Mistrzostwa świata 2018. Francja wymęczyła 1/8 finału. "Ta kwalifikacja nie była radością, była ulgą"

Mieli być przekonywujący. Mieli pokazać jak grają faworyci. Mieli zdobyć trzy punkty. Z trzech elementów planu, zrealizowali tylko jeden. Broniąca się przed peruwiańskimi atakami Francja, zdołała dowieźć do końca meczu jednobramkowe prowadzenie. Zwycięstwo do zera zapewniło im awans do 1/8 finału. Zamiast braw była ulga.
Kylian Mbappe podczas meczu reprezentacji Francji z Peru Kylian Mbappe podczas meczu reprezentacji Francji z Peru DAVID VINCENT/AP

Ostatni gwizdek sędziego Mohameda Abdulla Hassana Mohda bardzo ucieszył francuskich piłkarzy. Wyglądali jakby wyczekiwali go od kilkunastu minut. Grający na czas przy linii końcowej Fekir i Dembele, to widok rzadki. Strach wicemistrzów Europy przed stratą piłki i oddaniem jej rywalowi - też.

Strach jednak był uzasadniony. Gdyby wolej  Jeffersona Farfana leciał bardziej w środek bramki, gdyby Luis Advincula przymierzył o kilkanaście  centymetrów w prawo i nie trafiłby w poprzeczkę, gdyby z dystansu nie strzelił w nią też Pedro Aquino to Peruwiańczycy mieliby upragnionego gola. Na pewno na niego zasłużyli. Obrona "Trójkolorowych" w składzie Hernandez, Umtiti, Varane, Pavard momentami przyglądała się tylko sprytnym i pomysłowym gościom z Ameryki Południowej. Ci o wiele częściej atakowali i kontratakowali. Dłużej utrzymywali się przy piłce, a w drugiej połowie mieli dwa razy więcej dobrych sytuacji i strzałów na bramkę.

Oglądający to spotkanie z trybuny honorowej mistrz świata z 1998 roku - David Trezeguet wesołej miny mieć nie mógł. Jego dawna drużyna fazę grupową przeszła w cuglach, z kompletem punktów, dziewięcioma strzelonymi golami i jękami zachwytu na trybunach.

Francuzi teraz też chcieli zachwycić się swym złotym pokoleniem piłkarzy, a jednak Didier Deschamps w porównaniu z przeciętnym meczem z Australią (2:1) wstawił do składu graczy doświadczonych - Matuidiego i Giroud. Ten ostatni przeprowadził kluczową akcję, po której piłka dość szczęśliwie odbijała się w stronę bramki Peru, tak że nogę mógł dostawić Mbappe. To było właściwie tyle jeśli chodzi o wirtuozów futbolu wartych 640 mln euro. 

Dembele, który na ostatni kwadrans wszedł za zmęczonego, ale pożytecznego jak zwykle Mbappe, swą niedokładnością w nielicznych akcjach sam utwierdził się chyba w przekonaniu, że sumiennych i pokornych treningów nigdy nie za wiele, a stuprocentowe sytuacje (doskonałą okazję miał w 82 minucie) trzeba wykorzystywać. Matuidi miał dać w środku na lewej stronie, a zamiast tego gubił piłki, nie miał pomysłu co ze sobą zrobić. Cofnięty Griezman, starał się napędzać ataki Francji, ale jego pomysły i rozegranie często zwalniały akcje. Sam mógł zachować się lepiej w swoich dwóch sytuacjach z pierwszej połowy. Pośród nich rzucał się w oczy solidny i odzyskujący Kante. Tyle pochwał.

Francja rzecz jasna z szybkiego awansu do 1/8 finału się cieszy. Do obronienia 1. pozycji w grupie wystarczy im remis z Danią. Trudno jednak doszukiwać się nad Sekwaną zachwytów. Miłe i symptomatyczne, że Mbappe został najmłodszym, francuskim strzelcem gola na mundialu, ale co to za pocieszenie. Media określają Trójkolorowych "ekipą o dwóch twarzach" z tym że tej drugiej - piękniejszej coraz mniej widać.

Sukces faworytów MŚ ładnie podsumował kolejny złoty medalista z 1998 roku.  "Ta kwalifikacja nie była radością, była ulgą" - powiedział o wydarzeniach z Jekaterynburga, a wcześniej Kazania Christophe Dugarry.