MŚ 2018. Konferencja Nawałki i Lewandowskiego słaba, jak mecz z Kolumbią. Większość piłkarzy schowała głowy w piasek i zamknęła się w pokojach

To była jedna z najbardziej groteskowych konferencji reprezentacji Polski. Po blamażu z Kolumbią selekcjoner Adam Nawałka i kapitan Robert Lewandowski przez godzinę mówili tak, że nic nie powiedzieli. Niewielu piłkarzy ma odwagę, aby o problemach mówić wprost.
Konferencja prasowa reprezentacji Polski, 25.06.2018. Adam Nawałka i Robert Lewandowski Konferencja prasowa reprezentacji Polski, 25.06.2018. Adam Nawałka i Robert Lewandowski Pawel Skraba/REPORTER / /REPORTER

Po Adamie Nawałce trudno było spodziewać się przełomowych słów. Jego konferencje od blisko pięciu lat są nudne, jak flaki z olejem, pozbawione treści, nasączone oczekiwaniem na zakończenie spotkania z dziennikarzami, którzy dla selekcjonera są tylko złem koniecznym. I nie zmienił nic fakt, że do Rosji przyleciało kilkanaście tysięcy kibiców, którzy za bilety lotnicze, wejściówki na mecze i hotele musieli wydać oszczędności wielu miesięcy. W Soczi na konferencji po blamażu z Kolumbią Nawałka znów przemawiał zza różowych okularów, które przysłaniają mu rzeczywistość. Niewiele powiedział także Robert Lewandowski. Większość jego kolegów pochowała natomiast głowy w piasek i zamknęła się w pokojach.

W Soczi popłynął potok frazesów

Na poniedziałkowym spotkaniu w Soczi Nawałka znów opowiadał frazesy, które każdy z kibiców mógłby wyciągnąć sobie z jego poprzednich konferencji. Momentami można było odnieść wrażenie, że do sali na obiektach Sputnika wejdzie ktoś z FIFA i złoży trenerowi gratulacje za świetny, ale pechowy mundial. Świat w jakim ostatnio żyje selekcjoner jest daleki od tego rzeczywistego, co mogliśmy usłyszeć w odpowiedziach na niektóre pytania.

- Zawodnicy dali z siebie wszystko, podjęli rywalizację na najwyższym poziomie (.) Mnie przede wszystkim interesuje następny mecz z Japonią (.) Nie będę z panem polemizował na temat stałych fragmentów gry (.) Atmosfera słaba? To plotki. Atmosfera jest wzorcowa (.) Postawa zawodników była bardzo dobra (.)  Jestem zadowolony z postawy kadrowiczów - pozbawione konkretu banały co raz padały z ust selekcjonera. Właściwie celnie byłoby stwierdzić, że gdyby Nawałki na konferencji zabrakło, to i tak nikt niczego by nie stracił.

Mecz Polska - Senegal Mecz Polska - Senegal Fot. Frank Augstein / AP Photo

Nawałka wygrał Puchar Banału

Podsumowaniem wątłych prób tłumaczeń trenera było stwierdzenie, że po meczu z Japonią oddaje się do dyspozycji zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej, tak jakby na co dzień do dyspozycji tego zarządu nie był. Trudno zresztą, aby ktoś inny, niż PZPN, miał decydować o jego reprezentacyjnej przyszłości, skoro kontrakt Nawałki wygaśnie z końcem mistrzostw.

Kapitan uderzył w umiejętności drużyny

Znacznie bardziej zaskakujące jest to, że do retoryki Nawałki dostosował się kapitan Robert Lewandowski. Lider, największa gwiazda drużyny, dowódca - wszystkie te określenia w Soczi trzeba było odłożyć na bok. Nieco zdystansowany napastnik Bayernu Monachium z dużym zrezygnowaniem mówił o kłopotach polskiej kadry. Szczególnie bolesne dla drużyny, która konferencję obejrzała w hotelu Hyatt, były słowa kapitana, który między wierszami stwierdził, że jego kolegom zabrakło umiejętności piłkarskich. - Ciężko samą walką zdobyć punkty. Na mundialu to zdecydowanie za mało. Punktów nie zdobywa się poprzez bieganie, przez wykonane sprinty. Tutaj trzeba dodać piłkarską jakość. Mamy zawodników, którzy mieli problemy w klubach, i ciężko jest wtedy wyjść na boisko z pewnością siebie, ograniem, czuciem piłki, czuciem dystansu. W Rosji to niestety było widać - stwierdził Lewandowski.

Lewandowski: Senegal? Zawiedliśmy. Kolumbia? Różnica klas

Mecz z Kolumbią był najgorszym meczem reprezentacji Polski za kadencji Adama Nawałki. Według Lewandowskiego powodem porażki 0:3 była wyłącznie różnica klas obu zespołów. I to, że trafiliśmy do - jego zdaniem - najcięższej grupy na mistrzostwach świata. - Mówiłem o tym kilka razy w wywiadach. A wy się dziwiliście. Jako kapitan czuję się odpowiedzialny za to wszystko. I jeśli możemy mieć jakieś pretensje to za mecz z Senegalem, bo z Kolumbią to była po prostu różnica klas. Wielokrotnie starałem się przekazać wam, jaka jest sytuacja. Ale ekscytacja była wysoka i wy niekoniecznie chcieliście usłyszeć to, co chciałem powiedzieć. Na ten moment to było wszystko, na co było nas stać - stwierdził kapitan reprezentacji.

Postawić tezę, obalić tezę

Irracjonalnie brzmiały tłumaczenia Lewandowskiego a'la "mieć ciastko i zjeść ciastko", który najpierw zarzucił dziennikarzom, że "nie słyszeli tego, co mówili piłkarze", a gdy reporter Szymon Borczuch z Telewizji Polskiej celnie zauważył, że przecież wszyscy reprezentanci zgodnie podkreślali dobre przygotowanie do turnieju, 29-latek odpowiedział: "Przygotowując się nie możemy powiedzieć, że źle się czujemy, że nie jesteśmy przygotowani. Bo też tak nie było. Wierzyliśmy, że będziemy dobrze przygotowani, że trafimy z formą. Że przy odrobinie szczęścia poczujemy formę czy swobodę i że to wszystko może pójść". I żeby było jeszcze dziwnej, kilka sekund później Robert znów sam obalił swoją tezę mówiąc: "Patrząc na to, kto jaki sezon miał u nas, to ciężko jest przygotować piłkarza w trzy tygodnie. To niemożliwe".

Głowy schowane w piasek. Niewielu piłkarzy miało odwagę

- Nie ma co chować głowy w piasek - powiedział na początku poniedziałkowej konferencji Robert Lewandowski, ale z jego tezą niezbyt zgadzają się chyba koledzy, którzy w większości pochowali się po pokojach i nie chcą rozmawiać z dziennikarzami. Jednym z nielicznych,  który nie tylko stanął twarzą w twarz z kilkunastoma reporterami i przez blisko pół godziny odpowiadał na najtrudniejsze nawet pytania, był Kamil Glik, który szatnię Polaków opuścił jako pierwszy. To z jego ust po meczu z Kolumbią w Kazaniu padły najostrzejsze słowa.

- Jestem wkur... i to bardzo. Czemu mam nie być? (.) Skoro wyglądaliśmy gorzej od przeciwników to coś jest nie tak. Bo to nie był jeden czy dwóch zawodników, ale dwudziestu (.) Powiedzenie, że słabo wyglądaliśmy fizycznie, to szukanie alibi. Wyglądaliśmy gorzej od rywali pod każdym względem. Pod każdym (.) Powiedzmy sobie szczerze, że w dwóch meczach stworzyliśmy sobie pół sytuacji. Albo jedną. I do dnia dzisiejszego to była jedyna groźna sytuacja jaką sobie stworzyliśmy. A straciliśmy pięć bramek - mówił 30-letni stoper.

Gdy Jacek Kurowski z Telewizji Polskiej zapytał Adama Nawałkę o słowa Glika, ten odpowiedział kolejnym frazesem: "Żadnej cenzury nie ma i zawodnicy mogą wypowiadać się tak, jak chcą. Ta wypowiedź była spowodowana wielkim rozczarowaniem, tuż po meczu". Podobnie trener odniósł się do słów Macieja Rybusa, który powiedział, że zawiodło testowanie dwóch taktyk. - To był tylko lapsus językowy - stwierdził 60-letni selekcjoner.

Przeczekać burzę

Poza Glikiem z otwartą przyłbicą stanęli po meczu doświadczeni kadrowicze: Lewandowski, Kamil Grosicki, Wojciech Szczęsny, Michał Pazdan czy Rybus, który komentował: "Kolumbijczycy pokazali jak się gra w piłkę na najwyższym poziomie. My tak grać nie umiemy i to smutne".

Większość reprezentantów - także ci, którzy mieli coś do powiedzenia w niedzielę - w poniedziałek postanowiła jednak schować głowy w piasek i zamknąć się w swoich pokojach unikając rozmów z mediami. Szkoda, że inaczej było po sukcesie, gdy niektórzy kadrowicze od razu wypinali piersi do orderów. Gdy jednak przyszła trudna chwila, woleli ukryć się za strzeżonymi murami hotelu i czekać, aż burza przeminie.