Mistrzostwa świata 2018. Konflikt w argentyńskiej kadrze. Prezes federacji bez ogródek: "Straciłeś kontrolę nad piłkarzami"

Porażka z Chorwacją zdetonowała bombę, której eksplozja w argentyńskiej szatni wydawała się nieunikniona. Bardzo możliwy blamaż na mundialu w Rosji sprawił, że federacja musi przeanalizować pięcioletni plan, jaki nakreśliła przed Jorge Sampaolim w maju 2017 roku, kiedy objął on drużynę narodową.

Trener na lata

To, co dzieje się w argentyńskiej kadrze od czwartkowego wieczoru, gdy Lionel Messi i spółka przegrali z Chorwatami 0:3, będzie miało wpływ nie tylko na ocenę gry drużyny na rosyjskim mundialu, ale i plany federacji na najbliższe cztery lata.

Gdy w maju 2017 roku Jorge Sampaoli zostawał selekcjonerem reprezentacji Argentyny, prezes federacji Claudio Tapia nie miał wątpliwości: to trener na lata, który przeprowadzi drużynę przez zmianę pokoleniową. Kontrakt podpisany do 2022 roku tylko potwierdzał ogromne zaufanie, jakim byłego szkoleniowca Sevilli i Chile obdarzyli związkowi działacze. Po nieco ponad roku pozycja trenera jest tak słaba, że ciężko wyobrazić sobie, by pozostał na stanowisku, i to mimo że jeszcze przed turniejem Tapia zarzekał się, że Sampaoli będzie szkoleniowcem Argentyny bez względu na wyniki osiągnięte w Rosji.

Na plecach Messiego

Fatalny start na mistrzostwach świata to kulminacyjny moment wykolejania się argentyńskiej kadry, który zaczął się jeszcze przez zatrudnieniem Sampaolego. Od porażki w finale ostatniej edycji Copa America w 2016 roku Albicelestes nie są sobą. Eliminacje do rosyjskiego turnieju były dla kadry prawdziwą mordęgą, której szczęśliwe zakończenie w postaci zakwalifikowania się do mistrzostw były zasługą przede wszystkim genialnego Lionela Messiego.

Sampaoli zespół objął na cztery mecze przed zakończeniem eliminacji i w krótkim czasie, jaki miał, by cokolwiek w walczącej o uniknięcie katastrofy drużynie zmienić, nie przyniósł żadnej rewolucji w grze. W spotkaniach z Urugwajem, Wenezuelą, Peru i Ekwadorem co prawda nie odniósł żadnej porażki, ale wygrać zdołał tylko raz - w meczu o wszystko z Ekwadorem, gdzie hat-trick Messiego pozwolił rzutem na taśmę zdobyć kadrze bilety na mundial. Szkoleniowiec rozpoczął wyścig z czasem, próbując zbudować w ciągu kilku miesięcy drużynę, która nie zawiedzie kibiców na najważniejszej piłkarskiej imprezie. Zamiast tego po dwóch spotkaniach grupowych ma przeciwko sobie piłkarzy, dziennikarzy i kibiców. Z poparciem federacji też nie jest najlepiej.

Młode wilki na drugim planie...

Trzeba uczciwie przyznać, że Sampaoli oprócz ograniczeń związanych z czasem nie trafił też na odpowiedni materiał ludzki, by mundial w Rosji podbić. To zresztą nie wydawało się być głównym celem jego drużyny. Na mistrzostwach Argentyna miała po prostu pokazać, że należy wciąż do światowej czołówki, a o laury walczyć za cztery lata w Katarze. Nikt jednak nie zakładał, że zespół będzie miał problemy nawet z wyjściem z grupy.

Sampaoli sam jednak sytuację komplikował sobie niemal od początku swojej przygody z reprezentacją. Mając do dyspozycji największe młode talenty argentyńskiej piłki, Mauro Icardiego (króla strzelców Serie A) i Paulo Dybalę (rok temu poprowadził Juventus do finału Ligi Mistrzów), nie znalazł dla nich miejsca w zespole. Pierwszy na turniej w ogóle nie pojechał, a drugi stał się etatowym rezerwowym. Ci, którzy mieli papiery na to, by Messiego odciążyć na wielkich imprezach najmocniej, u Sampaolego nie odgrywają żadnej znaczącej roli. Postawienie na wysłużonych w kadrze Sergio Aguero, Angela Di Marię czy Javiera Mascherano było niewybaczalnym błędem, który w ostatecznym rozrachunku może kosztować selekcjonera posadę. Stracił tym nie tylko jakość sportową, ale i zaufanie działaczy.

... a starzy wyjadacze rozdają karty

Weterani po remisie z Islandią i porażce z Chorwacją oskarżają o słabe wyniki trenera. - Niech mówi, co chce - stwierdził w rozmowie z mediami Aguero, gdy usłyszał, że według Sampaolego piłkarze nie wypełniali na boisku jego zaleceń. A przecież gdyby nie Sampaoli, Aguero na mundial prawdopodobnie w ogóle by nie pojechał. W kraju twierdzono, że kontuzja kolana, jaką leczył przez ostatnie miesiące sezonu ligowego, powinna wykluczyć go z grona powołanych. Ponadto zwracano uwagę na to, że trzydziestolatek w kadrze zawodzi i swoją szansę już miał - przez ostatnie dwa lata w reprezentacji zagrał szesnaście meczów, w których zdobył cztery bramki.

Sampaoli prawdopodobnie zrozumiał w pewnym momencie, że w ciągu kilku miesięcy nie zdoła na nowo stworzyć drużyny narodowej. Postawił więc na weteranów, licząc na to, że ci w swoim prawdopodobnie ostatnim wielkim turnieju dadzą z siebie wszystko i przyczynią się do utrzymania dobrej atmosfery w kadrze. Efekt? Ci sami gracze zagrozili, że jeśli Sampaoli zasiądzie na ławce szkoleniowej w ostatnim meczu fazy grupowej przeciwko Nigerii, oni nie wyjdą na boisko.

Lionel Messi po trzecim golu zdobytuym przez przeciwników. Mecz Argentyna - Chorwacja (0:3) na mistrzostwach świata w Rosji. Niżny Nowogród, 21 czerwca 2018 Lionel Messi po trzecim golu zdobytuym przez przeciwników. Mecz Argentyna - Chorwacja (0:3) na mistrzostwach świata w Rosji. Niżny Nowogród, 21 czerwca 2018 Fot. Petr David Josek/AP

"Straciłeś kontrolę"

Sytuacja w zespole stała się na tyle napięta, że Tapia postanowił zwołać w Rosji zebranie, na które zaprosił piłkarzy i sztab trenerski, by uspokoić nastroje. Jak poinformowała argentyńska telewizja TyC Sports, po jego zakończeniu prezes miał otwarcie stwierdzić w rozmowie z Sampaolim, że ten całkowicie stracił kontrolę nad szatnią.

Federacja mimo wszystko nie zamierza dokonywać żadnych roszad w sztabie w trakcie turnieju, a szkoleniowiec miał usłyszeć, że pozostaje na stanowisku - ustalił argentyński dziennikarz Javier Lanza. Jak długo? Od tego prawdopodobnie zależy wynik wtorkowej potyczki z Nigerią. Jeśli Argentyna wygra i wyjdzie z grupy, co zależy też od rezultatu meczu Islandii z Chorwacją, Sampaoli przedłuży swoje szanse na pozostanie selekcjonerem. W innym wypadku swój los przypieczętuje jeszcze na rosyjskiej ziemi.