Mistrzostwa świata w piłce nożnej 2018. Zadowalali obie strony - jeszcze za Niemcami zatęsknimy

Włosi broniąc tytułu nie wyszli z grupy w RPA, Hiszpanie w Brazylii, a Niemcy w Rosji. Obecność w tym gronie Niemców dziwi najbardziej. W pierwszej fazie turnieju ostatni raz odpadli w 1938 roku. To sensacja, której nikt się nie spodziewał, a każdy może pożałować.
MŚ 2018. Niemcy - Korea Południowa. Po meczu rozpaczają Marco Reus i Thomas Mueller MŚ 2018. Niemcy - Korea Południowa. Po meczu rozpaczają Marco Reus i Thomas Mueller Fot. Frank Augstein / AP Photo

Lecąc stereotypem - to przecież naród zorganizowany, zakochany w porządku. Od lat mający piłkarzy wyrachowanych aż do bólu. Nawet to wyświechtane powiedzenie o dwudziestu dwóch facetach goniących za piłką, udowadnia, że stało się coś niewyobrażalnego

Mundialem żyją wszyscy. Siedząc u fryzjera z ciekawością przysłuchiwałem się rozmowie dwóch starszych pań. Obie oglądały spotkanie Niemców ze Szwecją, choć futbolem na co dzień raczej się nie interesują. Jedna z nich przyznała, że już w czasie trwania meczu wiedziała, że tak to się skończy. Druga stwierdziła nawet, że dzięki temu zwycięstwu - wyrwanemu w ostatnich sekundach - Niemcy dojdą do drugiego z rzędu mistrzostwa. Bo to by było w ich stylu - powiedziała z ironicznym śmiechem.

Postawa Niemców podczas mundialu w Rosji była momentami nawet zabawna. Bo oto wielcy Niemcy przegrali z Meksykanami, którzy do mistrzostw przygotowywali się w basenie. Wywołało to śmiech przy niejednym grillu. Postronni widzowie lubią takie historie.

Absolutnie nie po niemiecku

Leo Beenhakker powiedział, że zwycięstwa z Niemcami możesz być pewnym, dopiero gdy są już w autobusie. I mecz ze Szwecją to potwierdził. Nie dało się tego zrobić bardziej w ich stylu. Z zimną krwią, w ostatnim momencie, prosto w okienko! Założę się, że panie spotkane u fryzjera nie były osamotnione w swoich spostrzeżeniach. Ludzi wierzących w odwrócenie wyniku ze Szwecją, nawet w krytycznym momencie, nie brakowało. Tych zakładających, że na końcu utrą wszystkim nosa i obronią mistrzostwo też było sporo.

A jednak odpadli. W dodatku z pustą bramką i asystą Toniego Kroosa, który podał do Kim Young-Gwona między nogami Sule. Takie historie potrafi pisać tylko piłka nożna. Kroos przez ostatnie dni był bohaterem wszystkich mediów. Teraz królował będzie tylko w tych społecznościowych - jako mem.

Niemców tracimy wszyscy

Na Twitterze odpadnięcie Niemców wyśmiał profil FOX Sports Brasil. Kibice mieli apetyt na ich starcie już w 1/8 i okazję do rewanżu za 1-7 z poprzednich mistrzostw. Mecz z tysiącem podtekstów i klasyk w tak wczesnej fazie turnieju - niezależnie od formy obu reprezentacji, na to starcie czekalibyśmy cały dzień, nerwowo spoglądając na zegarek.

Zdaję sobie sprawę, że Niemcy nie są najbardziej lubianym zespół w naszym kraju, ale podczas mundialu byli jednak nieodgadnieni, w pewien sposób ciekawi. Podejrzewam, że staną się obiektem zainteresowania wielu psychologów, trenerów i socjologów. Niemcy budzili, a przede wszystkim, dostarczali emocje. Mecze z ich udziałem oglądało się świetnie. Nie dlatego, że w Rosji najlepiej grali w piłkę, bo gdyby tak było, to dziś świętowaliby awans. Chociaż nie. Wielkiej radości by nie było, bo wyjście z grupy to nic spektakularnego. Po prostu, kolejny dzień w robocie. Ot, taki jak ten wczoraj i taki jak jutro.

Oglądało się ich w przyjemny sposób, bo byli inni niż na poprzednich turniejach. Popełniali proste błędy w defensywie, a jednocześnie mogli mieć na murawie niemal samych napastników i pomocników. Nie byli tak cyniczni i częściej pokazywali ludzką twarz. Zadowalali wszystkich kibiców. Pożartować mogli ci życzący Niemcom jak najgorzej, a po strzale Kroosa swoje pięć minut dostali ich zwolennicy.

Często mówi się, że mundial sporo traci, gdy odpadają gospodarze. Na razie jest czas na żarty, że na mundialu zostaliśmy dłużej od mistrzów świata. Że Joachim Löw pewnie wącha teraz swoją dłoń, bo jeszcze czuje na niej zapach pucharu z 2014 roku. To zabawne, ale obawiam się, że jeszcze za tymi Niemcami zatęsknimy.