MŚ 2018. Krytyka napastnika. Arkadiusz Milik kolejny raz mierzy się z falą hejtu

Arkadiusz Milik kolejny raz musi mierzyć się z falą hejtu. Tak było, gdy w Górniku Zabrze nie strzelał bramek, tak było na Euro 2016, gdy pudłował raz za razem. Chłopak z Tychów zawsze mógł liczyć na wsparcie Adama Nawałki, który otoczył go wręcz ojcowską opieką.

Schodzący z murawy Spartak Areny Arkadiusz Milik miał nietęgą minę, chociaż trudno było ją dostrzec, bo nisko spuścił głowę. Podążającego do linii bocznej napastnika żegnały gwizdy trybun, które we wtorek zmieniły stadion w Moskwie w Stadion Narodowy. Gdy w 73 min. Milik został zmieniony przez Dawida Kownackiego, kibice mieli dość. Polska przegrywała z Senegalem 0:2, rozgrywając jeden z najgorszych meczów od lat, a Milik tylko z nazwiska przypominał piłkarza, którego kochają fani Napoli. Był niedokładny, zamiast do kolegów podawał do rywali, zdarzyło mu się nawet kopnąć piłkę w aut, zamiast dograć do czekającego na podanie Jakuba Błaszczykowskiego. Milikowi brakowało "czegoś", co przecież ma; dzięki czemu wciąż jest najdroższym polskim piłkarzem za którego Neapol zapłacił 32 mln euro.

Po meczu z Senegalem Milik musi mierzyć się jednak z kolejną falą hejtu. Na dodatek to on, uśmiechnięty i zrelaksowany, znalazł się na zdjęciu ilustrującym "aferę basenową", którą opisał "Fakt". Krytyka dla 24-latka to jednak nie pierwszyzna. Mógł się do niej przyzwyczaić. A szkoda, bo mowa przecież o jednym z najbardziej utalentowanych polskich zawodników.

Gol, który nie padł w meczu z mistrzami

Gdy w Nicei rozpoczynał się mecz z Irlandią Północną Milik miał na koncie aż 21 bramek. Były to co prawda trafienia ligowe z Ajaxu Amsterdam, ale na francuskim turnieju gwiazda ligi holenderskiej miała przełożyć skuteczność z klubu na reprezentację. Milik miał za sobą przecież świetny sezon nie tylko w Ajaxie, ale i w kadrze. I choć w meczu z Irlandczykami to on zdobył zwycięską bramkę, to tuż po spotkaniu internetowe fora i tak się zagotowały.

Wszystko przez fatalną skuteczność Polaka, który gdyby tylko uderzał nieco celniej, mógłby trafić do siatki aż trzykrotnie. Jakby tego było mało, w kolejnym meczu - z Niemcami w Paryżu - to właśnie on miał najlepszą sytuację. Po dokładnym dośrodkowaniu Kamila Grosickiego Milik nie trafił jednak do bramki z czterech metrów! Gdyby uderzył głową nieco celniej, Polacy cieszyliby się z trzech punktów zdobytych w pojedynku z mistrzami świata.

Arkadiusz Milik podczas meczu Polska Ukraina w fazie grupowej Euro 2016 Arkadiusz Milik podczas meczu Polska Ukraina w fazie grupowej Euro 2016 CLAUDE PARIS/AP

Kompilacje pudeł

Niewiele zmieniło się w kolejnych dniach. Przeciwko Ukrainie Milik albo nie trafiał w bramkę, albo kopał wprost w Andrija Piatowa. Jeszcze gorzej było w meczu ze Szwajcarią, gdy już w pierwszej minucie nie wcelował do pustej bramki posyłając piłkę daleko w trybuny.

Po każdym z tych meczów krytyka rosła - zaczęły powstawać kompilacje kolejnych pudeł napastnika, komentarzowy hejt przekraczał granice dobrego smaku. I choć Milik zapewniał, że ostre oceny jego skuteczności go nie przejmują, to ogólnopolska krytyka nie mogła nie wpłynąć na jego grę i pewność. I pewnie gdyby nie awans reprezentacji do ćwierćfinału Euro 2016, to właśnie Milik zostałby winowajcą ewentualnego słabego występu naszej kadry.

Arkadiusz Milik w barwach Górnika Arkadiusz Milik w barwach Górnika Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Trudne początki

Dla Milika ostra krytyka to nie pierwszyzna. Musiał się z nią mierzyć jako nastolatek, gdy w Górniku Zabrze uparcie stawiał na niego obecny selekcjoner Adam Nawałka. Uznawany na Śląsku za wielki talent Milik początki w Zabrzu miał wyjątkowo ciężkie. Od pierwszej do 22. kolejki Ekstraklasy zdobył jedną bramkę. W tym czasie wystąpił w 15 meczach ligowych i jednym spotkaniu Pucharu Polski. I choć wymagające trybuny przy Roosevelta dziwiły się decyzjom Nawałki i wprost nawoływały do posadzenia młodziaka na ławce, to trener Górnika był zdeterminowany. Wciąż stawiał na 17-latka, który wciąż pudłował. Sytuacja poprawiła się dopiero w drugiej części sezonu, gdy porównywany do Włodzimierza Lubańskiego chłopak z Tychów zdobył pięć bramek. I tak w młodym wieku musiał wykazać się dużą odpornością psychiczną, bo debata "o nieskutecznym Miliku" trwała wówczas w Zabrzu przez kilka tygodni. Ogromną rolę w podtrzymaniu chłopaka na duchu odegrał wspomniany Nawałka.

Aruś, idź do dentysty

Jak każdy trener Nawałka również ma swoich ulubieńców. To Milik, a także Krzysztof Mączyński, na których mówi "Aruś" i "Krzysiu". Selekcjoner nie ma dzieci, za to Milika otoczył wręcz ojcowską opieką. Trener zawsze stał za nim murem. Gdy było trzeba potrafił go wysłać nie tylko na dodatkowy trening, ale nawet do dentysty. - Nigdy nie dbałem o zęby, jako dzieciak nie przykładałem do tego wagi. Nagle trener zorganizował spotkanie z dentystą. Okazało się, że sześć zębów nadaje się do naprawy. Dostałem adres gabinetu i musiałem tam szybko pomaszerować, bo trener mi kazał - wspominał Milik w książce "Tajemnice kadry".

To samo wsparcie Nawałka okazał, gdy oczekiwał na powrót Milika po dwóch kontuzjach zerwania więzadeł krzyżowych w kolanie. Gdy tylko pojawiły się pierwsze przesłanki, że Arek jest gotowy do gry, natychmiast był powoływany do reprezentacji. A gdy poczuł się nieco lepiej fizycznie, Nawałka wystawił go do podstawowego składu na mecz z Senegalem.

Arkadiusz Milik meczu Polska -Senegal. Mistrzostwa Świata w Rosji, Moskwa, stadion Spartaka, 19 czerwca 2018 Arkadiusz Milik meczu Polska -Senegal. Mistrzostwa Świata w Rosji, Moskwa, stadion Spartaka, 19 czerwca 2018 Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Otrząsnąć się i wrzucić dwójkę

Milik z Senegalem zagrał jeden ze słabszych meczów w reprezentacyjnej karierze. Podobnie zresztą jak Łukasz Piszczek, Piotr Zieliński i kilku innych zawodników. Ale to wciąż piłkarz o niebanalnych umiejętnościach, jeden z najlepszych Polaków, bez którego Nawałka nie wyobraża sobie kadry. I fala hejtu jest dziś zupełnie nieuzasadniona - w przeciwieństwie do krytyki. Wyjątkowo niepotrzebne jest nakręcanie niechęci do Milika przez publikowanie jego zdjęć na basenie na którym odpoczywała połowa drużyny (fotografia ukazała się w "Fakcie").

Dziś snajper Napoli musi otrząsnąć się po kilku słabszych dniach. Nie chce rozmawiać z mediami, bo woli skupić się na przygotowaniu do meczu z Kolumbią. Milik ma świadomość, że łaska kibica na pstrym koniu jeździ. I dobry mecz rozegrany niedzielę, a przecież go na to stać,  może natychmiast przenieść do w hierarchii kibicowskich uczuć od zera do bohatera.

Więcej o: