Mistrzostwa świata 2018. Przegrali wszyscy, ale nie wszyscy stracili tyle, ile stracił Thiago Cionek

Przegrali wszyscy, ale nie wszyscy stracili tyle samo. Jeśli ktoś ma wylecieć ze składu przed meczem z Kolumbią, to najbliżej tego wydaje się Thiago Cionek.
Thiago Cionek Thiago Cionek EDUARDO VERDUGO/AP

Miało być jak nigdy, a skończyło się jak zawsze. Reprezentacja Polski wróciła na mundial po 12 latach i znowu przegrała mecz otwarcia. Tym razem poległa z Senegalem (1:2).

Rozczarowanie jest tym większe, że do meczu przystępowaliśmy jako faworyt. Ale może nawet mniejsza o wynik, bo chodzi o samą grę, z której Adam Nawałka zadowolony być nie może. Zawiedli go wszyscy. Nie wszyscy jednak stracili tyle samo, bo każdy startował z nieco innego pułapu.

Kto w takim razie stracił najwięcej?

- Czemu akurat ja!? - popatrzył w niebo i zdawało się, że powiedział sam do siebie Thiago Cionek. Była 38. minuta spotkania. Chwilę wcześniej stoper reprezentacji Polski zmienił kierunek lotu piłki i zaskoczył Wojciecha Szczęsnego - strzelił samobójczego i przypadkowego gola.

Ale choć winić za niego prędzej można Łukasza Piszczka, który chwilę wcześniej przegrał pojedynek w środku pola z M'Baye Niangiem, to jednak strzelił go Cionek. Czyli piłkarz, który w tym meczu miał dużo do udowodnienia. A na pewno więcej niż Piszczek czy Arkadiusz Milik albo Piotr Zieliński. Oni również zagrali zdecydowanie poniżej oczekiwań, ale jednak ich renoma w kadrze jest większa.

- Co bym zmienił, gdybym mógł mecz z Senegalem rozegrać jeszcze raz - zawiesił się po tym pytaniu Adam Nawałka na antenie TVP. - No cóż, łatwo jest mówić po fakcie, łatwo jest teraz szukać wymówek. Mleko się rozlało, trudno. Trzeba patrzeć do przodu - po chwili wymijająco odpowiedział selekcjoner.

Wiadomo, że winnych teraz jest wielu, kamieniami rzucać łatwo, ale prawda jest taka, że Nawałka przestrzelił z wyborami personalnymi. A może nawet nie tyle z wyborami, ile konkretnie z jednym. Z Cionkiem, z którego wystawieniem wahał się do samego końca.

Od dwóch tygodni wiadomo było, że selekcjoner nie wystawi w Moskwie najsilniejszej jedenastki. Kontuzji barku nabawił się bowiem lider defensywy Kamil Glik. Nawałka musiał wybierać. I wybrał doświadczenie. Zamiast na 22-letniego Jana Bednarka, postawił na 10 lat starszego Cionka. Piłkarza, którego dobrze zna i zaprasza do reprezentacji od dawna.

Niestety to właśnie Cionek, będący pod olbrzymią presją jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, stał się jedną z głównych twarzy wtorkowej porażki. Nie poradził sobie z Senegalem - grał nerwowo, gubił piłkę i miał duże problemy z jej wyprowadzaniem. A co gorsze - nie wiedzieć czemu - właśnie za to wyprowadzanie zabierał się chętnie.

No i do tego jeszcze ten nieszczęsny samobój - pierwszy w historii polskiej piłki na MŚ - w statystykach zapisany na jego konto.

- Czy wejdę z ławki, czy zacznę od początku, czy zagram w środku obrony, na lewej, prawej - to naprawdę nie ma znaczenia. Zawsze dla Polski gram tak samo - mówił Cionek na zgrupowaniu w Juracie.

Jeszcze wtedy nie wiedział, na pewno się nie spodziewał, że z Senegalem zagra od początku. Teraz niestety może się spodziewać, że w kolejnym meczu na MŚ (w niedzielę o 20 gramy z Kolumbią) już nie wystąpi, usiądzie na ławce.

Kto zajmie jego miejsce? Być może Bednarek, a może Glik. Chyba najlepiej jakby to był Glik (w poniedziałek już trenował z zespołem). Senegal pokazał, że jego kontuzja okazała się większym problemem, niż wszyscy sądzili.

Więcej o: