Były prezes PZPN: Nawałka przy napompowanym baloniku nie wytrzymał presji. Lato w roli nowego trenera kadry widziałby Polaka

- Pożegnanie Nawałki i Bońka nastąpiło w bardzo ładny sposób. Była wymiana uprzejmości i podziękowania, ale najważniejszy i najistotniejszy z tego wszystkiego będzie raport sztabu trenerskiego. To jak grała nasza drużyna na mundialu w Rosji wszyscy widzieliśmy - mówi Sport.pl Grzegorz Lato, król strzelców MŚ '74 i były prezes PZPN.
Adam Nawałka podczas meczu reprezentacji Polski z Japonią Adam Nawałka podczas meczu reprezentacji Polski z Japonią EUGENE HOSHIKO/AP

Kacper Sosnowski: Pan jako były prezes PZPN, a obecnie kibic po tych 5 latach jest z Adama Nawałki zadowolony?

Grzegorz Lato: Adaś Nawałka miał i wielkie sukcesy i swoje porażki. Wywalczył awans na Euro, w którym wypadliśmy bardzo dobrze, dostał się też na mundial. Tylko, że na tych mundialach nic w XXI wieku się dla nas nie zmieniło. Nie chce krytykować, ale to nie przypadek, że znów największa impreza kończy się dla nas tak samo. W 2002, w 2006 i teraz - dwa mecze przegrane i występ na pożegnanie.

Nawałka na pewno wykonał kawał dobrej roboty, ale przy napompowanym baloniku nie wytrzymał presji. Celem było w Rosji wyjście z grupy, co się nie udało. Myślę, że chemia między trenerem i prezesem się wyczerpała i obaj doszli do wniosku, że się rozstają. Oczywiście to pożegnanie nastąpiło w bardzo ładny sposób. Była wymiana uprzejmości i podziękowania, ale najważniejszy i najistotniejszy z tego wszystkiego będzie raport sztabu trenerskiego. To jak grała nasza drużyna na mundialu wszyscy widzieliśmy.

Mówi pan o miłym pożegnaniu. Pewnie prezes i trener rzeczywiście mieli po tych pięciu latach dużo wzajemnego szacunku. Niby był blamaż na MŚ, ale i sporo zrozumienia. Pan tak łatwo porażki ekipy Leo Beenhakkera w Mariborze nie przeżył.

- Rozstaliśmy się w innych okolicznościach, wszyscy na mnie po tym jechali, ale nie mogłem sobie pozwolić, że ja jako prezes drużyny narodowej miałem zakaz wejścia do szatni kadry. To jakby do redakcji gazety przyjechał jej właściciel, a redaktor naczelny powiedział żeby go nie wpuszczać. Ciekawy ile taki naczelny jeszcze by tam popracował? Jak się potem okazało to ja miałem rację, bo wszędzie gdzie potem Beenhakker poszedł to go wyrzucali.

Trener Adam Nawałka podczas meczu rundy grupowej Polska - Kolumbia Trener Adam Nawałka podczas meczu rundy grupowej Polska - Kolumbia Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Ujmując to w ładniejszy sposób formuła waszej współpracy się wtedy wyczerpała...

- W ładniejszy to tak, tylko to był trener który w fatalnym stylu przegrał eliminacje mistrzostw świata, więc tam sprawa była zupełnie inna.

Nawałka zaszkodził sobie zbytnim pedantyzmem w swojej pracy. W kluczowym momencie przekombinował ze składem i taktyką?

- To nie tak. Po meczu zawsze jesteśmy mądrzejsi. Wszystkie te analizy specjalistów przed i po spotkaniu są różne. Te opowiadania o naszej sile, bo rankingiem zasłużyliśmy na więcej, nie mają sensu. Liczy się obecna forma i przygotowanie do meczu. Dlatego właśnie sześćdziesiąta któraś Japonia z naszej grupy wyszła, a my z pierwszej dziesiątki rankingu nie. Bo oni byli lepsi sportowo.

Nawałka jako jeden z nielicznych selekcjonerów, patrząc całościowo, kończy reprezentacyjną przygodę z podniesioną głową?

- Jak najbardziej. Zrobił swoją robotę. Nie ma czym się przejmować. Taki jest los trenera, że on podpisując kontrakt, podpisuje też swoje odejście. Tylko niewiadomą jest zawsze kiedy ono nastąpi.  Nawałka trochę czasu spędził w kadrze, ale podobną liczbę spotkań przewodził w niej też Beenhakker. Myślę, że Nawałka mógł jakoś z Bońkiem się dogadać i trochę poprzestawiać, odświeżyć reprezentację. Każdego trenera i prezesa bronią wyniki. Te w ogólnym rozrachunku nie były złe.

Co teraz z kadrą?

- Kilku piłkarzy pewnie się nią pożegna. Kilku pewnie zakończy reprezentacyjną karierę. Drużyna nadal będzie opierała się na Lewandowskim. Na pewno dołączą do niej nieco młodsi i perspektywiczni gracze. Kilku takich już mamy. Dobijają się do niej Frankowski, Szymański, czy nawet bardziej wykorzystywany przez Nawałkę Bednarek.

A z selekcjonerem? Pan podejrzewam pewnie nie byłby za opcją trenera z zagranicy, a kilka takich ofert już na swoim biurku ma Boniek.

- Ja też miałem trochę ofert z zagranicy. Chyba ze cztery z Niemiec, kilka z Włoch. To były znane nazwiska. Jeśli jednak popatrzymy na naszą historię to najlepsze wyniki osiągali szkoleniowcy polskiego pochodzenia. Kazimierz Górski, Antonii Piechniczek czy nawet Jacek Gmoch. Dziś jakbyśmy na mistrzostwach świata mieli obiecane miejsca 5-8 to bralibyśmy je w ciemno. Boniek jednak zrobi, to co uważa za słuszne. 

Obecny prezes PZPN powiedział, że jeśli to ma być szkoleniowiec z zagranicy, to musi mówić kilkoma językami i mieć dobre rozeznanie w polskich realiach. Z tym drugim może być większy problem.

To ja tylko przypomnę co po Jurgenie Klinsmanie zrobili Niemcy. Wszyscy chcieli go po dobrym  mundialu w 2006 roku zostawić na stanowisku. On stwierdził, że nie widzi dla siebie miejsca w kadrze i wybrał inną drogę, ale polecił swojego asystenta. No i ten asystent - Joachim Loew jest już na tym stanowisku kilkanaście lat. Po nieudanym mundialu będzie trenerem nadal. Oni konsekwentnie stawiają na swoich ludzi. W ogólnym rozrachunku pewnie dobrze na tym wyjdą.