Mundial 2018. Niedawno Japonia była w rozsypce. Teraz jest razem z Senegalem liderem polskiej grupy. Bo warto rozmawiać

Niedoceniana Japonia zbiła Kolumbię 2:1, ale dalej woli być niedoceniana. - Senegal to zdecydowanie najlepsza drużyna grupy. Widzieliśmy mecz z Polską i jesteśmy pesymistami - czaruje w rozmowie ze Sport.pl Keisuke Honda.

Keisuke Honda  stoi prawie na baczność, jak każdy z jego kolegów w strefie wywiadów, i cedzi słowa. Jakby przemawiał na zakończenie politycznego szczytu, a nie porannego treningu japońskiej kadry. - Tak. Zagraliśmy z Kolumbią niezły mecz. Ale Senegal to jest inny poziom. Oglądaliśmy mecz z Polską. Oglądałem też kilka ich meczów w  afrykańskich eliminacjach mundialu. Senegalczycy to szybkość, siła, doświadczenie z dużych klubów. Są najlepsi. Nie mamy przed niedzielą (mecz Japonii z Senegalem jest o 17, przed spotkaniem Polska-Kolumbia - red.) dobrych przeczuć. Przeciw Kolumbii bardzo nam pomogło to, że byliśmy niedoceniani. Na pewno - mówi Honda.

Japonia sprawiła jedną z największych niespodzianek pierwszej kolejki. Wygrała z Kolumbią 2:1 po rzucie karnym i czerwonej kartce dla Carlosa Sancheza już na początku spotkania. Została pierwszą drużyną z Azji, która w mundialu pokonała rywala z Ameryki Południowej. - Ktoś mi o tym powiedział - Honda nie jest pod wrażeniem. - Trochę nam pomogło szczęście z tym faulem i kartką, mogliśmy prawie cały mecz grać w przewadze - słychać w japońskim ośrodku treningowym.

Japoński Guardiola: nogi już tak nie niosą, ale procesor dalej szybki

Ośrodek to centrum treningowe Rubina Kazań. Skromne, kameralne. Piłkarze Japonii ćwiczą na zasłoniętym bocznym boisku, mieszkają w hoteliku przy stadionie, autobusu potrzebują tylko gdy trzeba jechać na mecz. W biurze prasowym za bufet robi czajnik, samowar i azjatyckie zupki do zalania wrzątkiem. A przy wejściu do ośrodka napis przypomina, że Kazań to "dom Niebieskich Samurajów". Honda jest wśród samurajskiej starszyzny.

- To jest mój ostatni mundial. Mam 32 lata, nie wiem co będzie za cztery lata i całą energię wkładam w ten turniej. Chcę coś osiągnąć tu i teraz, z tymi kolegami. Mundial to był mój cel od dziecka, od kiedy tata pokazał mi nagrane mecze Pelego z dawnych mistrzostw. Teraz jestem na mundialu trzeci raz. I jakoś się jeszcze mogę drużynie przydać. Mam doświadczenie, widzę trochę więcej - mówi Honda.  Mówią o nim, że to japoński Pep Guardiola. Ciało piłkarza, głowa trenera. Nogi ma wolniejsze niż wielu młodszych piłkarzy, ale procesor szybszy. I lubi dobrą dyskusję o piłce. A w japońskiej kadrze się dyskutuje.

Teraz się dyskutuje. Wcześniej się nie dyskutowało.

Jak Halilhodzić zraził do siebie piłkarzy

Póki trenerem był Vahid Halilhodzić, piłkarze byli rekrutami, którzy mają słuchać swojego kaprala. Żaden z nich nie był niezastąpiony, żaden nie był warty wysłuchania, każdy musiał w zaaranżowanej przez trenera rywalizacji udowodnić, że przebiegnie w meczu więcej i szybciej niż jego konkurent do miejsca w składzie.

Halilhodzić traktował piłkarzy jak numery, a numery głosu nie mają. W październiku 2017 roku przyszedł do niego najlepszy japoński piłkarz ostatnich lat, Shinji Kagawa z Borussii Dortmund. Zapytał trenera, czy nie warto byłoby podyskutować o taktyce, skoro już udało się awansować na mundial. Halilhodzić odpowiedział, pomijając Kagawę przy powołaniach na listopadowe mecze towarzyskie. Poza kadrą znaleźli się wówczas również inni piłkarze, którzy lubią podyskutować: Shinji Okazaki z Leicester i Honda.

Tak się rwała więź japońskich piłkarzy z ich bośniackim kapralem. Halilhodzić, gorliwy muzułmanin, lubi układać drużynom świat z nakazów i zakazów. W reprezentacji Algierii cztery lata temu to działało, dało awans z grupy i świetny, choć przegrany mecz 1/8 finału z Niemcami. W Japonii Halilhodziciowi nie wyszło, piłkarze zaczęli się w tym dusić, choć stereotyp każe widzieć w nich piłkarzy karnych i idących za szefem. Za Bośniakiem nie poszli, Halilhodzić został zwolniony dwa miesiące przed mundialem. Uznał to za zdradę, uważał że nie było racjonalnych powodów rozstania. Wytoczył federacji proces, żądając symbolicznego odszkodowania. Chodziło mu o rację, nie o pieniądze.

Japonia chciałaby się znów przyczaić

W tym bałaganie nowy trener Akira Nishino miał pozbierać do mistrzostw, co się da. Japonia jechała na mistrzostwa z opinią najsłabszego zespołu grupy H, odstającego od reszty. Wygrała w 2018 ledwie jeden z pięciu sparingów, z Paragwajem tuż przed startem MŚ. I z tego przyczajenia wyskoczyła po zwycięstwo nad Kolumbią 2:1. A teraz bardzo chciałaby się znowu przyczaić. 

Nishino wybrał zupełnie inną drogę niż Halilhodzić. Wszystko ustala z piłkarzami. Wręcz wymaga od każdego z nich, żeby się wypowiedział na temat taktyki, opisał  jak sobie wyobraża swoją rolę, jak to pogodzić z rolami innych. Przestał patrzeć na to, kto ile ma w nogach i w płucach. Uważa, że mundial to taka impreza, w której się najwięcej rozgrywa w głowach. I doświadczenie takich piłkarzy jak Honda jest niezbędne. Do stylu gry Japonii bardziej pasuje szybka "dziesiątka" w stylu Kagawy, a nie Honda. Ale on może dawać świetne zmiany, jak z Kolumbią. Wszedł  już po wyrównaniu przez Kolumbijczyków i asystował przy golu na 2:1.

Uniknąć tego, co spotkało Polskę

- Myślę, że mogę też pomagać w innej roli, coś kolegom podpowiedzieć - mówi Honda. - Przed meczem z Senegalem jesteśmy pesymistami, ale nawet gdy przegramy, wytrzymamy presję. Będziemy gotowi na decydujący mecz z Polską (28 czerwca w Wołgogradzie -red.). Zresztą, ja już na Senegal też mam kilka pomysłów - uśmiecha się Honda. - Chyba wiem, jakie są ich słabe punkty i jak je wykorzystać. Drużyny z Afryki mają problem, by utrzymać koncentrację przez cały mecz. Nikt nie jest w stanie grać bezbłędnie od początku do końca. Ale żeby wykorzystać ich błąd, nie wolno nam stracić bramki - mówi. - Nie możemy powtórzyć tego, co spotkało Polskę.

Mundial. Terminarz mistrzostw świata

Drabinka finałowa i terminarz

Wytypuj wyniku Mundialu

Więcej o: