Mistrzostwa świata w piłce nożnej 2018. Niemcy - Szwecja 2:1. Leśniak: Był wrzask szczęścia. A wcześniej komentatorzy mówili, że Szwedom należał się karny

- Niemieccy komentatorzy oszaleli, był wrzask szczęścia. Już przestali wierzyć, już się godzili, że przez bardzo zły początek ten turniej szybko się dla nich kończy - opowiada mieszkający w Niemczech były reprezentant Polski, Marek Leśniak. W sobotę Niemcy pokonali Szwedów 2:1 po golu w 95. minucie i przedłużyli swe szanse na awans do 1/8 finału MŚ.
23.06.2018, Soczi, Niemcy-Szwecja 2:1 23.06.2018, Soczi, Niemcy-Szwecja 2:1 Fot. Michael Probst / AP Photo

Łukasz Jachimiak: Grają w "dziesiątkę", jest 95. minuta, ostatnia doliczona, i wygrywają po pięknym golu z wolnego - niemiecki cud?

Marek Leśniak: Nie, po prostu Szwedzi byli słabi. Gdyby Niemcy mieli innego rywala, takiego, który potrafiłby sensownie rozprowadzić kontry, to już by ich nie było w turnieju. Niemcy w drugiej połowie poszli va banque, mając wynik 1:1 wiedzieli, że on im nic nie da, więc wybrali opcję wszystko albo nic. Nie byli skuteczni, ryzykowali coraz bardziej, a Szwedzi tego nie wykorzystali. W drugiej połowie oddali jeden strzał na bramkę Neuera. Z ręką na sercu - kiedy Kroos ustawił piłkę w tej 95. minucie, to powiedziałem, że strzeli gola. Czułem, że w końcu Szwedzi zapłacą za swoją nieudolność.

A Niemcy dostaną nagrodę za swoją niezłomność. Bo co by nie mówić o Szwedach, wola walki mistrzów świata jest warta docenienia.

- Pewnie, że tak. Niemcy byli lepsi. Popełniali błędy, ale kiedy musieli cisnąć, to mecz odbywał się prawie wyłącznie na połowie Szwedów. Ale szczęścia Niemcy też mieli mnóstwo. Przecież Boateng powinien wylecieć z boiska już na początku, a nie w 82. minucie.

Mówi Pan o tej sytuacji, w której faulował Marcusa Berga w polu karnym, a Szymon Marciniak nie podyktował "jedenastki"?

- Marciniak sędziował bardzo dobrze, ale ten jeden błąd popełnił. Powinien być karny i powinna być czerwona kartka. Nawet niemieccy komentatorzy tak to ocenili. Co prawda nie od razu, bo początkowo twierdzili, że nic wielkiego się nie stało. Ale jak zobaczyli zapis tej sytuacji, to powiedzieli wprost, że Niemcom się upiekło. Bardzo dziwne, że sędziowie VAR nie zareagowali. Powinni podpowiedzieć Marciniakowi.

Szczęście na początku, szczęście na końcu - ono generalnie jest przy Niemcach. Ale - jak to się mówi - szczęście sprzyja lepszym.

- Reprezentacja Niemiec jest jak Bayern Monachium - zawsze strzela w końcówkach i zawsze jakoś udaje jej się prześlizgnąć.

Powiedzenie Gary'ego Linkera, że futbol to taki sport, w którym 22 ludzi biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy, będzie wiecznie żywe?

- Chyba tak, ha, ha. Przecież remis ze Szwedami by Niemców wyeliminował. Jestem święcie przekonany, że przy takim wyniku w ostatniej kolejce Meksyk i Szwecja zagrałyby na remis, a wtedy Niemcy z Koreą graliby już tylko towarzysko.

Jak niemieccy komentatorzy zareagowali na gola Kroosa?

- Oszaleli, był wrzask szczęścia. Już przestali wierzyć, już się godzili, że przez bardzo zły początek ten turniej szybko się dla nich kończy. A teraz to ja się boję, że jak oni dojdą do siebie, jak się rozkręcą, to znów będą grali o medale. A po tym co pokazali, nie zasługują na to. Choć inna sprawa, że mało kto zasługuje. Do tej pory naprawdę dobry był chyba jeden mecz - Hiszpanii z Portugalią. No i jeszcze ten Szwajcarów z Serbami, ale skupiam się na faworytach. I jeśli popatrzymy na te wielkie drużyny, to czy będziemy mogli powiedzieć, że chociaż jedna z nich zasługuje na mistrzostwo świata? Nie, faza grupowa to cierpienie dla wszystkich faworytów. Wydaje mi się, że granie zacznie się dla nich od 1/8 finału. Tam powinno być ciekawiej, nie będzie już aż tylu zespołów, które tylko stoją z tyłu, przeszkadzają i czekają.

23.06.2018, Soczi, Niemcy-Szwecja 2:1 23.06.2018, Soczi, Niemcy-Szwecja 2:1 Fot. Sergei Grits / AP Photo

Już w 1/8 finału mogą na siebie wpaść Niemcy i Brazylia. Jeśli dojdzie do takiego meczu, to kto według Pana będzie faworytem?

- Brazylia.

Mimo że też się męczyła, że ze Szwajcarią zremisowała, a z Kostaryką wygrała 2:0 po golach strzelonych w doliczonym czasie?

- Tak, męczyła się, ale według mnie wygląda lepiej od Niemców. A że w końcu tę Kostarykę zdusiła, to jest plus, bo przekonała się, że jest mocna mentalnie. Na Niemców Brazylijczycy na pewno wyszliby odpowiednio nastawieni. Pamiętają poprzedni mundial [1:7 w półfinale u siebie].

Wróćmy do 95. minuty meczu Niemcy - Szwecja. Co konkretnie komentatorzy krzyczeli po golu Kroosa?

- Oni mu przez cały mecz wypominali sytuację po której Szwedzi zdobyli gola. Kroos tam podał niedokładnie, rzeczywiście popełnił błąd, ale przecież strata była w środkowej strefie boiska, po niej Szwedzi wymienili jeszcze trzy czy cztery podania, poszła centra i dopiero padła bramka. Przyczepili się do Kroosa, a jak zachowali się obrońcy? Tę akcję wykończyło dwóch Szwedów, oni poszli na czterech Niemców, więc trudno mieć pretensje tylko do Kroosa. A jak strzelił, to komentatorzy stwierdzili, że tym golem udowodnił, że nadal jest szefem, że może dalej prowadzić tę drużynę. Nawiasem mówiąc, strzał był piękny, ale myślę, że naprawdę dobry bramkarz by to obronił. Robin Olsen ma dwa metry, a piłka przeleciała nad nim. Źle się ustawił.

Czyli Kroos nie strzelił aż tak, jak Ronaldo z Hiszpanią?

- Jest prawie niemożliwe, żeby strzelić gola stamtąd, praktycznie z boku pola karnego, jeśli bramkarz jest dobrze ustawiony. Ronaldo miał dużo lepszą pozycję - na wprost od bramki. On strzelił nad murem, bramkarz nie miał szans. A tu Szwed wszystko widział. Musiał się koncentrować tylko na tym, żeby mu piłka nie wpadła przy dalszym słupku. Ewentualnym dośrodkowaniem nie powinien się przejmować, od tego miał przed bramką obrońców. Kroos pokazał swoją wielkość. Ale Olsen pomógł mu tę wielkość pokazać.