo, kto nie odjeżdżałby oczarowany tą zwyczajną Rosją, również jeśli wcześniej uważał, że ten turniej nie powinien się tu odbyć. Ale też nikogo, kto by uważał, że z powodu tak dobrego turnieju Władymirowi Putinowi wolno teraz więcej.

Robienie jakichkolwiek niesportowych wróżb ze sportowych wydarzeń jest i ryzykowne i daremne. Sześć lat temu w Doniecku było Euro, gwiazdy i nocne rozmowy o tym, jak dobrze byłoby wejść do Unii. Dziś są szczątki lotniska, zniszczony stadion i republika rosyjskich zadymiarzy. Cztery lata temu było znakomite Soczi, a już tydzień po zamknięciu wiosek olimpijskich - inwazja zielonych ludzików. Dwa lata temu była wielka ulga, że Euro 2016 przebiegło bez zagrożeń. A cztery dni po finale była masakra na nicejskim bulwarze,  na którym podczas turnieju bawiły się setki tysięcy kibiców.

Szejk z Nikolskiej przypomina: do zobaczenia za cztery lata

Turnieje są wakacjami od problemów, a nie rozwiązaniem problemów. Są okazją by się poznać, i to już naprawdę niemało. Rosji udał się turniej ponad wszelkie oczekiwania, a wspomnienia zostaną na długo. Z Soczi, magicznego  mimo polskiej klęski, z mundialu wzdłuż nabrzeża Wołgi - w Kazaniu, Samarze, Wołgogradzie - z Sankt Petersburga, w którym nigdy nie ma dość czasu by wszystko zobaczyć. Z Moskwy, tak wielkiej że mundial wlał się w nią nie zakłócając jej rytmu. Z Nikolskiej, gdzie każdej mundialowej nocy spotykały się ciekawe siebie nawzajem tłumy. I gdzie szejk z Kataru z podświetlonego w nocy  bilbordu zaprasza: do zobaczenia w 2022. Na mundialu, który będzie przeciwieństwem dwóch ostatnich, rozrzuconych po krajach wielkości kontynentów. Katar 2022 to będzie mundial do przejechania w dwie godziny z jednego krańca na drugi. Mundial bez obaw, czy uda się zdążyć z przygotowaniami. Mundial luksusu. Mundial w europejską zimę. I mundial do którego tak trudno zatęsknić. Nawet gdy się stoi tuż pod murami Kremla.

Więcej o: