Mistrzostwa Świata. Polska - Japonia 1-0. Zwycięzców też się sądzi

Po charakterystycznej dla tych mistrzostw pierwszej połowie, w drugiej Polacy byli momentami w stanie nawiązać do swoich lepszych czasów. Dzięki temu udało im się zakończyć mundial z dorobkiem trzech punktów, w czym w końcówce Japonia nawet nie zamierzała przeszkodzić.
Heatmapa Rafała Kurzawy, widoczna aktywność na całym boisku Heatmapa Rafała Kurzawy, widoczna aktywność na całym boisku Whoscored

Dalsza rotacja

Z okazji ostatniego starcia Adam Nawałka zdecydował się na kolejną zmianę ustawienia. Polacy tym razem wyszli w 4-2-3-1, choć widoczna była spora asymetria z uwagi na dużą pracę, wykonywaną przez Kurzawę, który często opuszczał swoją nominalną flankę, starając się tworzyć przewagę. Ta ruchliwość służyła też jako wsparcie przy działaniach defensywnych, będąc przeciwwagą dla mniej aktywnego w tym elemencie gry Grosickiego. Aktywność Kurzawy i jego zejścia do środka często wypychały też Zielińskiego bardziej w prawą stronę. W roli defensywnych pomocników wystąpił ponownie duet Góralski - Krychowiak, prawdopodobnie w celu zapewnienia przede wszystkim stabilności w defensywie, co miałoby usprawiedliwić brak bardziej kreatywnego Linettego. Oprócz tego po raz kolejny zawodnicy nie byli pomiędzy sobą zgrani w warunkach bojowych, co niestety miało być widoczne na boisku.

Wyprowadzanie piłki przez Polaków, wielka dziura w środku pola Wyprowadzanie piłki przez Polaków, wielka dziura w środku pola Screen

Krater

Objawiało się to zwłaszcza podczas ataków pozycyjnych. Nasi zawodnicy mieli kolosalne problemy z wyprowadzeniem piłki z własnej połowy. Jeden z pomocników schodził zwykle do linii obrony, natomiast drugi, podobnie jak pozostali zawodnicy ze środka pola, szybko stawał się zaginionym w akcji. Wystarczało wówczas trzech Japończyków, żeby skutecznie paraliżować inicjowanie przez nas ataku. Pomiędzy obroną a resztą zawodników straszył wielki krater, którego pokonanie podaniami było niemożliwe. Nawet niezbyt aktywny pressing rywali zupełnie uniemożliwiał nam osiągnięcie czterdziestego metra od naszej bramki. Jeśli piłka wędrowała bardzo szeroko na boki, Japończycy szybciej zamykali tam naszych bocznych obrońców, niż ci byli w stanie wykorzystać chwilę swobody po otrzymaniu piłki na zdobycie odrobiny przestrzeni.

Adam Nawałka podczas meczu reprezentacji Polski z Japonią Adam Nawałka podczas meczu reprezentacji Polski z Japonią EUGENE HOSHIKO/AP

Na długo

Efekt? Byliśmy zmuszeni do gry długimi piłkami. Problem polegał jednak na tym, że były to piłki zagrywane w najgorszych z możliwych okolicznościach. Gdyby były one kierowane w chwilach, gdy rywal nie ma dużej przewagi liczebnej, szansa na powodzenie takiej akcji byłaby dużo większa. Niestety, nie byliśmy w stanie wciągnąć większej ich liczby na swoją połowę, już akcje 2-3 z nich wymuszały na nas zagranie długich piłek w strefy, gdzie przeciwników było po prostu więcej. Wiadome  było, że nasza kadra żyje przede wszystkim z akcji na wysokim tempie. Przez całą pierwsza połowę Japończycy ze spokojem i dużą pewnością to tempo zabijali, samemu mając kilka groźnych sytuacji czy to z własnych ataków pozycyjnych, czy po prostu po naszych błędach.

Momenty życia

Dlatego też, gdy gra się nieco otworzyła, Polacy zaczęli wyglądać lepiej. Odzyskanie piłki na 30 metrze i błyskawiczne uruchomienie skrzydłowego podaniem na wolne pole to nasze popisowe zagranie, dwukrotnie w tym meczu niewiele brakowało, a przyniosłoby nam bramkę. Podobnie wciąż wychodziły nam stałe fragmenty gry. Nadal jednak na imprezę tego formatu było to jednak za mało. Wariantu na spokojne rozegranie akcji zupełnie zabrakło, podobnie jak pomysłów na grę w sytuacji, kiedy musieliśmy gonić wynik. Dla Polaków konieczność odrabiania strat to sytuacja rzadka i trudna, nie podołali jej ani z Kolumbią ani z Senegalem. W momencie, kiedy wyszli na prowadzenie, wyglądali dobrze jak nigdy wcześniej na tych mistrzostwach. Natychmiast w niepamięć odeszły wszelkie domniemane problemy z przygotowaniem fizycznym, czy zaangażowaniem i to nasi reprezentanci stwarzali wrażenie ekipy, która ma większe szanse na kolejne gole w tym meczu.

Adam Nawałka może zostać trenerem Lecha Poznań Adam Nawałka może zostać trenerem Lecha Poznań Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Moment końca

Tak wyglądało to do momentu, w którym w równolegle toczonym meczu bramkę stracił Senegal, a Japończyków porażka 0-1 zaczęła w pełni satysfakcjonować. Z godną podziwu konsekwencją, niewiele mająca wspólnego z grą, której celem jest zdobywanie bramek, utrzymali korzystny dla nich wynik i bilans kartkowy. Polakom było to jak najbardziej na rękę, przez co nie starali się nawet próbować odzyskiwać piłki, dzięki czemu w końcówce obejrzeliśmy widowisko dość niecodzienne. Festiwal podań Japonii w poprzek boiska nie spotkał się z żadnymi próbami odzyskiwania piłki przez naszych reprezentantów. Zatarło to w miarę korzystne wrażenie, jakie Polacy zrobili we wcześniejszych fragmentach meczu. Choć nadal punktem odniesienia dla oceny tego meczu powinna być zupełna bezradność naszej drużyny w pierwszej połowie w konstruowaniu ataku pozycyjnego. Długie poszukiwania Adama Nawałki nie przyniosły efektu. A na samych kontrach i stałych fragmentach pewnego poziomu przeskoczyć się nie da.

Więcej o: