Mundial 2018. Polska - Kolumbia. Tuning auta nie zadziałał. Inżynier przesadził, kierowcy pytali o trasę

Występ Polski na mistrzostwach świata był jak podróż sprawdzonym samochodem, w którym inżynier w ostatniej chwili dokonał dziwnych przeróbek. Kierowcy nie byli pewni jak jechać, kwestionowali trasę, a gdy po wycięciu czterech słupków wylądowali w kabriolecie konfuzja była zupełna.
Mecz Polska - Senegal Mecz Polska - Senegal Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

To co działo się przez ostatnie pół roku w reprezentacji Polski, można przyrównać do jazdy dobrze już znanym samochodem, w którym jego inżynier chciał dokonać kilku zmian przed wyjazdem w daleką podróż czy nawet ważnym wyścigiem. To podniósł zawieszenie, to zmienił promień skrętu kół, to próbował dodać trochę mocy różnymi środkami. Efekt tego był taki, że specjalista sprawiał wrażenie, jakby przygotowywał je pierwszy raz, lub po prostu dziwnie funkcjonowała sama maszyna. Dodatkowo na jakość podróży narzekali sami pasażerowi. Im też trudno było przyzwyczaić się choćby do nowych, zainstalowanych w aucie foteli. Poprzednie może i były już wyrobione, ale dzięki temu nic nie uwierało w plecy, nie przeszkadzało w długiej trasie, a wyprawa nie kończyła się bólem kręgosłupa. Kiedy inżynier wyciął cztery słupki i zrobił kabriolet, wszyscy na około sami nie wiedzieli co mają myśleć. Auto do tego wyglądało śmiesznie. Jakby tuningowane było na szybko. Jakby nieumiejętnie lub jakby jego twórcy zabrakło ostatniego grosika na rozsądniejsze zakończenie operacji.

Konferencja prasowa reprezentacji Polski, 25.06.2018 Konferencja prasowa reprezentacji Polski, 25.06.2018 Pawel Skraba/REPORTER / /REPORTER

Wahacze, łączniki i klocki hamulcowe

Adam Nawałka w swojej maszynie poważniej zaczął "grzebać" w listopadzie 2017 roku. Zaczął w teorii od hamulców czyli obrony, co jednak pociągnęło za sobą również potrzebę pogmerania przy napędzie i zawieszeniu (wahacze, łączniki - wahadłowi i pomocnicy). W 6 meczach towarzyskich (i tak nie całych) maszyna kadry miała to trzy, to cztery klocki hamulcowe, raz od jednego, innym razem znów nowego producenta (szczegóły techniczne i parametry podzespołów można znaleźć tutaj).

Jeszcze w listopadzie, podczas sprawdzianów z Urugwajem i Meksykiem każdy podchodził do tego z chęcią zrozumienia. Tłumaczenia - że trzeba było mieć argumenty w rywalizacji z duńskim Zenvo St, a w przyszłości z podobnymi maszynami - działały. Zespół mechaników i kierowców testowych zabrał się do pracy. Co prawda podczas listopadowych jazd próbnych wielkich zachwytów nie było, ale to był proces docierania, gdzie silnika nie wrzuca się na wysokie obroty. Te pierwsze kilka tysięcy kilometrów lepiej przejechać spokojniej. Tyle, że na wiosnę i w połowie czerwca efekty jazdy maszyny, która powinna być już dotarta też były przeciętne.

Mecz Polska - Kolumbia na Mundialu Mecz Polska - Kolumbia na Mundialu Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Ukraińskie sworznie i włoska skrzynia biegów

Problemy są zawsze tam gdzie jest nieporozumienie lub niezrozumienie. Gdy jedni zastanawiają się dlaczego korzystamy z ukraińskich sworzni i czy aby na pewno brazylijskie klocki hamulcowe są najwłaściwsze, a mechanicy myślą już jak w to wszystko wstawić polsko-włoską skrzynię biegów, od dopiero co wchodzącego na rynek producenta. Wymiana i odpowiednie dopasowanie części przekłada się przecież na styl jazdy.

Pomeczowe rozmowy z zawodnikami rosyjskiej wyprawy, dotyczące problemów na drodze, miały wspólny mianownik.

- Po części nas wszystkich to zaskoczyło. Było wiele nowych twarzy. Czy to błąd? Przegraliśmy mecz, więc to nic, co się opłaciło - opisywał Kamil Glik.

- Ćwiczyliśmy dwa warianty i tak zamieszaliśmy, że w końcu nie bardzo widzieliśmy, jak grać - dodawał Maciej Rybus.

Mecz Polska - Senegal Mecz Polska - Senegal Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

-Mówiliście przez parę lat, że graliśmy jednym zespołem, jednymi zawodnikami, że nie było zmienników. Ale graliśmy i mieliśmy wypracowane elementy. Teraz doszli nowi, wprowadzili świeżość, dali jakość, ale to jednak nie wyszło nam wszystkim jako drużynie - dodawał Kamil Grosicki.

Ten ostatni, ceniony głównie za umiejętność szybkiego i umiejętnego naciskania pedału gazu, mógł być najmocniej zdziwiony, w pewien sposób zażenowany. To, że najbliższe zawody zacznie z trybun przeczuwał. Wcześniej nie przyszło mu jednak do głowy, że w takim momencie zostanie kierowcą rezerwowym.

- Trochę dręczyło mnie to przez trzy ostatnie dni - stwierdził eufemistycznie.

Mecz Polska - Senegal Mecz Polska - Senegal Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

"Klimat dobry, bo gorszy być nie mógł"

Zresztą ten sam problem miało też kilku innych równie doświadczonych specjalistów. Atmosfera na zgrupowaniu kadry między 19 a 24 czerwca była dziwna, elektryczna, niespotykana. Po pierwsze wpływ na to miała porażka z Senegalem. Po drugie gro rozmów w grupach większych i mniejszych, dotyczyło tego co się w tej kadrze teraz dzieje.

Dlaczego? Jak? W jaki sposób? Czy to ma sens? Że co? - to były najczęstsza konkluzje. Kierowcy nie byli pewni auta i drogi, zaczynali zastanawiać się czy starczy im paliwa. Ze zdziwieniem patrzeć na inżyniera. Zapowiadała się długa i męcząca podróż, a im jej było bliżej, tym podenerwowanie było większe. Jak usłyszeliśmy dzień przed wyścigiem z Kolumbią, od jednej z osób, która była blisko samochodowego warsztatu, klimat "był dobry, bo gorszy być nie mógł". Niestety okazało się, że gorzej być może i było, właśnie po przystanku w Kazaniu.

Mecz Polska - Senegal Mecz Polska - Senegal Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Inżynier miał nosa do opon i katalizatorów

Na pewnej dużej sportowej imprezie, w której jeden z polskich samochodowych inżynierów był nieco zestresowany, kierowcy zebrali się sami. Wzięli mapy, wyjaśnili sobie co jak i którędy. Wyszli z pewną inicjatywą, nieco wychodząc z chaosu. Podziałało połowicznie. Tym razem jednak to nie był ten przypadek. Może dlatego, że człowiek, który zarządzał przygotowaniem do wyścigu do tej pory się nie mylił. Umiejętnie dobierał opony do każdego etapu, wiedział gdzie zwolnić, czuwał nad filtrami oleju i powietrza i katalizatorem, a w wyścigu Le Mans przejechał kilka kółek więcej niż uznani konstruktorzy ze Szwajcarii, Anglii czy Hiszpanii.  

Teraz jednak na polską produkcję motoryzacyjną ze zdziwieniem patrzyli inni uczestnicy ruchu. Polonez na moskiewskich i kazańskich drogach wyglądał osobliwie. Przy nim błyszczały nawet miejscowe Łady, nie wspominając już o produkcjach azjatyckich czy duńskich. Władze FSO na Bitwy Warszawskiej w Warszawie myślą już nad zmianami.

- Mam nadzieje, że z tej kadry zostaną wszyscy. Patrząc ogólnie, to przez 4 lata wykonywaliśmy jednak super robotę - oceniał Wojciech Szczęsny po Kolumbii.

Chodziło mu chyba o czas do czerwca. Gdyby było inaczej to do Wołgogradu lecielibyśmy po pole position. Tymczasem lecimy bo musimy. Z wyścigu nie można się wycofać. Na naszego Poloneza nikt tam już nie zwróci uwagi. Tuning nie wyszedł, silnik się zatarł, rywalizacja z Hondą może nie być miła. Podróż do kraju też nie.

Lubisz ciekawostki sportowe i niebanalne teksty. Wypróbuj nasz nowy newsletter

Mundial. Terminarz mistrzostw świata

Drabinka finałowa i terminarz

Wytypuj wyniki Mundialu

Więcej o: