Reprezentacja Polski. Adam Nawałka odchodzi. Pomnika nie wybudował, ale na szacunek zasłużył

Adam Nawałka 31 lipca formalnie pożegna się z reprezentacją Polski. Za nim blisko pięć lat pracy z sukcesami, zakończone jednak bolesną klęską na mistrzostwach świata. Selekcjoner nie zdążył wybudować pomnika, ale wyciągając polski futbol z dna zasłużył na szacunek. Teraz nie będzie narzekał na brak ofert.

To było smutne, ale dumne pożegnanie Adama Nawałki. Jego ogień zgasł, nie dało się już go wskrzesić. I ledwie kilka dni po powrocie z Rosji selekcjoner zdecydował, że czas powiedzieć pas. Wraz ze Zbigniewem Bońkiem zjawił się PGE Narodowym, gdzie na dobre zaczęła się jego droga do wielkości. To w Warszawie pokonał Niemców, czym przeszedł do historii, to na Narodowym ograł Irlandię, dzięki czemu pojechaliśmy na Euro 2016, i Czarnogórę, co dało nam bilety do Rosji. Na Narodowym zakończyła się też blisko pięcioletnia podróż Nawałki, któremu do trenerskiej wielkości zabrakło dobrego startu na mistrzostwach świata. Zamiast tego były dwie porażki i wstydliwa klapa. Pochodzący z Rudawy szkoleniowiec nie zdążył zapracować sobie na pomnik, tak jak Kazimierz Górski. Zapracował jednak na szacunek.

Boniek szukał partnera i znalazł go w Zabrzu

To były mroczne czasy polskiego futbolu. Reprezentacja prowadzona przez selekcjonera Waldemara Fornalika zaliczyła kompromitujący remis z Mołdawią, który praktycznie przekreślił jej szanse awansu na mundial w Brazylii. Telefon od Zbigniewa Bońka odebrał wtedy Adam Nawałka. Prezes PZPN w dyskretnej rozmowie kilka dni później poprosił dawnego kolegę z boiska, by przyjrzał się kadrze narodowej. Kandydatów było kilku. Boniek rozważał Dariusza Wdowczyka i popieranego przez część mediów Szweda Larsa Lagerbacka.

Fornalik po blamażu w Kiszyniowie odrzucił propozycję polubownego rozwiązania kontraktu i dokończył nieudane eliminacje. Tymczasem Nawałka rozpoczął nowy sezon z Górnikiem. Do czwartej kolejki Ekstraklasy prowadził drużynę bez kontraktu, bo nie mógł dojść do porozumienia z władzami klubu. Zabrzanie w końcu ulegli i zgodzili się na zapis pozwalający Nawałce opuszczenie klubu, gdyby ofertę wysłał mu PZPN. I w końcu Nawałka z klauzuli skorzystał. 26 października 2013 roku został mianowany selekcjonerem reprezentacji Polski.

- Prezes szukał Polaka, który dobrze zna nasz piłkarski rynek i byłby dla niego partnerem. W Adamie ujęła go energia i empatia odróżniająca go od Fornalika i Smudy - mówił w książce "Tajemnice Kadry" Janusz Basałaj, szef departamentu komunikacji i mediów w PZPN. Jeśli Boniek chciał dokładnie takiego trenera, to znalazł go w Zabrzu. I dał mu wszystko, co chciał.

Z 78. miejsca w rankingu FIFA na 6.

Odważna decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę. Na początku kadencji Adama Nawałki reprezentacja spadła na najniższe w historii, 78. miejsce w rankingu FIFA. Dziś znajduje się w pierwszej dziesiątce najlepszych drużyn świata (a była nawet 6!). Eliminacje mundialu, choć nie brakowało w nich trudnych chwil, przeszliśmy jak burza. Wcześniej były dobre kwalifikacje Euro i turniej, który zakończył się dla nas ćwierćfinałem mistrzostw Europy. Na wtorkowej konferencji Nawałka podkreślał to kilkukrotnie. - Te blisko pięć lat to był bardzo dobry okres. Mundial był ukoronowaniem wspólnej pracy. Pewien etap się zakończył, formuła pracy się wyczerpała. Rozmawialiśmy długo z prezesem, który cały czas w bardzo pozytywny sposób wpływał na to, co się działo. Uznaliśmy, że czas się pożegnać - tłumaczył.

Nawałka: Biorę odpowiedzialność, to moja wina

Selekcjoner pożegnał się z kibicami i dziennikarzami z klasą. Bez złośliwości i kąśliwości. Na Narodowym po raz pierwszy przyznał się do popełnienia błędów - szczególnie wskazywał na personalia. Wciąż nie była to konferencja pełna ostrych fraz i konkretnych tez, ale selekcjoner publicznie zauważył w końcu to, co było złe. A kłopotów nie brakowało. Zawiodły decyzje personalne i taktyczne, atmosfera bywała różna, być może piłkarze przebywali ze sobą zbyt długo. Na końcu liczą się przede wszystkim efekty, a te niestety było niezadowalające. - Okres mistrzostw nie przekreśla pracy, jaką wykonał mój sztab. Ale czuję się odpowiedzialny za to, że na turnieju nie spełniliśmy oczekiwań. Zawiedliśmy. Biorę za to odpowiedzialność. Z godnością przyjmuję falę krytyki, która należała się. To, co zrobiliśmy, będzie jednak bazą do tego by polska piłka w dalszym ciągu zajmowała takie miejsce, jak dziś - mówił Nawałka.

Biorąc pod uwagę miałkość poprzednich konferencji, autokrytyczne słowa trenera były mocne. Selekcjoner tłumaczył: "Największym błędem, jaki popełniłem, były personalia. Nie trafiłem ze składem. Zadawaliśmy sobie sprawę, że nasi piłkarze byli w trudnej sytuacji i próbowaliśmy coś z tym zrobić, ale nie udało się. Biorę to na siebie. Selekcja była optymalna, ale teraz wiem, że błędy były. Największe pretensje mam do siebie za mecz z Senegalem".

Pożegnanie? Jedyna możliwa decyzja

Nawałka podjął męską decyzję. Miał świadomość, że nagromadzenie negatywnych emocji po mundialu jest tak duże, że każdy kolejny krok selekcjonera byłby śledzony z podwójną uwagą. A każda porażka - krytykowana z podwójną siłą. Gdyby więc nie było triumfu, byłaby medialna jatka, która zakończyłaby się w końcu zwolnieniem selekcjonera. Słuchając słów prezesa Zbigniewa Bońka, który zapewniał, że dziś o godzinie 10 na jego biurku czekał aneks do umowy Nawałki, można było odnieść wrażenie, że jeżeli propozycja faktycznie istniała, to była wyłącznie koleżeńską kurtuazją. W końcu niejako przyznał to sam szef PZPN, mówiąc: "Uważam, że Adam zrobił dobrze. Gdy mi zakomunikował, że nie chce dalej pracować, powiedziałem mu, że wybrał najlepsze wyjście. Każda kolejna porażka byłaby dla niego obciążeniem. A teraz, kiedy wyjdzie na ulicę, ludzie będą mu dziękować za piękne chwile".

Boniek ma rację, bo pięknych chwil było wiele. To nie tylko dwa awansy na turnieje, Euro 2016 i pokonanie Niemców. Ale także odnalezienie dla kadry ligowców: Michała Pazdana, Krzysztofa Mączyńskiego czy Sebastiana Milu, przekazanie kapitańskiej opaski Robertowi Lewandowskiemu, który za kadencji Nawałki osiągnął szczyt formy i ustawienie obok niego Arkadiusza Milika. Wielką zasługą 60-letniego selekcjonera był też sygnał wysłany piłkarzom z Ekstraklasy: "będziecie grać dobrze, to będziecie grać w reprezentacji. Szeroka selekcja to wasza szansa". Choć jednocześnie Nawałka potrafił być uparty, jak wtedy, gdy niezrozumiale pomijał szalejącego w Arabii Saudyjskiej, Katarze czy Australii Adriana Mierzejewskiego.

Najpierw raport, później urlop, a potem nowa praca?

Co dalej z Nawałką? Selekcjoner do 31 lipca będzie wypełniał kontrakt. Później zapowiedział dwutygodniowy urlop. - To będzie czas na reset. Wcześniej dokończę raport, który już jest praktycznie gotowy. Chcę go jeszcze przeanalizować i zostawić dokładną dokumentację - zapowiedział. Później być może spełni swoje marzenie o pracy we Włoszech. A może trafi do dalekich Chin? Albo do Legii Warszawa? Albo zostanie selekcjonerem innej reprezentacji narodowej? Bo jednego można być pewnym: Nawałka na brak pracy narzekać nie będzie.

Więcej o: